Piątkowy raport amerykańskiego Departamentu Rolnictwa był na rynkach pewnym zaskoczeniem. Autorzy raportu oszacowali bowiem, że przed rozpoczęciem tegorocznych żniw (czyli 1 września) zapasy kukurydzy w USA wyniosą 675 mln buszli, co oznacza brak zmian w stosunku do marcowej prognozy. Tymczasem ankietowani przez agencję Bloomberg analitycy przewidywali, że zapasy skurczą się do 589 mln buszli.

Nie zmienia to faktu, że zapasy tego zboża w Stanach Zjednoczonych są na najniższym poziomie od 1996 r. Jeszcze w tamtym roku wyniosły one 1,71 bln buszli. Ten gwałtowny spadek zapasów wynika przede wszystkim ze znacznego wzrostu popytu na kukurydzę w mijającym sezonie. Zwyżka cen mięsa przyczyniła się do zwiększonego popytu na wytwarzaną z kukurydzy paszę ze strony producentów wołowiny i wieprzowiny. Dodatkowo, w tym roku zanotowano rekordowe zużycie kukurydzy przy produkcji etanolu - szacuje się, że wyniesie ono 5 mln buszli. Produkcja kukurydzy przeznaczonej do wytwarzania etanolu (jako jednego ze składników biopaliw) jest opłacalna ze względu na rządowe subsydia, dlatego coraz więcej farmerów przerzuca się właśnie na ten typ produkcji, rezygnując tym samym z wytwarzania kukurydzy na potrzeby żywnościowe.

W ten sposób rosnąca popularność biopaliw w Stanach Zjednoczonych przyczynia się do wzrostu cen żywności na świecie. Zresztą, Stany Zjednoczone są największym producentem tego zboża (w sezonie 2009-2010 odpowiadały za 41% światowej produkcji kukurydzy), dlatego wszelkie decyzje polityczne czy zdarzenia pogodowe w tym kraju mają niebagatelny wpływ na ceny kukurydzy na światowym rynku. Dobrym przykładem są tu nie tylko wspomniane już regulacje dotyczące biopaliw, ale także ubiegłoroczne susze i powodzie w USA, które latem i wczesną jesienią gwałtownie wywindowały ceny tego zboża.

Czy zwyżka cen zbóż jest kolejną bańką spekulacyjną? Niekoniecznie. Faktem jest coraz większy udział kapitału spekulacyjnego na rynkach kukurydzy czy pszenicy, jednak na ceny zbóż działają przede wszystkim długoterminowe fundamentalne procesy, o których głośno było już trzy lata temu, w czasach światowego kryzysu żywnościowego 2008 roku. Wśród nich należy wymienić: wzrost liczby ludności na świecie, fiasko poliityk rolnych w wielu słabo rozwiniętych krajach, urbanizację terenów uprawnych, zwiększone spożycie mięsa wśród rosnącej klasy średniej w Indiach i Chinach (aby wyprodukować 1 kg mięsa, należy zużyć około 7 kg zbóż), a także wspomniane wcześniej rosnące zużycie kukurydzy w branży energetycznej. Jak widać, wymienione procesy są długotrwałe i nie sposób się do nich szybko dostosować.

Szansą na obniżenie cen zbóż na światowym rynku mogłyby być 2-3 lata obfitych zbiorów przy zmniejszonym lub przynajmniej stabilnym popycie. A spełnienie tych warunków stoi pod dużym znakiem zapytania - zwłaszcza przy tak dużej zależności podaży od kaprysów pogody. Kapitał spekulacyjny zwiększa zmienność cen zbóż, jednak nie jest na tyle silny, aby odwrócić długoterminowe procesy. Konieczność dostosowania się do nich jest o tyle istotna, że dla większości ludności świata zboża są podstawowym produktem żywnościowym, a wzrost ich cen był przyczyną niepokojów społecznych zarówno trzy lata temu, jak i obecnie.