Wielu inwestorów na Wall Street postrzega krok Standard & Poor's jako ostrzeżenie dla spierających się polityków w Waszyngtonie. Uzgodnienie negatywnej perspektywy dla USA załagodzi zwiększające się obawy o wartość amerykańskich papierów skarbowych oraz wartość dolara w obliczu kryzysu finansowego.

Wiodący inwestorzy aktywni na rynku długu, tacy jak William Gross z Pimco, zmienili perspektywę dla amerykańskiego Skarbu Państwa na negatywną w tym roku. Zmartwił ich braku sygnału o osiągnięciu konsensusu w Waszyngtonie w sprawie polityki budżetowej. Od 2007 roku, wielkość długu amerykańskiego Skarbu Państwa podwoiła się do 9 miliardów dolarów i niemal połowa rynku znajduje się w rękach zagranicznych inwestorów. 

>>> Czytaj też: Gdyby USA straciły “potrójne A”, czyli czarne wizje analityków

– To jest ostrzeżenie dla amerykańskich polityków ze wszystkich ugrupowań, by połączyli swoje siły przed następnymi wyborami prezydenckimi - powiedział Alan Ruskin, strateg w Deustche Banku. - Konkluzja jest taka, że S&P nie będzie czekać do wyborów, zanim zostanie wprowadzona konsolidacja budżetu. Plan musi być stworzony, by uniknąć jego degradacji - dodaje.

Inwestorzy również są świadomi precedensu, w którym agencja ratingowa wywiera presję na Waszyngton. W 1996 roku będąc w sytuacji bez wyjścia wobec pułapu zadłużenia, Moody's nadał ratingowi Stanów Zjednoczonych perspektywę negatywną. Decyzja ta została anulowana, gdy Waszyngton podniósł pułap zadłużenia. – Wtedy rynki rozpoznawały każdy ruch agencji, takim jakim rzeczywiście był - przekonanie Białego Domu i Republikanów by zrobili, co do nich należy było nie lada wysiłkiem - powiedział Win Thin, prezes międzynarodowej strategii dla rynków wschodzących w Brown Brothers Harriman.  – Podejrzewamy, że powody do podjęcia dzisiejszego kroku były podobne - dodaje.

>>> Czytaj też: Początek końca amerykańskiej ery?

Ten pogląd potwierdza zachowanie rynków. Podczas gdy ceny złota podskoczyły do rekordowego poziomu, dolar początkowo automatycznie spadł. Lepiej się radził sobie w południe wobec jego głównych walutowych rywali. Dolarowi pomogły też obawy o kryzys zadłużenia w Europie.

Amerykański rynek obligacji także odżył po początkowej wyprzedaży. Do południa w Nowym Jorku, oprocentowanie większości papierów skarbowych spadało, z jedynym wyjątkiem obligacji 30-letnich - ich oprocentowanie wzrosło aż o trzy punkty bazowe do 4,5 procent.

- Rynek skarbowy nie spadł bardzo nisko, gdyż w jakiś sposób rynki były przygotowane do tego przez ostatnich sześć miesięcy, dużo dyskutowało się o wiarygodności kredytowej USA – powiedział Guy LeBas, analityk firmy brokerskiej Janney Montgomery Scott. Jego zdaniem, największe możliwe ryzyko dotyczy amerykańskich papierów wartościowych oraz rynku długu, ze względu na dostosowanie się do postrzegania ryzyka, które jest najczęściej przyczyną problemów.

Jeśli Waszyngton nie zreformuje budżetu, rynki w Stanach Zjednoczonych staną przed perspektywą obcięcia ratingu. Analityk z Barclays Capital mówi: - Kluczem do stabilnej perspektywy jest plan redukcji deficytu, który potrzebuje nie tylko zgody polityków, ale także wprowadzenia go w życie do 2013 roku. I tak jest to dość agresywny plan zmian, bo politycy będą musieli zgodzić się na długoterminową redukcję deficytu przed wyborami w 2012 roku.

Inni inwestorzy na rynku obligacji sądzą, że S&P mogła rozprzestrzenić proroctwo o skutku przeciwnym do zamierzonego. Fidelio Tata, szef departamentu stóp procentowych w Societe Generale, powiedział: - Mówiąc że istnieje ryzyko, że politycy mogą nie dojść do porozumienia w sprawie sprostania wyzwaniom budżetowym do 2013 roku, S&P właściwie zwiększyła szanse, że do takiego porozumienia dojdzie. Najlepszym sposobem, by zmusić Waszyngton do zrobienia czegoś jest powiedzenie politykom, że nie są w stanie tego zrobić.