Po zachowaniu cen wszystkich najpopularniejszych instrumentów można śmiało stwierdzić, że decyzja agencji Standard and Poor’s jest dla inwestorów zaskoczeniem. Chociaż zmiana perspektywy ratingu, bez weryfikacji samej oceny AAA, nie niesie ze sobą w krótkim okresie negatywnych konsekwencji, dla większości amerykańskich polityków to niewątpliwie lodowaty prysznic, ponieważ do niedawna najwyższy z możliwych rating USA przyjmowano za aksjomant. W uzasadnieniu dzisiejszej analitycy S&P zwracają szczególną uwagę na nierozwiązane problemy rynku kredytów hipotecznych oraz wysokie wydatki rządowe na realizację szeregu programów pomocowych, które mogą uniemożliwić Stanom Zjednoczonym wywiązanie się z deklaracji znaczącego zmniejszenia zadłużenia do 2013 r.

“Szacujemy, że koszty właściwego dokapitalizowania i postawienia na nogi Fannie Mae i Freddie Mac poniesione przez amerykański rząd mogą sięgnąć do 3,5 proc. PKB, nie wliczając dotychczas zainwestowanej równowartości 1 proc. PKB USA” - czytamy w komentarzu agencji ratingowej. Agencja informacyjna Bloomberg przypomniała, że w ubiegłym tygodniu przedstawiciele Moody’s zwrócili uwagę, że Stany Zjednoczone są jedynym państwem posiadającym rating AAA, który zanotował wzrost zadłużenia w czasie kryzysu i do niedawna nie zaprezentował planu odwrócenia tej tendencji.

Tuż przed godz. 17 czasu warszawskiego WIG20 spadał o 1,5 proc., a złoty silnie tracił na wartości wobec wszystkich głównych walut. Dolar rozpoczął poniedziałkowe notowania z kursem ok. 2,73 PLN, a po południu amerykańską walutę wyceniano na ponad 2,81 PLN. Euro podrożało z 3,94 PLN do 4,00 PLN, a frank z 3,06 PLN do 3,13 PLN.

Amerykański indeks S&P500 i londyński FT-SE spadały o blisko 2 proc., gwałtownie spadł kurs pary walutowej euro-dolar (z 1,44 do 1,42 USD), a na pozostałych rynkach odwrót inwestorów od ryzyka również był dominującą strategią. Stawianie tezy, że właśnie zakończył się wielomiesięczny trend wzrostowy na rynkach akcji i surowców, na obecnym etapie byłoby zdecydowanie przedwczesne, ale nie trudno wyobrazić sobie sekwencję zdarzeń, która w ciągu kilku tygodni diametralnie zmieniłaby nastroje inwestorów. Drogie surowce zmniejszające marże firm, koniec programu QE2 powodujący powrót kapitału z zagranicznych rynków do USA, umocnienie dolara wywołujące ucieczkę kapitału z rynków surowcowych czy eskalacja problemów finansowych któregoś państwa z coraz liczniejszego grona potencjalnych bankrutów - to tylko niektóre z możliwych negatywnych scenariuszy.

Z uruchomieniem strategii "sell in May and go away" nie należy się spieszyć, ale jednoczesne przełamywanie ważnych poziomów na tygodniowych wykresach najważniejszych instrumentów z różnych rynków powinno być pierwszym sygnałem, że zmienia się coś więcej niż tylko perspektywa ratingu USA.