S&P szóstą z kolei sesję spędził tuż poniżej szczytu hossy z połowy lutego, ale po raz kolejny inwestorzy nie ryzykowali ataku na ten poziom. Zamiast tego zdecydowali się na sprzedaż akcji, ponieważ do końca notowań nie mogli być pewni, czy prezydent USA zdoła porozumieć się w sprawie budżetu z Republikanami i czy w poniedziałek urzędy federalne pozostaną czynne. Porozumienie ostatecznie zawarto, ale obie strony grały na strachu do ostatniej chwili, a kompromis jest tylko chwilowy, Republikanie nadal domagają się ustępstw i cięć wydatków znacznie głębszych ("liczonych w bilionach, nie miliardach").

Tymczasem niepewność związana z finansami USA wspierana dodatkowo przez PIMCO (największy światowy fundusz obligacji), który zdecydował się grać już nie tylko przeciwko obligacjom rządowym ale także przeciwko obligacjom podmiotów zależnych od amerykańskiego skarbu, przyczyniła się do wzrostu notowań surowców. To zaś przełożyło się na słabsze notowania w Azji, gdzie Nikkei spadł o 0,5 proc., a Kospi o 0,3 proc. Inwestorzy obawiają się, że wysokie ceny ropy wpłyną niekorzystnie nie tylko na sprzedaż samochodów (to właśnie słabsze notowania koncernów samochodowych ściągały Nikkei), ale także na całą konsumpcję. Jednak dzięki dobrym danym o wzroście eksportu, chiński SCI zdołał utrzymać się na plusie (0,1 proc.) do 8:15.

W poniedziałek rano rynki europejskie, które w mniejszym lub większym stopniu doświadczyły już korekty w piątkowe popołudnie, mogą pozostać stabilne, ponieważ inwestorzy czekają na nowe informacje. Poniedziałkowe kalendarium jest wprawdzie puste (nie licząc publikacji pierwszego raportu za I kwartał - wyniki poda Alcoa, ale rzadko miewają one przełożenie na cały rynek), ale kolejne dni tygodnia przyniosą ich sporo. Przede wszystkim chodzi o dane o inflacji, które mogą mieć wpływ na dalsze oczekiwania inwestorów co do stóp procentowych, a tym samym kierunku notowań na rynkach akcji. Już jutro przed sesją poznamy dynamikę cen w Niemczech, a w środę w Polsce. W piątek poznamy także dane dotyczące sprzedaży detalicznej w USA, a dodatkowo rynki czekają na plan Baracka Obamy w sprawie cięć budżetowych. W roku wyborczym ocenia się, że będzie on działał "skalpelem, nie maczetą". Szczegóły mają być znane najpóźniej w środę.

W przypadku WIG20 piątkowa spadek prezentuje się na wykresie jak płytka rana, która jednak może powodować dalsze komplikacje. Obroty wyraźnie wzrosły, a RSI na dziennym wykresie wygenerował sygnał sprzedaży. Miejsca na bezpieczny, kontrolowany spadek indeksu jest sporo, bo dopiero zejście poniżej 2800 pkt byłoby groźne dla trendu. Zyskujący dziś rano złoty nie wskazuje bynajmniej na popłoch inwestorów zagranicznych, którzy zdominowali ostatnio handel na GPW (i w regionie), więc dalsze spadki na GPW - jeśli do nich dojdzie - nie powinny być dotkliwe.