Spółdzielnia musi szukać nowych rynków zbytu, bo polski jest zwyczajnie za mały. – W kraju udaje się sprzedać zaledwie dwie trzecie produkcji. Nawet rynki zachodniej Europy nie są już w stanie wchłonąć więcej przetworów przemysłu mleczarskiego – mówi „DGP” Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity.

>>> Czytaj też: To nie Chiny, ale Japonia może wyprzedać swoje rezerwy i pogrążyć dolara

Ekspansja jest możliwa na rynkach pozaeuropejskich, m.in. w Rosji. Jednak to Chiny, jeden z największych konsumentów na świecie i kraj o bardzo małym spożyciu mleka, stały się celem jednej z największych w Polsce spółdzielni mleczarskich. Do budowy fabryki powołana zostanie polsko-chińska spółka, jednak z przewagą akcjonariatu polskiego. Taki podział ma pozwolić zachować kontrolę nad przedsięwzięciem.

Spółka miała rozpocząć funkcjonowanie już ponad rok temu, jednak z powodu przewlekłości procesów biurokratycznych osobowość prawną uzyska dopiero we wrześniu. Wówczas rozpocznie się budowa fabryki, w której m.in. przetwarzane będzie mleko i wytwarzana serwatka w proszku. Sprzedaż przetworów ma ruszyć w połowie 2012 r. Zatrudnienie w części produkcyjnej znajdą miejscowi pracownicy, z wyłączeniem kadry zarządzającej, którą Mlekovita wyśle z Polski.

>>> Czytaj też: Chiny wzmacniają juana, aby pobudzić światowy wzrost gospodarczy

Ile spółdzielnia wyda na szanghajską fabrykę? – To będzie 15 – 20 mln zł – mówi Sapiński. Spółdzielnię, która równolegle w Polsce inwestuje aż 80 mln zł, jako jedną z nielicznych stać na tak kosztowne programy inwestycyjne. To wszystko dzięki doskonałym wynikom finansowym. Ubiegły rok spółdzielnia zakończyła ponad 2,5 mld zł przychodów i 30 mln zł zysku netto. Wyższy zysk netto wypracował w ubiegłym roku jedynie Mlekpol. Jednak od dwóch lat to Mlekovita szybciej zwiększa przychody. W tym czasie wzrosły one o ponad 68 proc, podczas gdy Mlekpolowi zaledwie o 31 proc.