Polityka wolności w internecie pod szyldem anonimowości znalazła się pod pręgierzem portali społecznościowych. Zarówno Facebook, jak i Google, który w czerwcu uruchomił konkurencyjny portal Google Plus, wystąpiły przeciw użytkownikom sieci, którzy ukrywają swoją prawdziwą tożsamość.

– Internet byłby o wiele lepszy, gdybyśmy byli pewni, że jesteś prawdziwą osobą, a nie spamem – oświadczył w ubiegłym tygodniu na Międzynarodowym Festiwalu Telewizyjnym w Edynburgu szef Google’a Eric Schmidt. Podobną opinię wyraziła była dyrektor marketingu w firmie Facebook Randi Zuckerberg. Wcześniej Zuckerberg oświadczyła, że „anonimowość musi zniknąć z internetu”.

Te argumenty są tylko połowicznie prawdziwe. Anonimowość nie może być zakazana w większym stopniu niż w realnym świecie w państwach demokratycznych. Bo takie rozwiązanie będzie pogwałceniem swobód obywatelskich. Mimo takiego założenia jest wiele powodów przemawiających za zachęceniem ludzi do ujawniania prawdziwej tożsamości. Większość użytkowników internetu zyska, jeżeli anonimowość w sieci z reguły zamieni się w wyjątek.

Wypowiedzi szefa Google’a czy siostry Marka Zuckerberga spotkały się z krytyką. – Pragnienie posprzątania w internecie, ucywilizowania go i wysterylizowania wyprowadza mnie z równowagi – napisał w tym miesiącu finansista Fred Wilson.

Demokracje pozwalają głosować swoim obywatelom anonimowo, co chroni je przed represjami, a Sąd Najwyższy USA oświadczył w 1995 r., że: „Anonimowa polemika nie jest szkodliwą i nieuczciwą praktyką, lecz godną szacunku tradycją wynikającą ze szlachetnej zasady obrony różnicy zdań. Anonimowość to osłona przed tyranią większości”.

>>> Czytaj też: Rząd USA zablokował fuzję telekomunikacyjnych gigantów AT&T i T-Mobile

Anonimowe pamflety – publikowane na Twitterze czy chińskich i arabskich mikroblogach, które promują wolność i sprzeciwiają się niedemokratycznym rządom – są kluczową korzyścią z używania internetu. Jeżeli każdy będzie zidentyfikowany i śledzony przez służby bezpieczeństwa, ucierpi wolność słowa. To główny argument przeciwko pomysłom Google’a i Facebooka. Władze mają inne możliwości ścigania przestępców, którzy na portalach społecznościowych podżegają do zamieszek, wysyłają pornografię i spam czy kradną pieniądze. Nie trzeba zmuszać każdego z nas do posiadania internetowej karty identyfikacyjnej.

Rozpowszechniona anonimowość w internetowych debatach przyczynia się jednak do rozwoju kultury agresji. Wiele portali zalała plaga wojen na przekleństwa pomiędzy rywalami, a anonimowość jest nadużywana. Lecz wiele takich zachowań występuje także wtedy, gdy ludzie nie ukrywają tożsamości. Rozwój postaw obywatelskich – co jest zaletą internetu – idzie w parze z wadą niegrzeczności. Trudno jest rozdzielić te dwa zjawiska.

Zresztą to nie jest wyłącznie estetyczny zarzut względem tego, na ile twarda i prostolinijna powinna być debata internetowa. Anonimowość utrudnia zrozumienie istoty konfliktów interesów oraz to, na ile ich poglądy należy poważnie potraktować. Problem może być częściowo złagodzony poprzez użycie pseudonimów zamiast całkowitej anonimowości. Pozwoli to portalom eliminować szkodliwych użytkowników. Lecz problem wciąż nie zostanie rozwiązany.

Generalnie próby Facebooka i Google’a Plus na polu anonimowości to dobry pomysł. Mimo że debatę wywołały egoistyczne pobudki związane z tym, że im więcej informacji daje użytkownik, tym bardziej wzrasta wartość ich stron w oczach reklamodawców.

>>> Czytaj też: Putin broni wolności w internecie

Pomimo oburzenia niektórych wyrzuconych użytkowników sieci Google Plus należy stwierdzić, że firma z Mountain View ma prawo do ustalania własnych reguł gry. Ci, którzy się z nimi nie zgadzają, powinni udać się gdzie indziej. Niektóre firmy mogą zakazywać anonimowości. Inne nakłaniać użytkowników do ujawniania prawdziwej tożsamości i mieć z tego satysfakcję. Zachęci to do korzystania z sieci społecznościowych przez ludzi, którzy zostali wyeliminowani z innych portali nadużywaną anonimowością. To nie jest ograniczenie wolności: tylko jej przejaw.