Członkowie Rady Londynu są sceptyczni wobec planów Olympic Delivery Authority - instytucji odpowiedzialnej za budowę nowych obiektów sportowych w Wielkiej Brytanii. Urząd ten chce przekonać jedną trzecią londyńczyków do zmiany ich przyzwyczajeń. Londyńczycy mieliby rzadziej podróżować w czasie rozgrywek. Wszystko po to, by zmniejszyć przeludnienie w sieci komunikacyjnej miasta. Według członków Rady Londynu sam brak świadomości mieszkańców, które z dróg są przeznaczone do dojazdu na rozgrywki olimpijskie, może narazić na karę grzywny. Chociaż specjalnie na potrzeby olimpiady wybudowano nowe drogi, autorzy raportu obawiają się, że to może okazać się niewystarczające. Według nich cały system transportowy już jest przeciążony.

>>> Czytaj też: Olimpiada w Londynie uszczupli wydatki na sztukę w Wielkiej Brytanii

Rada Londynu poprosiła też o bardziej dokładne określenie, jak metro londyńskie będzie używane, co miasto chciałoby osiągnąć w zarządzaniu ruchem, oraz jaki będą miały wpływ na mieszkańców miasta drogi przeznaczone do rozgrywek olimpijskich.

Val Shawcross, przewodniczący Komitetu Transportowego powiedział, że w 2012 roku sieci transportowe w Londynie będą przeciążone. Chodzi tu nie tylko o to czy kibice będą w stanie dotrzeć na rozgrywki sportowe, również londyńczycy będą musieli jakoś poruszać się po mieście w codziennym życiu.

"Jesteśmy pewni, że to co może zostać zaplanowane, jest planowane, jednak nie ulega wątpliwości, że warunki komunikacyjne w Londynie w 2012 roku będą trudne. Im bardziej szczegółowe będą plany, tym lepiej Londyn sobie poradzi" dodał Val Shawcross.

Przez dziewięć najbardziej ruchliwych dni widzowie będą mogli kupić od 550 tysięcy do 650 tysięcy biletów, tym samym da to więcej niż jeden milion podróży na olimpiadę. Organizatorzy zidentyfikowali 22 najbardziej obleganych miejsc docelowych podróży, włączając w to stacje Victorii oraz King Cross. W tych miejscach środki kontrolne są już stosowane w godzinach szczytu. Jak zaznaczono w raporcie, cały system komunikacyjny będzie przeciążony i nieoczekiwane sytuacje takie jak zepsuty pociąg będą mieć wpływu na funkcjonowanie całej sieci komunikacyjnej.

"Wszyscy, którzy regularnie podróżują, zauważą na pewno różnicę podczas nastepnego lata" - czytamy w raporcie.  

Przekonanie jednej trzeciej Londyńczyków, by zmienili drogę, którą docierają każdego dnia do pracy, w dużej mierze będzie zależało też od tego, czy pracodawcy pozwolą pracownikom dojeżdżać w ruchomych godzinach. Członkowie Rady Londynu zaznaczyli, że ciągłe korki na linii Jubilee, głównej trasie prowadzącej do miejsc rozgrywek, są niepokojące.

Financial Times po polsku