Niemiecka produkcja przemysłowa wzrasta w rocznym tempie 14,8 procent. To zupełnie inna liga niż Stany Zjednoczone (9,8 procent), czy Francja (5,6 procent). Z całą jednak pewnością jest podobna do Chin, gdzie wzrost jest na poziomie 14,9 procent. To nowy trend ponieważ wzrost przemysłowy w Niemczech był wcześniej podobny do tego, który notowany jest w innych zachodnioeuropejskich gospodarkach.

>>> Czytaj też: Wszyscy chcą być Niemcy. Gospodarczy fenomen „made in Germany” kusi Europę

Niemiecki wzrost gospodarczy, podobnie jak chiński, oparty jest o eksport. Tak jak w przypadku Chin, za Odrą istnieje ryzyko przegrzania. Ceny hurtowe rosną o 10,9 procent rocznie, najmocniej od października 1981 roku. Dowód na tak niezdrowe presje cenowe wyjaśnia dlaczego Europejski Bank Centralny zaczął podnosić stopy procentowe zanim zrobiła to Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone.

>>> Czytaj też: Niemcy budują potęgę od czasów Bismarcka - Polska nie ma szans ich dogonić

Kwestią godną uwagi inwestorów jest to, że rynek niemiecki, tak jak i chiński przez ostatni rok, może wkrótce potrzebować chwili oddechu. W czasie minionych 12 miesięcy, niemiecki DAX przeskoczył indeks FTSE rynków rozwiniętych o 8,2 procent, co zdaniem analityków Morgan Stanley, jest już oznaką przeszacowania w kręgach inwestorów. Wygląda na to, że ten stan utrzymuje już od początku giełdowej hossy, czyli marca 2009 roku. Przez ten czas DAX wyprzedził indeksy rynków rozwiniętych już o 16 procent.

Jako gospodarka zależna od eksportu, Niemcy muszą liczyć się z możliwym ograniczeniem przyszłej dynamiki wzrostu przez umacniające się euro. Początek zacieśniania polityki monetarnej także może wyhamować rozwój rynku - tak jak miało to miejsce w przypadku Chin.