Rozpoczęcie eksploatacji złóż gazu łupkowego i zabezpieczenie interesów państwa z tytułu płynących z tego zysków będzie jednym z najważniejszych wyzwań przyszłego rządu. Gotową ustawę w tej sprawie ma już PiS. PO zapowiada, że zyski z eksploatacji trafią na zabezpieczenie emerytur.

Swój projekt PiS złoży w Sejmie zaraz po wyborach bez względu na wynik głosowania. PO na razie mówi, że przyszli emeryci mogą być spokojni o swoje świadczenia, bo będą one wypłacane właśnie z zysków, jakie przyniesie wydobywanie gazu łupkowego. Ale brak choćby szacunków, jakie środki zamierza przeznaczyć na emerytury. Platforma proponuje też powołanie pełnomocnika rządu ds. gazu łupkowego.

Projekt PiS może się więc stać podstawą do dyskusji. A sprawa uregulowania tego, kto ma czerpać zyski z wydobycia gazu łupkowego i jaki model zarządzania tym przemysłem przyjąć, jest istotna. Potencjalne zyski państwa tylko z tytułu opłat pobieranych od firm wydobywających gaz mogą sięgać kilkuset miliardów złotych.

>>> Czytaj też: Budzanowski: nie potrzebujemy specjalnego prawa dot. gazu łupkowego

Przygotowana przez PiS ustawa wzorowana jest na rozwiązaniach norweskich i duńskich. Zakłada ustalenie opłaty górniczej na poziomie 40 proc. wartości złoża. Odmienną wizję będzie mieć zapewne PO. – Określanie dziś, że opłata górnicza ma wynosić 40 proc., jest przedwczesne. Nie wiemy przecież jeszcze, jakie mamy zasoby – ocenia tę propozycję Henryk Jacek Jezierski, wiceminister ochrony środowiska i główny geolog kraju. PiS zastrzega jednak, że nie będzie się kurczowo trzymało wysokości stawki, bo najważniejsza jest zasada i przejrzystość opłat, a nie sama jej wysokość. – Zdajemy sobie sprawę, że jedne złoża są łatwiejsze w eksploatacji, a inne trudniejsze. Dopuszczamy możliwość, aby opłata ta była regulowana, np. by początkowo była niższa, a potem wyższa. Ważne, aby kwota zgadzała się w ostatecznym rozrachunku – mówi Piotr Naimski, który tworzył ustawę.

Kolejny przepis zastrzega, aby pieniądze z opłaty górniczej trafiały do specjalnego funduszu. O wydawaniu zgromadzonych na jego kontach pieniędzy decydowałby Sejm większością 2/3 głosów. Miałoby to zapobiec wykorzystywaniu tych środków do doraźnego łatania dziur w budżecie państwa. Fundusz miałby prawo inwestowania pieniędzy, ale jedynie w bezpieczne instrumenty.

Projekt przewiduje także utworzenie specjalnej państwowej firmy, która partycypowałaby w każdej koncesji. Mechanizm byłby następujący: do wykorzystania każdej koncesji inwestor musiałby powołać firmę. Kilka procent udziału w przedsiębiorstwie obejmowałaby państwowa spółka celowa. W ten sposób państwo sprawdza, czy inwestorzy nie zaniżają opłat. Takie rozwiązanie nie podoba się jednak obecnie rządzącej ekipie.

>>> Polecamy: Polska w awangardzie gazowej rewolucji

– Tworzenie spółki, która tylko patrzyłaby na ręce inwestorom, nie jest najlepszym pomysłem. Powinniśmy tworzyć prawo, w którym podmioty wiedzą, co mają robić, a ich pracę nadzorowałyby odpowiednie instytucje – sprzeciwia się Henryk Jacek Jezierski.

Dodaje on, że w systemie norweskim państwo partycypuje w kosztach poszukiwania złóż. Ale i tu projekt wzoruje się na Skandynawach. Wydawanie każdej koncesji eksploatacyjnej ma się odbywać w drodze przetargu. Jeśli wygrałaby go inna firma niż ta, która wcześniej prowadziła prace poszukiwawcze, państwo zwracałoby jej poniesione koszty.

Zanim jednak do budżetu państwa zaczną płynąć pieniądze z eksploatacji złóż gazu łupkowego, Polska musi wygrać wojnę z przeciwnikami tego paliwa. Na 20 września eurodeputowany PO Jacek Saryusz-Wolski organizuje w Parlamencie Europejskim konferencję, w której eksperci m.in. z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii będą przekonywać, że uzyskiwanie gazu ze skał łupkowych nie wiąże się z katastrofą ekologiczną.

Komu przeszkadza gaz łupkowy

W Europie na dobre rozpoczął się wyścig między przeciwnikami a zwolennikami eksploatacji złóż gazu łupkowego. Ponieważ według amerykańskiej Agencji Informacyjnej ds. Energii Polska posiada największe złoża tego paliwa na kontynencie, spór dotyczy także przyszłości naszego kraju.

>>> Zobacz też: Czy europejski lobbing przekreśli polskie marzenia o gazie łupkowym?

Zapowiedź stworzenia przez Komisję Europejską unijnych standardów wydobywania gazu łupkowego w UE wielu ekspertów i polityków odebrało jako groźbę zablokowania eksploatacji złóż. Zwłaszcza że przeciwników gazu łupkowego w Europie nie brakuje. A zdaniem części deputowanych raport o oddziaływaniu eksploatacji jego złóż na środowisko naturalne, jaki niedawno otrzymała KE, był dla nas niekorzystny. Jeśli więc Polska marzy o wielkich dochodach z wydobycia gazu, musi rozpocząć kontrofensywę informacyjno-dyplomatyczną. Walka będzie zacięta, bo nowe źródło energii może zagrozić:

● firmom handlującym gazem, które podpisały długoterminowe umowy na kupno paliwa spoza UE,

● przedsiębiorstwom inwestującym w odnawialne źródła energii, bo elektrownie napędzane gazem z łupków będą produkować tańszy prąd i do tego z małą emisją CO2,

● koncernom budującym elektrownie jądrowe, ponieważ może podważyć sens powstania w Polsce takich siłowni,

● Rosjanom, ponieważ może podważyć ich pozycję głównego eksportera gazu do UE.