Bankierzy z Funduszu (MFW) wywołali burzliwą dyskusję z przedstawicielami strefy euro po tym, jak opublikowali swoje szacunki na temat kondycji europejskich banków w kontekście posiadanych przez nie ostatnio bardzo kontrowersyjnych obligacji krajów ze strefy euro. Raport wykazał, że banki mają poważne kłopoty. Natomiast szacunki EBC wskazują, że jest dokładnie odwrotnie.

Rządy krajów ze strefy euro mocno zaprotestowały przeciwko raportowi. Ich przedstawiciele powiedzieli zgodnie, ze jest wybiórczy i wprowadza w błąd.

>>> Czytaj też: Niemieccy milionerzy są gotowi płacić wyższe podatki w czasie kryzysu

Raport MFW, który zamyka się w krótkim dokumencie, wydawanym regularnie pod tytułem obal Financial Stability Report (GFSR), posługuje się kryterium wysokości CDS-ów (credit default swap), żeby ocenić wartość rynku obligacji rządowych trzech krajów, które otrzymają wsparcie finansowe od MFW – Irlandii, Grecji i Portugalii – porównując je razem z Włochami, Hiszpanią i Belgią. 

Według przedstawicieli MFW jedna z analiz w raporcie pokazuje, że wprowadzenie nowych bonów skarbowych na rynek, zmniejszyłoby rzeczywistą płynność banków – najważniejszy wskaźnik ich kapitału – o około 200 mld euro (287 mld USD), co oznacza spadek o 10-12 proc. Kwota ta może się okazać nawet dwa razy większa, ponieważ banki są powiązane łańcuszkiem wzajemnych relacji i mają udziały w innych bankach.

>>> Polecamy: Miliardy euro nie pomagają. Grecja stacza się na dno

Z kolei rządy strefy euro i Europejski Bank Centralny nie przyjmują logiki MFW. Elena Salado, hiszpańska minister finansów, powiedziała w środę, że Fundusz myli się, patrząc tylko na potencjalne straty, a nie biorąc pod uwagę niemieckich aktywów, których ceny ostatnio rosną. „Oni widzą tylko ciemną stronę naszej debaty na temat kondycji w strefie euro”.