40 bankowców, biznesmenów i konwojentów tworzyło międzynarodową siatkę, którą zarabiała na handlu przemycanymi ze Wschodu towarami. Tylko z podwarszawskiego centrum handlowego w Wólce Kosowskiej dziennie transferowano nawet milion dolarów.

>>> Czytaj też: Rynek wygląda tak, jak w czasie upadku Lehman Brothers

Cło, ludzie, narkotyki

Według informacji „DGP” polskie służby na trop przestępstw trafiły przed rokiem. Wkrótce pod nadzorem ABW zaczęło działać międzynarodowe „konsorcjum śledcze”, w skład którego weszły służby z Ukrainy, Łotwy, Litwy oraz Czech.

>>> Polecamy: Frank ostro w górę. Tym razem każdy poziom jest możliwy

– W każdym z tych krajów funkcjonowała część tej samej organizacji. Dopiero skoordynowanie działań, dzielenie się na bieżąco informacjami pozwoliło uchwycić pełną skalę tego przestępczego przedsięwzięcia – mówi „DGP” wysoki rangą oficer ABW.

Największa część nielegalnych zysków pochodziła z oszustw celnych przy imporcie towarów produkowanych na Dalekim Wschodzie. Jednak, jak podejrzewają śledczy, tą samą drogą krążyły zyski z organizacji przemytu ludzi, a także produkcji i handlu narkotykami. – Towar docierał do Europy głównie przez niemieckie porty. Po drodze fałszowano dokumenty celne, wielokrotnie zaniżając jego wartość – wyjaśnia nasz rozmówca ze służb.

Na zwołanej wczoraj specjalnej konferencji prasowej prokurator nadzorująca śledztwo Hanna Gorajska-Majewska tłumaczyła, że w Polsce w ogóle nie uiszczano podatków od sprowadzanych towarów. – Straty dla budżetu mogą być miliardowe. Proceder dotyczył wszystkich towarów: odzieży, sprzętu AGD – wyjaśniła prokurator.

Centrum handlu przemyconymi towarami dla Europy Środkowo-Wschodniej znajdowało się w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej. Zyski były transferowane za wschodnią granicę.

Bankowcy też zatrzymani

Podczas przeszukań funkcjonariusze Straży Granicznej oraz ABW odkrywali specjalne skrytki i sejfy, w których przetrzymywań o pieniądze. W paczkach po 300 – 400 tysięcy dolarów trafiały do kurierów.

Z naszych informacji wynika, że śledczy czekali na transfer konkretnej kwoty – tak, aby mogli udowodnić, że były to pieniądze pochodzące z handlu przemycanymi towarami. W miniony czwartek śledzili kurierów, którzy samochodami i pociągami wieźli na Ukrainę około miliona dolarów. Po przekroczeniu granicy obserwację podjęli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, których kurierzy doprowadzili do obywatela Wietnamu, współwłaściciela trzech instytucji parabankowych.

Biznesmeni z Wólki Kosowskiej mieli również drugi, bankowy kanał transferu zysków. Dokładnie 10 sierpnia funkcjonariusze ABW zatrzymali cztery osoby, w tym szefów warszawskiego oddziału jednego z dużych komercyjnych banków. W zamian za łapówki łamali oni prawo i nie informowali generalnego inspektora informacji finansowej o podejrzanych transferach ogromnych kwot. Z tego banku trafiały one na Litwę, gdzie również cztery osoby zostały zatrzymane, a na kontach tamtejsze służby zabezpieczyły równowartość około 5 milionów euro. Polscy śledczy odmówili wczoraj odpowiedzi na pytanie, czy z ich śledztwem wiążą niedawny pożar, który niemal doszczętnie strawił Centrum Handlowe na początku lata.