Niemal wszystkie z 300 działających w Polsce centrów świadczących usługi dla firm zamierzają zatrudniać w tym roku nowych pracowników. Niektóre, takie jak np. Infosys z Łodzi, Hewlet-Packard z Wrocławia czy Capgemini z Krakowa, stworzą od 200 do 400 nowych miejsc pracy.

>>> Czytaj też: Dzień z życia konsultanta, czyli jak pracuje się w świecie wielkich pieniędzy

Na etaty mogą liczyć przede wszystkim absolwenci wyższych uczelni, którzy ukończyli kierunki techniczne lub finansowe. Ale po raz pierwszy w cenie są absolwenci filologii. I to nie tylko tych najbardziej popularnych jak germanistyka, romanistyka czy anglistyka, ale także hungarystyki, bohemistyki czy slawistyki. Coraz częściej klientami działających w Polsce centrów są bowiem firmy z nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej.

Polska od kilku lat jest ulubionym miejscem, do którego międzynarodowe koncerny przenoszą swoje działy księgowości, centra obsługi klienta lub działy dostaw i zakupów. Obecnie zatrudniają one ok. 50 tys. osób, i jak wynika z raportu firmy ABSL, w ciągu najbliższych 2 lat liczba ta się podwoi.

>>> Czytaj też: Płaca minimalna w Polsce na tle Europy: Belgów stać na 5 razy większe mieszkania

Specjalistów od rynku pracy cieszy zarówno zapowiadana przez centra usług fala tegorocznej rekrutacji, jak i zacieśniająca się współpraca uczelni z poszczególnymi firmami. – To zwiększa prawdopodobieństwo, że liczba bezrobotnych wśród absolwentów będzie maleć – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Do tej pory młodzi nie mieli zbyt dużego wyboru. Firmy z reguły nie chcą przyjmować ludzi bez doświadczenia zawodowego. Z danych GUS wynika, że w marcu liczba bezrobotnych absolwentów wynosiła 39 tys. i była o 22 proc. większa niż przed rokiem.

Według prof. Kabaja to w znacznej mierze właśnie efekt słabego dostosowania programów wyższych uczelni do potrzeb rynku pracy.

Eksperci przewidują, że polski sektor będzie ewoluował: zapleczem młodych specjalistów od wypełniania faktur staną się kraje takie jak Rumunia czy Bułgaria, natomiast w Polsce koncerny będą szukać finansistów zdolnych ocenić ryzyko finansowe czy przeprowadzających złożone analizy.

Najwięcej centrów powstaje w silnych ośrodkach akademickich – Warszawie, Łodzi, Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu. Ostatnio zainteresowanie inwestorów budzą też Gdańsk, Szczecin, Lublin i Bydgoszcz, a nawet mniejsze ośrodki, jak np. Świdnica czy Ostrów Wielkopolski. Inwestorów przyciągają tam przede wszystkim ulgi finansowe oferowane przez SSE.

Do niedawna głównym atutem Polski były stosunkowo niskie koszty pracy, a także rosnąca z roku na rok rzesza osób z wyższym wykształceniem. Co roku mury uczelni opuszcza ok. 450 tys. osób, czyli wielokrotnie więcej niż w Czechach czy na Węgrzech.

Początkujący specjaliści na etacie prostych księgowych czy pracowników call center nie zarabiają kokosów: ich pensje oscylują zwykle wokół średniej krajowej. Centra przyciągają ich jednak bogatymi pakietami socjalnymi, bonusami, a także możliwością dalszego szkolenia. Niektóre firmy, takie jak Hewlett-Packard czy Xerox, przygotowują też nowe systemy motywacyjne, obawiając się odpływu specjalistów po otwarciu niemieckiego rynku pracy. Firmy zza Odry zapowiedziały już, że potrzebują ponad 66 tys. informatyków. Ci z kilkuletnim stażem mogą liczyć na prawie dwa razy większe zarobki niż w Polsce.

PRAWO

Rząd może ograniczyć rozwój centrów

Dynamiczny rozwój centrów usług dla biznesu w Polsce może zahamować resort finansów, które chce ograniczyć wsparcie rządowe dla nowych inwestycji.

Ministerstwo proponuje, żeby z dotacji mogły korzystać tylko firmy, które otwierają centra nowoczesnych usług dla biznesu w miejscowościach, w których bezrobocie przekracza 75 proc. średniej stopy bezrobocia w kraju. To wyklucza niemal wszystkie akademickie miasta. Drugim ograniczeniem jest zakaz łączenia różnych rodzajów pomocy: np. dotacji z rządowych z unijnymi.