W 64 powiatach stopa bezrobocia wynosiła w lipcu ponad 20 proc. To osiem procent powiatów więcej niż przed rokiem. Trudną sytuację na rynku pracy potwierdza również mała liczba ofert zatrudnienia w pośredniakach. W lipcu było ich tylko 63 tys. – aż o 30 proc. mniej niż przed rokiem.

W niektórych powiatach oferty znikają tak szybko, że już w końcu lipca nie było ani jednej. Tak było np. w powiecie kluczborskim (woj. opolskie), w którym zarejestrowanych było ponad 3,1 tys. bezrobotnych, łomżyńskim (woj. podlaskie) – ponad 2,1 tys., oleskim (woj. opolskie) – ponad 2,1 tys. i węgorzewskim (woj. warmińsko-mazurskie) – ponad 1,7 tys. Tak wynika z danych, które „DGP” zebrał w wojewódzkich urzędach statystycznych.

>>> Czytaj też: Czarne dziury polskiego bezrobocia - zobacz ranking

W powiecie myszkowskim (woj. śląskie) na jedną ofertę pracy przypadało w tym czasie aż ponad 2,4 tys. bezrobotnych, wołomińskim (mazowieckie) – blisko 1,3 tys., kolneńskim (podlaskie) – 758, szczycieńskim (warmińsko-mazurskie) – 731, świebodzińskim (woj. lubuskie) – 677, bialskim (woj. lubelskie) – 577.

– Ofert pracy w pośredniakach jest bardzo mało, bo trafia do nich tylko około 30 proc. propozycji zatrudnienia, jakie pojawiają się na rynku – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dodaje, że do ich spadku przyczyniła się zmiana prawa, według którego od początku roku pracodawca musi osobiście i na piśmie składać oferty zatrudnienia w urzędzie pracy. A na to często przedsiębiorcy nie mają czasu. Wcześniej wystarczył tylko e-mail lub telefon o chęci zatrudnienia bezrobotnego. – Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja na lokalnych rynkach pracy jest bardzo trudna – podkreśla prof. Wiśniewski.

Potwierdza to Jacek Such z firmy Stan-Bruk z Krosna (woj. podkarpackie). – Bardzo wiele osób pyta o pracę każdego dnia. Są one jednak bez kwalifikacji albo ich kompetencje są bardzo niskie – opowiada. Profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych zwraca uwagę, że pracodawcy nie zgłaszają propozycji zatrudnienia, bo niepewna sytuacja gospodarcza powstrzymuje ich przed inwestycjami.

– Jeśli otrzymują dodatkowe zamówienia, to wolą często dać pracownikom nadgodziny, niż zatrudniać nowe osoby – wyjaśnia prof. Kabaj.

Jego zdaniem do spadku liczby ofert przyczyniło się też ograniczenie środków na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, m.in. finansowanie staży, robót publicznych i interwencyjnych oraz tworzenie własnego biznesu przez bezrobotnych. Środki te zmniejszono o ponad 50 proc.

>>> Czytaj też: Błędne koło amerykańskiej gospodarki - nikt nie chce zatrudniać nowych pracowników

– To jest skandaliczne, że minister finansów nie chce ich odmrozić. Przecież zgromadzono je ze składek pracodawców – podkreśla prof. Kabaj.

Ale jest i druga strona bezrobocia. – Trudno jest jak nie ma ofert pracy, ale jak są, też mamy problemy – mówi Elżbieta Gabryś, dyrektor PUP w Kluczborku. Jej zdaniem wielu bezrobotnych nie jest zainteresowanych legalną pracą, a tylko ubezpieczeniem zdrowotnym. A zdarza się, że potrzebują jedynie zaświadczenia, bo dzięki niemu otrzymają bony żywnościowe z opieki społecznej.