Kiedy trzy minuty przed godziną 23.00 w czwartek 30 czerwca Polsat rozesłał informację, że Zygmunt Solorz-Żak kupił sieć komórkową Plus, oznaczało to finał jednej z największych transakcji ostatnich lat na rynku przejęć. Takiego, jak mawiają bankierzy, dealu polski rynek jeszcze nie widział, europejski od dawna nie pamięta. Nie tylko dlatego, że jego wartość – w sumie 18,1 mld zł – jest największą ze wszystkich dotychczasowych. Do historii transakcja przejdzie z kilku innych powodów.

Swoje udziały w Plusie sprzedawało aż pięciu właścicieli, wśród których były największe polskie spółki, w których sporo do powiedzenia ma Skarb Państwa – KGHM, PKN Orlen, PGE i Węglokoks. A tam, gdzie wpływ na decyzje może mieć polityka, żaden biznes nie jest do końca pewny. Jakby taki stopień skomplikowania nie był wystarczający, udziałów pozbywał się też globalny gracz Vodafone – do samego końca krążyły spekulacje, że może nagle zmienić zdanie i zechcieć pozostać w Polsce. Transakcja przyciągnęła największe podmioty na świecie zainteresowane przejęciem Plusa, na czele z takimi gigantami, jak fundusze Blackstone i TPG, czy najbogatszym człowiekiem świata, właścicielem sieci komórkowej America Movil, Meksykaninem Carlosem Slimem. Jej obsługą – negocjacjami, analizami czy przygotowaniem dokumentów – zajmowała się największa liczba doradców, bankierów inwestycyjnych i prawników, jaka kiedykolwiek zatrudniona była do podobnego zadania w Europie, a koszty ich pracy wtajemniczeni szacują na ponad 200 mln zł (72 mln dol.)

>>> Polecamy: Skarb Państwa zarobi miliardy na sprzedaży Plusa

Wreszcie w wyniku transakcji powstanie imperium telekomunikacyjno-medialne, jakiego na rynku europejskim dotychczas nie było. A obok tego wszystkiego jego twórca, najbogatszy Polak Zygmunt Solorz-Żak, wykonał ruch, który na razie przeszedł niezauważony, ale w przyszłości będzie wspominany jako początek jednej z największych biznesowych sukcesji nad Wisłą – miliarder wprowadził na biznesową arenę swojego syna – Tobiasa. Imperium Solorza-Żaka przestanie mieć tylko twarz ojca założyciela.

Podpisali? Jeszcze negocjują

Wóz transmisyjny Polsat News stał zaparkowany przy ulicy Lwowskiej w Warszawie, gdzie mieści się kancelaria prawna Clifford Chance, pracująca dla PKN Orlen, już od godz. 21 w dniu podpisania umowy. Reporterzy telewizji czekali na sygnał, by jako pierwsi poinformować, że ich właściciel wkroczył w nową biznesową erę – telekomunikacji.

Napięcie wokół transakcji rosło jednak od poniedziałku. Rano pojawiła się plotka, że sprawa jest załatwiona i wszystkie strony złożyły podpisy na umowach sprzedaży Polkomtelu. – Jest zielone światło, ale do podpisów jeszcze daleko. Cały czas negocjujemy – wyjaśniała osoba znająca kulisy transakcji późnym popołudniem. Zygmunta Solorz-Żaka nie było tego dnia w Polsce.

W czwartek, który był ostatnim dniem czerwca (właściciele obiecali, że sprzedadzą Plusa do końca tego miesiąca), podczas konferencji prasowej na temat szybkiego internetu zorganizowanej w siedzibie Polsatu pojawił się sam właściciel. Na jego twarzy widać było zmęczenie. Pytany, o której godzinie zaplanowane jest podpisanie stosownych umów, odparł tylko: – Nie mogę nic powiedzieć. Wciąż negocjujemy. Mówił prawdę. Mimo zielonego światła wciąż dopinano ostatnie szczegóły umowy. Głównie z powodu banków, które zgodziły się pożyczyć większość potrzebnych pieniędzy i do ostatniej chwili ustalały najdrobniejsze szczegóły. Zaplanowane pierwotnie na godz. 14 podpisanie dokumentów już w południe okazało się całkowicie nierealne.

Umowa (wraz ze wszystkimi załącznikami) największego przejęcia na polskim rynku liczy prawie 100 stron. Prawnicy przygotowywali ją od początku tygodnia. Spali niewiele. Dla Zygmunta Solorza-Żaka pracowała kancelaria Dewey & LeBoeuf, znana głównie za sprawą popularnego prawnika i jej partnera Lejba Fogelmana, a także Don Siemion & Żyto. Sprzedających obsługiwały renomowane kancelarie Allen & Overy, Clifford Chance i Gide Loyrete Nouel. Zanim umowę podpisał prezes każdego z udziałowców, trzeba było powielić ją w sześciu egzemplarzach. Po jednej dla każdego dyrektora. Każdą stronę parafować musieli najpierw prawnicy i doradcy. Potem to samo musieli zrobić prezesi.

Z gotowymi do podpisania dokumentami prawnicy późnym popołudniem dotarli do biura Tomasza Zadrogi, prezesa PGE, licząc, że wszystko pójdzie gładko. Szef PGE, jak wynika z naszych informacji, przyprawił ich jednak niemal o zawał serca. Miał oznajmić, że w tym momencie nie będzie niczego podpisywał, bo ma ważne spotkanie. Prawnicy musieli poczekać. Ostatecznie jednak uzyskali, co chcieli. Godzina 18 już minęła, a wciąż brakowało zgody KGHM. Wśród doradców Solorza-Żaka narastało zniecierpliwienie. Gdy jeden z nich zadzwonił do przedstawiciela prowadzących sprzedaż z pytaniem, co się dzieje, usłyszał jedno słowo: Lubin. W mieszczącej się tam siedzibie miedziowego giganta obradowała rada nadzorcza spółki, która wciąż nie wyraziła formalnie zgody na transakcję. Dopiero ok. godz. 20.30 jej przewodniczący wydał oświadczenie, że rada zgodziła się na sprzedaż. A Herbert Wirth, prezes spółki, mógł podpisać dokumenty.

Choć przed godz. 23 do mediów trafiła informacja, że umowa przejęcia Polkomtelu została sfinalizowana, chodziło w rzeczywistości tylko o najważniejsze podpisy. Parafowanie wszystkich dokumentów, strona po stronie, trwało jeszcze godzinę z okładem.

Najwięksi ciągną nad Wisłę

Sprzedaż Plusa, stworzonego decyzją polityków 15 lat temu przez największe państwowe spółki, trwała ponad sześć miesięcy i towarzyszyło jej ogromne zainteresowanie mediów oraz inwestorów. Gdy w grudniu 2010 roku cztery banki inwestycyjne: Rothschild, Nomura, Goldman Sachs i ING, w imieniu właścicieli sieci rozesłały do potencjalnych zainteresowanych na całym świecie tzw. teaser, czyli kilkudziesięciostronicowe zaproszenie do transakcji, liczba chętnych zaskoczyła samych sprzedających. W kolejce ustawiła się śmietanka świata gigantycznych fuzji i przejęć na czele z amerykańskimi funduszami Blackstone, TPG, Apax, Bain Capital i Providence. Przejęciem Plusa zainteresowali się też inni operatorzy na czele ze szwedzką TeliaSonerą i norweskim Telenorem oraz najbogatszy człowiek świata Carlos Slim. – Jego ludzie po otrzymaniu teasera podpisali NDA (dokument o zachowaniu poufności), by przejść do kolejnego etapu i otrzymać więcej dokumentów. Ale potem odpuścili – mówi nam osoba znająca kulisy transakcji. Obok światowych gigantów na liście znalazł się też Zygmunt Solorz-Żak.

>>> Czytaj też: Sprawdź, jakie będą skutki przejęcia Polkomtelu przez Solorza-Żaka

Za potencjalnymi kupcami ściągnęły zastępy doradców, największe banki, kancelarie prawne i audytorzy. Na początkowym etapie przy transakcji sprzedaży Polkomtelu pracowało kilkaset osób. Nie było w Warszawie firmy konsultingowej czy kancelarii z grona najbardziej renomowanych, która nie robiła czegoś przy sprzedaży Plusa. – Gdy Solorz-Żak zaczął szukać banków, które dadzą mu kredyt, okazało się, że wszystkie najbardziej renomowane i największe już są obstawione. Zostały Deutsche Bank i Credit Agricole. I dlatego to one finansują transakcję – mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Solorz-Żak od początku uważany był za jednego z faworytów obok funduszu Apax i szwedzkiego operatora TeliaSonera. Szczególnie ten ostatni mocno zabiegał o zakup Plusa, szef tej firmy był jednym z członków delegacji króla Szwecji, który niedawno przyjechał z wizytą do Polski. – Telia mocno obstawiała sprzedaż i ściągnęła tu tłumy doradców – mówi osoba znająca kulisy transakcji. W samym finale Szwedzi jednak się wycofali. Solorz-Żak wymieniany był jako pewniak. – Na kogo pan stawia? – pytałem jednego z analityków. – Jestem fanem „Gwiezdnych Wojen”: na Hana Solo.

Właściciel Polsatu z reguły osobiście nie brał bezpośrednio udziału w negocjacjach. Był oczywiście cały czas w kontakcie telefonicznym z doradcami, głównie najbardziej zaufanymi szefami Trigonu, który pracuje z miliarderem od dawna przy podobnych przedsięwzięciach.

Jednak osobą, z którą kontaktował się najczęściej, był syn. Tobias Solorz, według naszych informacji, zajął się przygotowaniami do zakupu Plusa już latem ubiegłego roku. Bardzo często był wówczas widywany w Polkomtelu. Tobias pojawił się też w kancelarii przy ulicy Lwowskiej finalnego dnia. Właściwie to on podpisał umowy zakupu Plusa, a nie jego ojciec. Tobias jest bowiem prezesem Spartan Capital Holding, spółki, która formalnie kupuje Polkomtel i będzie decydować, co dzieje się dalej w spółce.

Tobias, syn Zygmunta

Tobias Solorz to osoba szerzej nieznana, ojciec strzeże jego prywatności. Syn jednego z najbogatszych Polaków ma 31 lat, ukończył zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim. Przez pewien czas mieszkał w Niemczech. Gdy wrócił, trafił do pracy m.in. w Cyfrowym Polsacie. Zaczynał od niższych stanowisk, uczył się biznesu. Gdy trzy lata temu ojciec wykonał pierwszy mały krok w kierunku telekomunikacji – kupił Sferię – jego syn wszedł do zarządu tej spółki. W największej transakcji przejęcia na rynku w ostatniej dekadzie, czyli zakupie Polkomtelu, odegrał znacznie większą rolę, niż się komukolwiek zdaje.

– Co sprawiło, że postawił pan wszystko na jedną kartę i zdecydował walczyć o Polkomtel? – pytałem Solorz-Żaka na niecałe dwa tygodnie przed końcem transakcji. Rozmawialiśmy w jego gabinecie na 15. piętrze biurowca Polsatu, skąd rozciąga się widok na Pragę, a w oddali widać centrum Warszawy. Dotychczas założyciel Polsatu powtarzał, że lubi postępować na przekór. Skoro rynek mówi, że mu się nie uda z Plusem, on uważa, że się uda. – Syn – odpowiada krótko na moje pytanie. – Ostatecznie przekonał mnie Tobias. Nie słowami, ale czynami. Gdy zobaczyłem, jak zaczął organizować rozmowy i doradców, uwierzyłem, że to ma sens i może się udać – mówi właściciel Polsatu.

Niektórzy już spekulują, że to wyraźny znak, iż ojciec stawia na syna, który kiedyś być może przejmie po nim stery medialno-telekomunikacyjnego imperium. – Tobias długo terminował i nie miał lekko. Zna się nie tylko na telekomunikacji, ale i finansach, bo pracował także w Trigonie – mówi jeden z naszych rozmówców. Niektórzy dodają, że to za sprawą syna właściciel Polsatu tak bardzo interesuje się nowymi technologiami i telekomunikacją.

Od mediów do ultraszybkiego internetu

We wtorek 7 września 2010 roku tajemnicza spółka Aero2 zaprosiła dziennikarzy na konferencję prasową w centrum Warszawy, zapowiadając, że pokaże rozwiązanie, które dokona rewolucji w internecie. Na sali, na wprost krzeseł dla dziennikarzy, stał gigantyczny telewizor. – Za chwilę pokażemy państwu testowe zastosowanie technologii przesyłu danych w technologii LTE. To najnowocześniejsza sieć na świecie. Polska jest jednym z pierwszych krajów, w którym to się udało – oznajmił Adam Kuriański, prezes Aero2. I za chwilę na dużym ekranie pojawiły się transmisje czterech filmów w jakości HD, czyli wysokiej rozdzielczości. Na żywo, w tym samym czasie. I co najważniejsze – bez najmniejszego zacięcia.

Na spotkaniu w pewnym momencie pojawił się Zygmunt Solorz-Żak. Tylko wtajemniczeni wiedzieli wtedy, że spółka Aero2 jest pośrednio powiązana z biznesmenem. Kilka miesięcy wcześniej wygrała przetarg na częstotliwości, dzięki którym może świadczyć usługi szybkiego internetu w technologii LTE. Solorz usiadł z tyłu i przyglądał się prezentacji. Po zakończeniu uśmiechał się do dziennikarzy. – No i jak wam się podobało? Szybki internet to przyszłość telekomunikacji i mediów – mówił.

Do decyzji Solorza-Żaka o inwestycjach w telekomunikację przyczyniło się kilka rynkowych trendów. Rynek telewizyjny, na którym przez całą ostatnią dekadę XX wieku rządził Polsat, zaczął się zmieniać. Solorz podbił go latach 90. takimi programami jak „Disco Polo” czy talk-show „Na każdy temat”. Potem konkurencję zaostrzył TVN, później liczone w setkach kanały tematyczne. Dziś, choć telewizje wciąż zgarniają połowę wszystkich pieniędzy wydawanych w Polsce na reklamę, stacje ogólnopolskie coraz bardziej dotkliwie odczuwają konkurencję ze strony kanałów tematycznych. Kolejną alternatywą dla dużych stacji stał się szybko rozwijający się internet.

Solorz przeczuwał taki obrót sprawy i dlatego na początku 2001 roku uruchomił platformę satelitarną Cyfrowy Polsat. Pomyślał, że zamiast tylko na tworzeniu programów mógłby także zacząć zarabiać na ich dostarczaniu do naszych domów. Na początku wszyscy pukali się w głowę i uważali, że przedsięwzięcie nie ma szans. Ale Solorz postawił na taką samą strategię jak z Polsatem – skonstruował ofertę skierowaną do mieszkańców małych miejscowości. Tanią i łatwo dostępną. Wiedział, że musi szybko zbudować dużą sieć klientów. Dziś Cyfrowy Polsat, notowany na giełdzie, jest liderem rynku z 3,5 mln abonentów. W ubiegłym roku kupił od samego Solorza-Żaka telewizję Polsat za 3,75 mld zł. Analitycy uznali tę transakcję za majstersztyk, bo biznesmen niejako sprzedał telewizję innej swojej spółce notowanej na giełdzie. Zjadł ciastko i ma ciastko.

Solorz-Żak jak Murdoch

Wraz z rosnącym dostępem do internetu widać było, że dystrybucja telewizji drogą satelitarną na dłuższą metę nie wystarczy, by rozwijać biznes. Ludzie coraz częściej potrzebują i chcą korzystać z sieci, będąc w ruchu, podróży, bezprzewodowo. Coraz większą rolę odgrywać będzie mobilny internet. – Najpierw dam ludziom szybki bezprzewodowy internet, a potem za jego pośrednictwem dostarczę treści – zapowiadał od jakiegoś czasu Zygmunt Solorz-Żak. Uruchomiona przez niego sieć LTE pozwala na ściągnięcie blisko 5 GB danych w nie więcej niż 5 minut.

Gdy Urząd Komunikacji Elektronicznej wystawił na sprzedaż częstotliwości 2500 MHz, nie zainteresował się nimi żaden duży rynkowy gracz. Do przetargu stanęła nieznana nikomu firma Aero2 i wygrała. Kilka miesięcy później ku zdziwieniu Orange, Plusa, Ery i Playa zaprezentowała testowo sieć LTE. Teraz Solorz-Żak połączy siły z przejętym Plusem i wykorzysta jego maszty, by szybko rozwinąć nową technologię.

– Jeszcze dwa lata temu można było myśleć o kupowaniu w Polsacie udziałów. Dziś można o tym zapomnieć. Za dwa lata Solorz-Żak będzie jednym z dwóch hegemonów na rynku obok TP i nakryje nas wszystkich czapką – mówi jeden z menedżerów konkurencyjnej firmy medialnej.

Imperium Solorza-Żaka, mówią ludzie, którzy go znają, skonstruowane jest bardzo podobnie do imperium globalnego magnata medialnego Ruperta Murdocha. Obaj mają platformy satelitarne i stacje telewizyjne, obaj zawsze mieli świetne kontakty z politykami, cenią lojalność i potrafią ją nagradzać. Obaj rządzą swoimi imperiami w taki sam, niestandardowy, jak na współczesne korporacje, sposób i mają dystans do swojego majątku. Obaj otaczają się od lat tymi samymi, lojalnymi ludźmi. – Dzięki zakupowi Plusa będzie mógł tylko przyspieszyć budowę swojej sieci, tworząc realną przeciwwagę dla Telekomunikacji Polskiej – mówi Tomasz Kulisiewicz, główny analityk firmy badawczej Audytel.

Piotr Janik, analityk KBC Securities, przyznaje, że Solorz-Żak może ruszyć z LTE w zasadzie lada chwila. Biznesmen utrzyma przewagę nad konkurencją co najmniej do 2013 roku, kiedy uruchomione mają zostać częstotliwości cyfrowe, po które będą mogły sięgnąć Orange, T-Mobile czy Play. Do tego czasu Solorz-Żak może jednak zdążyć dać ludziom internet.