Po czterech miesiącach tego roku baryłka kosztowała średnio 108,7 dol., choć cena w połowie kwietnia sięgnęła nawet ponad 127 dol. Ostatni raz za ropę płacono tyle pod koniec lipca 2008 r.

Spółki naftowe zarabiają na drożejącym surowcu. Tak jak Orlen, który w I kwartale 2011 r. wypracował 1,3 mld zł zysku operacyjnego; to 2,5 razy więcej niż rok temu. Przedstawiciele płockiej spółki nie ukrywają, że dobry wynik to rezultat rosnącego dyferencjału, czyli coraz większej różnicy między ceną ropy gatunku Brent, która jest podstawą międzynarodowych notowań, a rosyjską ropą Urals, przerabianą przez polskie rafinerie. Różnica w cenie Brent-Urals w I kwartale tego roku wyniosła 2,9 dol. na baryłce i była ponad dwa razy większa niż w analogicznym okresie 2010 r. (1,4 dol. na baryłce).

Drogi surowiec miał też wpływ na przeszacowanie zapasów obowiązkowych ropy zgromadzonych przez koncern. Jak podał Orlen, poprawiło to wynik operacyjny spółki. Zdaniem ekspertów pozytywny wpływ drogiej ropy będzie miał znaczenie dla Orlenu w kolejnych miesiącach. – Zamieszki na Bliskim Wschodzie oraz obawy związane z zapewnieniem ciągłości produkcji ropy z Libii powodują, że cena surowca – mimo braku istotnych zakłóceń w dostawach na świecie – utrzymuje się w okolicach 120 dol. za baryłkę. Przełoży się to na pozytywny efekt przeszacowania zapasów, który wesprze wyniki spółki – twierdzi Monika Kalwasińska, analityk DM PKO BP. Według niej stabilizacja marż rafineryjnych,w połączeniu z dalszą poprawą efektywności operacyjnej powinna pozwolić koncernowi na wypracowanie w segmencie rafineryjnym zysków zbliżonych do ubiegłorocznych (w 2010 r. wyniosły one 1,1 mld zł).

Na razie jednak marża rafineryjna spada, a to znaczy, że na ropie koncerny zarabiają relatywnie mniej. W I kw. 2009 r. marża i dyferencjał wyniosły w sumie 6,5 dol./b, w I kw. 2010 r. – około 5,4 dol., a po pierwszych trzech miesiącach tego roku jedynie 4,4 dol.

To niejedyne zmartwienie krajowych producentów. Drogi surowiec spowodował, że od kilku miesięcy ceny paliw rosną i dziś są już na historycznych szczytach. – W ostatnich dniach za litr benzyny 95 kierowcy musieli zapłacić najwięcej w tym roku, średnio 5,15 zł. Olej napędowy podrożał z kolei do 5,07 zł za litr – mówi Jakub Bogucki, analityk e-petrol. Z prognoz wynika, że w najbliższych dniach będzie jeszcze drożej. – W przypadku benzyny 95 można spodziewać się cen z przedziału 5,15 – 5,28 zł/l – dodaje Bogucki.

Problem w tym, że 5 zł za litr to psychologiczna bariera, powyżej której wielu kierowców bardzo poważnie ogranicza zakupy paliwa. Sieci ograniczyły swoje marże detaliczne nawet o ponad połowę. – Kierowcy szukają stacji oferujących tańsze paliwo – mówi Krzysztof Romaniuk, dyrektor w POPiHN. Dodaje, że wszystkie stacje w Polsce musiały przyciąć marże. Z wyliczeń POPiHN wynika, że w latach 2009 i 2010 wynosiły one średnio 5 proc. – W tym roku wysokość marż waha się na poziomie od niecałych 2 do 4 proc. i mieści się w widełkach 10 – 20 gr na litrze. To minimum, poniżej którego zejść się nie da – przekonuje Krzysztof Romaniuk.

Mimo to polskie koncerny nie muszą narzekać na wyniki sprzedaży detalicznej – Orlen i Lotos nieznacznie zwiększyły udziały rynkowe. Na razie szacunki opublikował jedynie Orlen. Wynika z nich, że I kw. przyniósł spółce wzrost sprzedaży detalicznej o około 4 proc. (z 1,541 mln do 1,6 mln ton).

>>> Czytaj też: Zysk największego koncernu naftowego w Polsce wzrósł aż o 86 proc.

Droga ropa nie przeszkodziła również w osiągnięciu dobrych wyników Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu. Cena gazu indeksowana jest do ropy naftowej. W I kwartale PGNiG sprzedało ok. 4,8 mld m sześc. gazu, czyli podobną ilość jak w analogicznym okresie 2010 r. W II kwartale nie będzie już tak różowo. – Na wyniki negatywnie wpłynie m.in. brak zatwierdzonej nowej taryfy na gaz od 1 kwietnia – tłumaczy Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG.

PGNiG złożyło w lutym tego roku wniosek o korektę cen gazu od 1 kwietnia, jednak Urząd Regulacji Energetyki jej nie zatwierdził. Spółka złożyła także wniosek o podwyżkę cen od 1 czerwca. Urząd ocenia, że uwzględniając obecne ceny ropy, tym razem wzrost cen gazu najprawdopodobniej nastąpi.