Wyliczane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskaźniki wyprzedzające koniunktury uznawane są za jedne z lepszych narzędzi używanych do prognozowania tendencji w gospodarce, a także i na giełdzie. Composite Leading Indicators (CLI) publikowane są co miesiąc dla sporej grupy krajów. Podobnie jak większość innych wskaźników tego typu, od kilku miesięcy ich wartość obniża się, sygnalizując wchodzenie gospodarek większości krajów w okres spowolnienia. Z obserwacji tempa spadku wskaźników CLI wynika, że najgorsze perspektywy rysują się przed Słowacją, Węgrami, Indiami, Brazylią i Finlandią.

Z zestawienia wskaźników wyłowić jednak można też gospodarki, w których sytuacja wygląda znacznie bardziej optymistycznie. Należą do nich Izrael, RPA, Irlandia, Norwegia i Stany Zjednoczone. W przypadku tych krajów wskaźniki w okresie od lutego do czerwca nawet nieznacznie zwiększyły swoją wartość. Interesująco wygląda jednak porównanie tych danych z dynamiką zmian indeksów giełdowych w tych krajach, które także uznawane są za jeden z bardziej miarodajnych wskaźników przyszłej koniunktury w gospodarce. Wynika z niego, że w większości przypadków panuje spora rozbieżność wskazań CLI i indeksów giełdowych. Najbardziej widoczna jest ona w przypadku Słowacji. Według wskaźników OECD perspektywy tamtejszej gospodarki rysują się w czarnych barwach, zaś indeks parkietu w Bratysławie od majowego szczytu stracił zaledwie 10 proc. i należy do najlepiej zachowujących się indeksów giełdowych na świecie. Wyprzedza go nieznacznie zniżkujący o 7 proc. indeks giełdy w RPA, dla której wskaźnik CLI prognozuje lekką poprawę sytuacji. W przypadku pozostałych krajów o najgorszych wskazaniach CLI ich zgodność z dynamiką spadku indeksów giełdowych jest już znacznie większa. Z kolei indeksy giełdy izraelskiej, norweskiej i irlandzkiej tracą o wiele mocniej, wskazując na głębsze spowolnienie gospodarcze, niż wynikałoby to z odczytów wskaźnika OECD.

Niespójności we wskazaniach obu rodzajów miar wyprzedzających koniunktury można w większości przypadków tłumaczyć głównie specyfiką giełdowego handlu. Słowacki parkiet należy do najmniej płynnych, a przez to niezbyt interesujących dla inwestorów zagranicznych. Giełda w Budapeszcie zaś, jedna z najmocniej tracących na wartości, jest znacznie bardziej podatna na działanie mobilnego kapitału zagranicznego. Jak dowodzą wydarzenia ostatnich tygodni, jego reakcje powodują spore wahania notowań. Pod tym względem można dostrzec spore podobieństwo między Budapesztem a Warszawą. W trakcie sesji z 9 września węgierski BUX stracił ponad 6 proc. zaś WIG20 zniżkował o prawie 5 proc. Według wskazań OECD polska gospodarka powinna sobie ze spowolnieniem poradzić znacznie lepiej niż węgierska. CLI dla naszego kraju obniżył się jedynie symbolicznie, o kilka setnych procent. Od majowego szczytu BUX spadł o 28 proc., zaś WIG20 o 25 proc.

Ciekawie wygląda sytuacja w przypadku Niemiec. Do tej pory tamtejsza gospodarka radziła sobie bardzo dobrze. Wskaźnik CLI sugeruje umiarkowane zagrożenie jej spowolnieniem. Indeks giełdy we Frankfurcie, tracący prawie 33 proc. przestrzega zaś przed bardziej poważnymi kłopotami. DAX jest jednym z najmocniej tracących na wartości indeksów giełdowych na świecie. Na możliwość popadnięcia niemieckiej lokomotywy w większe tarapaty wskazuje też najnowsza prognoza OECD. Według niej w czwartym kwartale 2011 roku gospodarka naszych zachodnich sąsiadów miałaby skurczyć się o 1,4 proc.

Te niespójne w wielu przypadkach sygnały, płynące z różnych wskaźników, są dowodem na ogromną nerwowość panującą na rynkach finansowych. Giełdowe indeksy, takie jak na przykład DAX, zdają się obecnie wskazywać nie tylko na osłabienie gospodarki, ale też na znacznie poważniejsze problemy, trapiące strefę euro.