Minister zdrowia Ewa Kopacz(PO) zapowiedziała, że ma przygotowanych sześć projektów ustaw zdrowotnych, które zamierza po wyborach złożyć w Sejmie. Jak powiedziała, chodzi m.in. o ustawy: o dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych, badaniach klinicznych, zdrowiu publicznym oraz o jakości w ochronie zdrowia. Kopacz nie zaprzeczyła, że po ewentualnym zwycięstwie PO wyborach nadal będzie ministrem zdrowia.

W debacie uczestniczyli też minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak (PSL), były minister zdrowia Marek Balicki (SLD) oraz były prezes NFZ Andrzej Sośnierz (PJN). Nie było przedstawiciela PiS, które nie przyjęło zaproszenia.

>>> Czytaj też: Wybory kontra rynki finansowe: los złotego i obligacji w rękach polityków

Dyskusję prowadziła dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska. Uczestnicy debaty w jednej z rund odpowiadali na pytania zadawane przez dziennikarkę, w kolejnych trzech mogli je kierować do dwóch wybranych przez siebie pozostałych dyskutantów.

Wszystkim uczestnikom debaty postawiono pytanie, w jaki sposób zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia, i czy są oni za wprowadzeniem dodatkowych ubezpieczeń, dopłat do świadczeń lub podniesieniem składki. Nie padły jednak jednoznaczne odpowiedzi.

W ocenie Fedak, konieczne jest "uszczelnienie systemu". Minister przypomniała, że za rządów PO-PSL nakłady na ochronę zdrowia wzrosły z 40 mld zł do 60 mld zł. Jak mówiła, miała na to wpływ polityka rządu, wzrost płac, waloryzacja rent i emerytur. "Mimo tak ogromnej ilości pieniędzy nie załatwiliśmy wszystkich problemów" - przyznała.

Sośnierz podkreślił, że do tego, by więcej pieniędzy trafiało na leczenie, niezbędny jest odpowiedni sytemu kontroli. "Dokładanie pieniędzy nie rozwiąże problemów służby zdrowia" - mówił. Zaznaczył, że wzrost nakładów nie zależy od działań rządu.

Kopacz przyznała, że kolejki, w których muszą czekać pacjenci, są długie, ale, jak podkreślała, sytuacja w służbie zdrowia jest dużo lepsza niż w 2007 r. "To jest około 1 mln pacjentów, którzy mogli skorzystać w porównaniu do roku 2007 z leczenia szpitalnego. To jest 360 tys. operacji, w tym ciężkich operacji" - mówiła minister zdrowia.

"Chyba wszyscy, jak tu siedzimy, wiemy, że nie ustawia się kolejka do sklepu, w którym póki świecą pustkami. Oferta jest lepsza. Dzisiaj mamy lepszy sprzęt, lepszych specjalistów" - powiedziała Kopacz. Podkreśliła, że obecnie pacjenci mają większą świadomość, że wcześniej należy się zgłaszać do lekarza i zapobiegać chorobom. Dodała, że za jej rządów przyśpieszono kształcenie specjalistów i przeznaczono więcej środków na płacenie placówkom ochrony zdrowia za nadwykonania.

Zdaniem Balickiego pieniądze, które trafiają do systemu ochrony zdrowia nie zawsze są racjonalnie wydawane. Podkreślał, że w ostatnich 10 latach poziom wydatków publicznych na ochronę zdrowia waha się między 4 a 4,5 proc. "W krajach UE generalnie jest 6 proc. - mówimy o wydatkach publicznych. One w ostatnim czasie rosły, ale składka się nie zmieniła i relacja tych wydatków do rozwoju gospodarki jest ciągle taka sama. To jest ta bariera, na którą napotyka nasz system opieki zdrowotnej i stąd m.in. biorą się kolejki" - zaznaczył Balicki.

>>> Czytaj też: Polityczne bajki przedwyborcze, czyli jak politycy chcą walczyć z zadłużeniem

Fedak odpowiadała, że system poboru składki jest dokładnie taki sam, jak za rządów SLD. "On kosztuje kilkaset milionów (złotych)" - powiedziała. "Myślę, że moglibyśmy dzisiaj ustalić tę jedną rzecz: żeby pomniejszyć te koszty transakcyjne" - apelowała minister pracy. "Minister Balicki mówi z rozbrajającą lekkością, że nie jest w stanie uczestniczyć w tym dziele. My sobie z panią minister Kopacz z tym poradzimy na pewno w drugiej kadencji" - podsumowała Fedak.

Balicki uważa, że konieczne jest, aby do szkół wrócili lekarze, pielęgniarki i stomatologowie. "Jeśli chcemy oszczędzić na wydatkach na leczenie, to musimy wprowadzić profilaktykę do szkół" - mówił. Pytany ile to będzie kosztować, odparł: "Te wydatki, które są potrzebne na to, mieszczą się w budżecie NFZ."

"Uczniowie w szkołach mają zapewnioną opiekę pielęgniarek, których jednak powinno być więcej" - mówiła Kopacz, dodając, że jest już gotowa odpowiednia ustawa.

Z kolei Sośnierz pytany o plany PJN, wyraził przekonanie, że sytuację w służbie zdrowia poprawiłaby likwidacja NFZ. Według niego, Fundusz to scentralizowana instytucja, podporządkowana ministerstwu zdrowia i biurokratyczny moloch, którym trudno zarządzać. "Byłem szefem tej firmy, proponuję jej likwidację" - powiedział Sośnierz. Dodał, że NFZ jest "za daleko od pacjenta". Sośnierz uważa, że Fundusz powinny zastąpić regionalne kasy ubezpieczenia zdrowotnego. "Trzeba uwolnić decyzyjność, zwiększyć decyzje w regionie" - podkreślił Sośnierz.

Natomiast Kopacz na pytanie, czy za rządów PO pacjenci odczuli zmiany na lepsze, odpowiedziała: "robiłam tyle, ile byłam w stanie zrobić, a może nawet trochę więcej". Podkreśliła, że PO udało się wprowadzić pakiet ustaw zdrowotnych, "który będzie procentował".

Minister zdrowia dodała, że konieczne jest respektowanie tzw. rozporządzeń kolejkowych. Przypomniała, że MZ wprowadziło standardy, zgodnie z którymi chory zakwalifikowany jako przypadek pilny nie może czekać na świadczenie medyczne dłużej niż 6 tygodni. "Standardy wyznaczają bezpieczny czas oczekiwania na świadczenia" - powiedziała.

Fedak pytana, co złego jest w obniżaniu cen leków refundowanych i w stosowaniu przez apteki rabatów na leki (uniemożliwia to ustawa refundacyjna), powiedziała: "Swobody obywatelskiej i swobody działalności gospodarczej nie możemy odnosić do cen leków. Jest bowiem tak, że pacjenci są namawiani na leki, które są bardzo drogie, przez stosowanie specjalnych rabatów, a potem te rabaty znikają, a lekarstwa nadal są bardzo drogie".

Sośnierz i Balicki odpowiadali na pytanie Kopacz, jakie mają propozycje rozwiązań problemu zadłużenia szpitali.

"Każdy przykład jest inny. Większość polskich szpitali nie jest zadłużona. Czy nie warto byłoby sięgnąć po ich przykłady i je upowszechnić. Byłoby najmniej efektywne obiecywać wszystkim tym zadłużonym, że w tej chwili przyjdzie ktoś i ich oddłuży" - powiedział Sośnierz.

Balicki uważa, że należy właściwie ustalić sieć szpitali w taki sposób, by zapłata odpowiadała kosztom. "Jeśli jest zły zarządzający, to zmienić zarządzającego. Każdy właściciel instytucji zrobiłby to gdyby okazało się, że zarządzający nie daje sobie radym" - podkreślał.

Kopacz zwróciła uwagę, że za czasów SLD było 734 zadłużonych szpitali, za czasów rządów PiS - 620. "Za naszych czasów, niby w okresie kryzysu, mamy 550" - zaznaczyła.

Balicki podkreślał, że jego współpracownicy spytali w piątek w warszawskich szpitalach, ile należy czekać na badanie kardiologiczne. Jak mówił Balicki, w szpitalach Bródnowskim i MSWiA okazało się, że nie można się już tym roku zarejestrować. "Tak było w kilku kolejnych szpitalach czy przychodniach" - dodał Balicki. Pokazał też zdjęcie tłumu ludzi w stołecznym Centrum Onkologii.

Kopacz odpowiedziała, że opiera się na sprawozdaniach NFZ. "Czasy oczekiwania zdecydowania się skróciły. Są obszary, w których rzeczywiście czas oczekiwania jest zbyt długi, jak na standardy europejskie, ale ja z tym walczę" - przekonywała.

W rundzie trzeciej debaty Andrzej Sośnierz pytał minister zdrowia Ewę Kopacz, dlaczego przez cztery lata rządowi nie udało się wprowadzić dokumentu ubezpieczenia pacjenta. Kopacz wyjaśniała, że na karcie muszą się znaleźć się kompletne informacje o pacjencie - oprócz tego, czy dana osoba jest ubezpieczona, także informacje o przebiegu choroby, leczeniu; karta ma też umożliwiać wystawianie e-recept czy e-zwolnień. "Polacy zasługują na to, by dostać coś, w czym będzie pełna wiedza" - podkreśliła.