Istniejąca już długo dziura w bilansie finansowym kraju zwiększyła się do 4 procent produktu krajowego brutto. Wygląda na to, że wskaźniki wzrostu gospodarczego powinny zostać zweryfikowane. Inwestorzy coraz częściej pytają, czy Polska nie jest bardziej ryzykowna niż powszechnie się uważa. Problemem jest 12 miliardów euro deficytu handlowego z jej największym partnerem w tym zakresie - Niemcami.

Wygląda na to, że Polska importuje znacznie więcej niż wynika to z oficjalnych statystyk. Obecny deficyt bieżącego rachunku płatniczego może być nawet dwa razy większy niż oficjalny poziom 4 procent produktu narodowego brutto. Część tej niezgodności można wyjaśnić niekwestionowaną miłością Polski do importowania używanych samochodów z Niemiec. Jednak Narodowy Bank Polski musi wyjaśnić, dlaczego deficyt urósł tak bardzo.

>>> Czytaj też: Projekcja NBP: wzrost PKB osłabnie przez słabszy popyt krajowy

Podawania statystyk dotyczących eksportu i importu ma w sobie doże ze zgadywania. Jednak nierówność w polskim bilansie handlowym jest wystarczająco duża, by realnie zagrozić ciężko zdobytej przez Warszawę i godnej uznania pozycji fiskalnej. Większy deficyt w handlu może pociągnąć wskaźnik zadłużenia produktu krajowego brutto powyżej 55 procent., co automatycznie pociągnie za sobą wprowadzenie drastycznych ograniczeń w wydatkach, które będą miały za zadanie temu przeciwdziałać. Dodatkowo Polska ma dość duży deficyt budżetowy wielkości 7,5 procent.

Wskaźnik zadłużenia polskiego produktu krajowego brutto jest niższy niż średnia unijna, a rząd jest zobowiązany utrzymać go na tym samym poziomie. Jednak dane dotyczące handlu z Niemcami wskazują na samozadowolenie rządu z finansów państwa. Londyńska firma konsultingowa Spiro Sovereign Startegy wskazuje, że Polska jako szósta gospodarka Unii Europejskiej powinna być raczej porównywana z większymi krajami a nie płotkami z Europy centralnej. Aby tak się stało, Warszawa powinna odbudować zaufanie inwestorów w podawane przez nią dane.