Dokładnie rok po katastrofie ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej, BP wygląda jak ilustracja powiedzenia „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Większym problemem niż zeszłoroczny wyciek jest dziś zablokowanie przez sąd porozumienia z Rosnieftem co do wspólnej eksploatacji złóż w rosyjskiej Arktyce.

Koncern z siedzibą w Londynie znów wypłaca dywidendy i roztacza szerokie plany kolejnych inwestycji. Cenom akcji – choć od końca stycznia podlegającym korekcie – też daleko do dna z końca czerwca 2010 r., kiedy kosztowały 27,02 dol. Wczoraj płacono za nie 44,47 dol. Spora w tym zasługa nowego szefa Boba Dudleya, który 1 października zastąpił obwinianego za fatalną reakcję na wyciek Tony’ego Haywarda.

Dudley nie pozwalał sobie na gafy w rodzaju słów Haywarda, że wyciek 4,9 mln baryłek ropy to drobiazg z punktu widzenia wielkiego oceanu. Kierownictwo BP uznało jednak, że po pierwszym kryzysie – ekologicznym – nie powinno się wywoływać drugiego, wizerunkowego. Wystarczy, że wyciek otwarty 20 kwietnia 2010 r. doprowadził do zamknięcia dla rybaków 1/3 amerykańskiej części zatoki.

>>> Czytaj też: Wyciek ropy zniszczył interesy przedsiębiorców znad Zatoki Meksykańskiej

Nowy szef załagodził gniew Baracka Obamy, który publicznie mówił o chęci „skopania w firmie kilku tyłków”. Koncern przyznał się do winy za zatonięcie platformy „Deepwater Horizon”. – Nie unikaliśmy i nie będziemy unikać odpowiedzialności – tłumaczył Dudley. Firma założyła też – co prawda po naciskach administracji – wart 20 mld dol. fundusz dla ofiar skażenia, częściowo kosztem dywidendy dla akcjonariuszy (z którego do tej pory wydano 3,8 mld).

Dzięki temu udało się powstrzymać spadek akcji firmy (od 20 kwietnia do 25 czerwca ich wartość spadła o 54 proc.), a także odpływ klientów ze stacji benzynowych w USA. Zarząd wprowadził też radykalną dyscyplinę finansową, wstrzymując wypłatę 10-dol. rocznej dywidendy od akcji. Mimo to 2010 r. zamknięto z gigantyczną stratą 3,7 mld dol., pierwszym wynikiem pod kreską od 1992 r. W sumie BP zapłaciło za wyciek 40,9 mld dol.

>>> Czytaj też: Katastrofa Deepwater Horizon: BP zatamowało wyciek ropy do Zatoki Meksykańskiej

Firma odbiła się od dna także dzięki agresywnej ekspansji na świecie. W październiku 2010 r. BP podpisało z azerskim SOCAR kontrakt na wspólne zagospodarowanie szacowanych na 500 mld m sześc. złóż gazowych Safaq va Asiman. W kolejnych miesiącach podpisano następne lukratywne porozumienia w Australii, Brazylii, Chinach, Indiach i Indonezji. A także w USA: Obama zniósł zakaz drążeń na większych głębokościach, z czego skorzystała m.in. kontrolowana częściowo przez BP firma Noble Energy.

Nie do końca wyszła natomiast wymiana wartych 7,8 mld dol. aktywów z Rosnieftem. Została ona z powodzeniem zaskarżona przed sądem w Sztokholmie przez rosyjskich udziałowców holdingu TNK-BP, który – zgodnie ze statutem – powinien mieć wyłączne prawo działania w imieniu BP na terenie Rosji. Rokowania trwają.

Problemy w Rosji to najwyraźniej wypadek przy pracy. 1 lutego BP ogłosiło wznowienie wypłacania dywidendy. To zasługa dobrych wyników w IV kwartale 2010 r., w którym firma na czysto zarobiła 5,6 bln dol., o 30 proc. więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Aby osiągnąć poziom cen akcji sprzed wycieku, czyli 60,48 dol., wartość musi wzrosnąć jeszcze o 36 proc. Ale już za rok na wykresie przedstawiającym notowania koncernu dziura po katastrofie może być zasypana.