Barack Obama traci jedną z kluczowych grup donatorów. Menedżerowie i pracownicy funduszy hedgingowych, którzy w ostatnich latach w większości wspierali finansowo Demokratów, w przyszłorocznych wyborach prezydenckich poprą kandydata Republikanów, mimo że jeszcze nie wiadomo, kto nim będzie.

>>> czytaj też: Fundusze hedgingowe znów zarabiają krocie

Wall Street jest obok prawników i show-biznesu największym źródłem dotacji dla kandydatów do Białego Domu, a spośród pracowników sektora finansowego to właśnie datki od menedżerów i pracowników funduszy hedgingowych rosną najszybciej. W każdych kolejnych wyborach w ciągu ostatnich kilkunastu lat globalna suma dotacji zwiększała się ponad dwukrotnie. Według Center for Responsive Politics od 1990 do 2008 r. osoby związane z funduszami hedgingowymi przekazały na kampanie wyborcze – zarówno do Białego Domu, jak i do Kongresu – około 40 milionów dolarów. Dwie trzecie z tej sumy trafiło do Demokratów. W 2008 r. na kampanię Obamy oraz demokratycznych kandydatów do Kongresu i na gubernatorów przekazali oni prawie 12 milionów dolarów, podczas gdy Republikanom tylko 7 milionów.

>>> Polecamy: Polskie fundusze "prawie" hedgingowe zdobywają rynek

Od chwili objęcia urzędu przez obecnego prezydenta ten trend zaczął się jednak odwracać. Już podczas zeszłorocznej kampanii do Kongresu do Republikanów trafiło 53 proc. dotacji z funduszy hedgingowych. Teraz różnica jeszcze się powiększy, a Obama dostanie zaledwie ułamek tego, co kandydat Republikanów. Dziennik „The Wall Street Journal” przywołuje nazwiska najważniejszych ludzi z branży funduszy hedgingowych i wpłacone przez nich sumy. I tak np. Daniel Loeb, założyciel Third Point, w 2008 r. przekazał Obamie 200 tys. dolarów, od czasu jego zaprzysiężenia – 468 tys. Republikanom, a Demokratom – zaledwie 8 tys. John Paulson i pracownicy jego Paulson & Co. w 2008 r. przekazali mniej więcej po tyle samo obu partiom, w zeszłym roku ta proporcja wyniosła już 3:1 na korzyść Republikanów, a sam Paulson przekazał 410 tys. dolarów. Takich przykładów jest kilkanaście.

Ale Obama zrobił wiele, by zrazić do siebie szefów funduszy. Po pierwsze obarczając finansistów z Wall Street – w tym w szczególności fundusze hedgingowe – winą za kryzys, po drugie naciskając na podniesienie stawki podatkowej, którą płacą, a wreszcie zaniedbując sprawę długu publicznego kraju.

Sztab Obamy liczy, że będzie on pierwszym w historii kandydatem, który zbierze na kampanię miliard dolarów. Ale fundusze hedgingowe przyłożą się do tego w znikomym stopniu. Na liście demokratycznych donatorów mniej jest obecnie ludzi z tej branży niż weterynarzy czy bibliotekarzy.