Niektórzy historycy tłumaczą ten proces dalekosiężnymi skutkami napływu wielkiego bogactwa, które niejako spadło z nieba szesnastowiecznej Hiszpanii. Wytworzyła się kultura wydawania pieniędzy – gorzej z kulturą ich wypracowywania, a zupełnie marnie – oszczędzania. Kiedy dochody płynące z kolonii zaczęły maleć, kraj długo nie umiał się przestawić z gospodarki wydającej pieniądze na gospodarkę wypracowującą zyski dzięki pracy. W XVIII w. został zdominowana przez Francję, a w XIX w. okazał się nieprzygotowany do reguł kapitalizmu i po prostu zacofany.

Szlachecka Rzeczpospolita to przykład kraju, w którym pieniądz był w XVI i XVII wieku również łatwy, dzięki ogromnemu popytowi na nasze zboże. W przedziwny sposób szliśmy właśnie z Hiszpanią łeb w łeb i podobnie jak ona zaliczyliśmy złoty wiek, srebrny wiek i klapę. Nawet bardziej efektowną (rozbiory).

Dziś patrzymy spokojnie na to, jak Polska sięga po unijne pieniądze „na rozwój'. Robi przecież to, co Hiszpania w latach 80. – upodabnia się do Europy Zachodniej za europejskie pieniądze. Operacja się udała, pogoń się udała, tyle że dzisiaj Hiszpania ma poważne kłopoty nie tylko z załamaniem gospodarczym, lecz także z własnym narodem. Jednym z efektów kilku dekad życia z europejskiego złota jest dzisiejsza bezradność. Trudny do wyobrażenia spadek poziomu życia oraz wyhodowane pokolenie, które nie jest przygotowane do walki z przeciwnościami losu. Chcą do walki o lepsze (normalne) jutro zmobilizować swój rząd, a nie siebie.

Młodzi Polacy są chyba jeszcze dalecy od takiej postawy. Mamy jednak za sobą raptem dekadę wydawania unijnych środków. Wiem, że to niepolitycznie cieszyć się na widok kryzysu, ale być może jego pojawianie się i znikanie (podczas ostatnich 22 lat co najmniej trzykrotnie) utrzymuje nas w lepszej kondycji psychicznej. Żyjemy w czasach rosnących możliwości konsumpcyjnych milionów Polaków. Jednak tylko garstka z nas może powiedzieć: „Jest nam stale coraz lepiej i już do tego przywykliśmy!” Gdzie tam. Co człowiek pomyśli, że już można odsapnąć, znowu czuje, jak ziemia się trzęsie. Byłoby przyjemnie żyć tak jak polska czy hiszpańska szlachta w Złotym Wieku, ale historia jest bezceremonialną nauczycielką życia: każdy złoty wiek oznacza hodowlę osób odwykłych od zaradności.