Według prognoz do 2015 roku dynamika wzrostu zapotrzebowania mocy w aglomeracji warszawskiej skoczy z 3 proc. do 4,8 proc. Tymczasem – jak alarmuje prof. dr hab. inż. Krzysztof Żmijewski, doradca ministra gospodarki – w całym kraju brakuje nowych mocy wytwórczych. Efekt?

– Za 4 – 5 lat możemy się spodziewać poważnych problemów z zasilaniem w całej Polsce, w tym również w Warszawie – ostrzega prof. Krzysztof Żmijewski.

>>> Czytaj też: Wielkie miasta w Polsce mogą zostać bez prądu

Zagrożenie rośnie

W 2010 roku, w porównaniu z rokiem 2004, w stolicy nastąpił przyrost zapotrzebowania na moc o 250 MW, do poziomu 1600 MW. Szacuje się, że poziom spodziewany w 2020 roku osiągnie 2200 MW, co oznacza przyrost w stosunku do 2004 r. o 850 MW. Czy będzie skąd i jak dostarczyć dodatkową moc? Dziś moc osiągalna elektrowni na Mazowszu stanowi 14,2 proc. mocy krajowej. Tymczasem zużycie energii wynosi 15,6 proc. zużycia krajowego. Czy największemu miastu grozi zatem blackout?

>>> Czytaj też: Podczas Euro 2012 może zabraknąć prądu

To możliwe, bo według Biura Bezpieczeństwa Narodowego stolica jest jedną z trzech aglomeracji najbardziej zagrożonych brakiem prądu. Zdaniem Krzysztofa Dąbrowskiego, dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim, wchodzimy w kolejny cykl wzrostu gospodarczego i trzeba się liczyć ze wzrostem zapotrzebowania na energię.

Jak dodaje, w aglomeracji warszawskiej i na jej obrzeżach będą powstawać kolejni duzi odbiorcy energii i ryzyko blackoutu (awaria systemowa, utrata napięcia) będzie w najbliższych latach rosło. Tymczasem miasto nie ma żadnych zabezpieczeń, które stanowiłyby gwarancję dostaw energii.

– Niestety węzeł elektroenergetyczny Warszawy jest ułomny. Zamiast pełnego pierścienia najwyższych napięć (NN) stolica ma tylko półpierścień północny – tłumaczy prof. Krzysztof Żmijewski.

Tymczasem przyjęta przez Radę Ministrów polityka energetyczna Polski do roku 2030 zakłada, że wzrost bezpieczeństwa dostaw energii można osiągnąć właśnie m.in. poprzez rozbudowę krajowego systemu przesyłowego, w szczególności zamknięcie pierścienia 400kV. Nie będzie to proste.

Potrzeba linia NN

Strategia Rozwoju Województwa Mazowieckiego do roku 2020 wskazuje na poważny problem dla zapewnienia bezpieczeństwa elektroenergetycznego aglomeracji warszawskiej, czyli stale pogarszający się stan techniczny sieci elektroenergetycznych oraz potrzebę modernizacji lokalnych urządzeń elektroenergetycznych.

– Zgodnie ze strategią rozwiązanie większości z tych problemów będzie następować poprzez podjęcie działań mających na celu rozbudowę i modernizację elektroenergetycznych sieci przesyłowych najwyższych napięć 400 kV i 220 kV na terenie całego województwa, ze szczególnym uwzględnieniem Warszawskiego Węzła Elektroenergetycznego, który wymaga domknięcia południowego połączenia obwodowego stolicy – systemem linii NN – tłumaczy Mariusz Sałek, główny specjalista w Biurze Infrastruktury Urzędu m.st. Warszawy.

Jak podkreśla, pierścień linii 400 kV wokół Warszawy jest najistotniejszym elementem wpływającym na poprawę bezpieczeństwa elektroenergetycznego aglomeracji warszawskiej. I to z kilku powodów, m.in. ze względu na spodziewany przyrost zapotrzebowania na moc i energię elektryczną, potrzebę zwiększenia możliwości dosyłu energii, zwiększenie możliwości postępowania w sytuacjach awaryjnych oraz odciążenie wewnętrznych sieci dystrybucyjnych.

Eksperci podkreślają też konieczność powstania nowych źródeł energii elektrycznej. Tym mógłby być np. nowy blok kogeneracyjny o mocy 480 MW i planowany w elektrociepłowni Siekierki kolejny blok o mocy 500 MW. Fachowcy nie wierzą w realizację tych przedsięwzięć. Tomasz Tarwacki, zastępca dyrektora Departamentu Planowania Rozwoju w PSE-Operator, przekonuje jednak, że nie ma podstaw, by wątpić w budowę bloku w Siekierkach, choć nastąpiło tam pewne opóźnienie.

Przybywa projektów

Na budowę południowego półpierścienia Warszawa czeka od lat 70. To wtedy zrodził się pierwszy wariant zamknięcia pierścienia NN wokół stolicy.

W 2006 roku pojawiły się dwa konkurencyjne warianty – jeden opracowany przez Mazowieckie Biuro Planowania Przestrzennego i Rozwoju Regionalnego w Warszawie (koncepcja zakładała poprowadzenie pierścienia od Elektrowni Kozienice po lewej stronie Wisły, trasą istniejącej dziś linii 220 kV z odbiciem na Główny Punkt Zasilający (GPZ) Piaseczno i dalej do planowanego GPZ Ołtarzew); drugi – przyjęty przez Biuro Infrastruktury Urzędu m.st. Warszawy (koncepcja zakłada poprowadzenie linii południowego półpierścienia po trasie istniejącej linii dwutorowej 220 kV z Elektrowni Kozienice do stacji Piaseczno 2 i nowej stacji Ołtarzew, przebudowę istniejącej linii jednotorowej 400 kV z Elektrowni Kozienice do stacji Miłosna, na linię dwutorową 400 kV oraz spięcie wyżej opisanych linii na wysokości Góry Kalwarii również linią dwutorową 400 kV).

W 2007 roku PSE-Operator przygotował własny projekt, a w listopadzie minionego roku pojawił się piąty wariant – propozycja miasta stołecznego Warszawy, opracowana przy współpracy z Politechniką Warszawską. Żaden z nich nie został dotąd zrealizowany, wszystkie znajdują się na deskach projektantów, a nowych koncepcji zamknięcia półpierścienia przybywa.

Przestarzała infrastruktura

Warszawa nie jest wyjątkiem. Podobne problemy dotyczą całego kraju. Jak alarmują fachowcy, sytuacja polskiej energetyki jest w fatalnym stanie.

– Stopień technicznej dekapitalizacji infrastruktury w elektroenergetyce sięga około 75 proc. Dotyczy to zarówno źródeł, jak i sieci dystrybucyjnych i przesyłowych – mówi prof. Krzysztof Żmijewski.

Według niego najgorzej jest we wschodnich regionach kraju, gdzie stopień dekapitalizacji sięga 90 proc. To oznacza, że za 4 lata osiągnie 100 proc. Problem jest potężny, bo z jednej strony wpływa na bezpieczeństwo odbiorców, a z drugiej stan sieci wpływa na możliwość przyłączenia do niej nowych źródeł. Problemem są także niska efektywność i monokultura węglowa.

– Koszty energetyczne polskiej energetyki to ponad 22 proc. Oczywiste, że energetyka musi zużywać energię, ale czy musi zużywać jej aż tyle, jeżeli kraje EU-15 zużywają 8,5 proc., czyli prawie trzy razy mniej? – dziwi się prof. Krzysztof Żmijewski.

Kolejny problem to niedopasowanie do potrzeb gospodarki. Są regiony, np. północ Polski, które zużywają energię, ale praktycznie jej nie produkują.