Dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa to bardzo zła prognoza. Dziś spółka za importowany z Rosji surowiec płaci około 360 dol. za 1000 m sześc. Zapowiedziana przez Gazprom na koniec roku podwyżka oznaczać będzie wzrost ceny o 140 dol., czyli około 38 proc. – Ostatni raz z takimi cenami mieliśmy do czynienia pod koniec 2008 r. – mówi Andrzej Szczęśniak, niezależny analityk rynku paliw.

>>> Czytaj też: PGNiG walczy o tani gaz i grozi Gazpromowi sądem arbitrażowym

Ekspert drogi gaz tłumaczy wzrostem notowań ropy naftowej. – Cena gazu ściśle określona jest w dwustronnych umowach z Gazpromem. Cena w kontrakcie PGNiG i Gazpromu opiera się właśnie na cenach ropy i produktów naftowych – wyjaśnia Szczęśniak. Po czterech miesiącach tego roku baryłka kosztowała średnio 108,7 dol., choć cena w połowie kwietnia przekroczyła 127 dol. Ostatni raz za ropę płacono tyle pod koniec lipca 2008 r.

Konsekwencje podwyżek cen gazu mogą być bolesne – za 1 m sześc. klienci indywidualni, zużywający gaz do gotowania czy podgrzewania wody, będą musieli zapłacić nawet o 25 proc. więcej. Ogrzanie domu o powierzchni 250 m kw. będzie droższe o prawie 130 zł miesięcznie. – Stracą przede wszystkim duzi odbiorcy instytucjonalni, np. zakłady chemiczne, dla których gaz jest podstawowym surowcem – zaznacza Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. Drogi gaz uderzy też w PGNiG. – Urząd Regulacji Energetyki będzie naciskał, by spółka ograniczyła marżę – dodaje.

Powody do zadowolenia ma natomiast Gazprom. Według Aleksieja Millera popyt na europejskim rynek gazu bije rekordy. Twierdzi on, że eksport gazu w kwietniu był większy niż podczas niektórych zimowych miesięcy. W efekcie Gazprom spodziewa się nawet 12 mld dol. dodatkowego zysku. – Trudno będzie negocjować PGNiG zmianę formuły cenowej w kontrakcie jamalskim – twierdzi Andrzej Sikora.

PGNiG rozmowy z Gazpromem zaczął na początku roku. Na razie bez efektów.