List w formie deklaracji został przyjęty w poniedziałek w Brukseli przy okazji posiedzenia Rady ministrów ds. europejskich państw UE poświęconego nowemu wieloletniemu budżetowi UE. Przewodniczący Radzie minister Mikołaj Dowgielewicz oraz komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski zapewnili, że list płatników netto nie jest czymś niepokojącym ani zaskakującym.

>>> Czytaj też: Największa gospodarka Europy przygotowuje się na greckie bankructwo

"Nie dramatyzowałbym - powiedział Dowgielewicz na konferencji prasowej. - Ten list jest bardzo ogólny w swojej formie". Jego zdaniem list nie wnosi wiele nowego do negocjacji. "Oczywiście jako prezydencja UE odnotowuję ten list i wiem, że tych listów będzie więcej w przyszłości, więc myślę, że trzeba z tym po prostu żyć" - powiedział Dowgielewicz. Przypomniał, że decyzje dotyczące wielkości budżetu będą podejmowane dopiero w 2012 roku.

"Najważniejsze dla mnie jest to, że w tym liście nie ma w najmniejszym stopniu zanegowania tego, o co walczyliśmy - żeby propozycja Komisji Europejskiej była punktem wyjścia w negocjacjach" - powiedział z kolei dziennikarzom komisarz Lewandowski. "O to od początku chodziło: można zmieniać różne parametry (...) ale propozycja nie zostanie (w czasie negocjacji) wywrócona, co w każdym wypadku obiecuje, że rozmowy zakończą się niezłym rezultatem dla uboższych krajów" - podkreślił Lewanodwski. Dodał, że list, który wystosowali ministrowie spraw europejskich, a nie finansów, jest nawet "czymś oczekiwanym" i oznacza tzw. zajmowanie pozycji w negocjacjach.

Deklarację przeciwko nadmiernie wysokim wydatkom UE podpisali w poniedziałek ministrowie aż dziewięciu państw UE: Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Austrii, Danii, Finlandii, Włoch, Holandii i Szwecji.

Nie zgadzają się na zaproponowaną przez Komisję Europejską strukturę budżetu UE, a dokładnie "wyjęcie" poza stałe ramy budżetu kilku funduszy na nieprzewidziane sytuacje (m.in. na walkę z klęskami żywiołowymi czy ze skutkami globalizacji) o łącznej wartości 58 mld euro.

"To zabieg, który sprawia, że budżet UE jest mniejszy, ale przecież na te fundusze też trzeba będzie się złożyć" - wyjaśniał jeszcze w piątek unijny dyplomata. "To jest stanowisko nie tylko Francji, ale większej liczby państw" - dodał.

W deklaracji ministrowie dziewięciu krajów podkreślili, że "propozycja Komisji Europejskiej jest zbyt wysoka", a podwyższenie wydatków kłóci się z ideą "stabilizacji budżetu europejskiego".

Propozycja budżetu została przedstawiona przez KE 29 czerwca. KE zaproponowała budżet wysokości 972,2 mld euro. Poza budżetem miałoby znaleźć się kilka linii budżetowych do tej pory będących jego częścią. Są to m.in. Europejski Fundusz Globalizacji (np. na pomoc zwalnianym pracownikom), Fundusz Solidarnościowy (np. na walkę ze skutkami powodzi), rezerwa na sytuacje kryzysowe w sektorze rolnym oraz międzynarodowy projekt reaktora jądrowego ITER i satelitarny program obserwacji Ziemi GMES.

W tekście deklaracji płatnicy netto zwracają uwagę, że KE co prawda proponuje zablokowanie wydatków na poziomie 1,05 proc. unijnego PKB, czyli 1,025 bln euro na lata 2014-2020 - co oznacza zamrożenie budżetu w cenach z 2013 roku. Ale jeśli uwzględni się wyjęte poza budżet środki wysokości 58,3 mld euro, to budżet UE wyniesie 1,083 bln euro, czyli 1,11 proc. PKB. To 5 proc. więcej w stosunku do obecnej perspektywy finansowej na lata 2007-2013.

W deklaracji dziewięć krajów podkreśliło, że są one płatnikami netto do budżetu UE, czyli płacą więcej, niż otrzymują z unijnej kasy, albo staną się nimi w najbliższej przyszłości. Dlatego nalegają na ograniczenie wydatków.

Ministrowie ds. europejskich UE rozmawiali o propozycji nowego wieloletniego budżetu już podczas nieformalnego spotkania w Sopocie pod koniec lipca. Większość krajów UE uznała wtedy przedstawioną przez KE propozycję za podstawę do dalszych negocjacji. Przeciwne były W. Brytania, Szwecja i Węgry.