Premier Tusk rozmawiał wczoraj z przewodniczącym Rady Europejskiej o Partnerstwie Wschodnim. Pod koniec miesiąca w Warszawie odbędzie się szczyt tej inicjatywy. Kryzys strefy euro zepchnął ją jednak nawet nie do drugiej, ale do trzeciej ligi priorytetowych spraw Unii. Nie oznacza to jednak, że możemy odpuścić sobie miękką siłę na Wschodzie, trzeba podeprzeć ją rozwojem stosunków dwustronnych, złożyć państwom wschodnim ofertę gospodarczą, pomóc w bilansowaniu budżetów. Musimy robić więcej sami, bo Unia nie interesuje się Wschodem.

Docelowo alokacja łączna kapitału w partnerstwo jest obliczana na 1,9 mld euro, niewiele ponad to pójdzie innymi ścieżkami, tymczasem – dla porównania – łączna pomoc dla wyzwalających się z reżimów państw muzułmańskich ma sięgnąć 20 mld dol., z czego lwią część wyłoży Europa. Spadek znaczenia partnerstwa nie jest winą Polski. Nie przez nas wali się strefa euro, a to przykuwa obecnie uwagę głównych państw UE. Polska dyplomacja miała rację, by uprawiać politykę wschodnią w ramach Unii. Takie rozwiązanie dawało większą siłę rażenia, było też poważniej traktowane na Ukrainie, Białorusi, w Mołdawii czy na Zakaukaziu. Sztandarowym przykładem działań zespołowych stała się wizyta ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec w Mińsku przed wyborami w 2010 r. Złożyli Łukaszence ofertę współpracy w zamian za stopniową demokratyzację w imieniu całej Wspólnoty, a nie tylko swoich państw. Gdyby satrapa nie przestraszył się prawdziwych wyników głosowania, miałby szansę dostać od UE solidny kawał tortu podany mu na talerzu polskimi rękami. Stało się inaczej, dodatkowo Polska musi zmierzyć się z silnym „nie” wypowiedzianym przez struktury euroatlantyckie w kierunku wschodnim – dla członkostwa Gruzji i Ukrainy w NATO, rozszerzania UE na Wschód.

W takiej sytuacji partnerstwo wyblakło i trzeba je wzmocnić jednostronną aktywnością. Zapomnijmy o Tymoszenko i przyjmy do podpisania z Ukrainą umowy o wolnym handlu, poprzyjmy starania Mińska w MFW o nowe kredyty albo – jak Niemcy – dajmy gwarancje państwowe naszym firmom, by wzięły udział w prywatyzacji na Białorusi. Ruchy te mogą wydawać się cyniczne, ale jaka jest alternatywa? Unia nie kiwnie palcem na Wschodzie. Jeśli MFW nie da Łukaszence pieniędzy, a firmy zachodnie, w tym polskie, nie wejdą na Białoruś kapitałowo, zrobi to Rosja, przejmując przy okazji tamtejszy przemysł. Unii Wschód nie jest potrzebny. Polsce jak najbardziej, bo to nasz bufor bezpieczeństwa. Partnerstwo go nie wmocni, ten mechanizm zatarł się, zanim zaczął działać.