Analitycy Goldman Sachs obniżyli wczoraj docelowe ceny dla akcji kilku naszych dużych banków. Ich zdaniem papiery Getinu warte są 12,8 zł, choć wcześniej wyceniali je na 18,5 zł. Docelową wartość walorów BRE Banku obniżyli z 277,8 zł na 230 zł. Akcje Pekao mają być warte maksymalnie 157 zł (wcześniej 173,70 zł), a Banku Handlowego 110 zł (120,61 zł wcześniej). PKO BP obniżono rekomendację z „kupuj” do „neutralnie”.

Skąd taka zmiana? – Goldman Sachs do publicznej wiadomości podaje jedynie rekomendacje. Nie komentuje ich ani nie argumentuje, dlaczego są takie, a nie inne – mówi Dawid Korszeń z agencji NBS, reprezentującej Goldman Sachs w Polsce.

>>> Polecamy: Goldman Sachs - najpotężniejsza instytucja finansowa świata

Wygląda na to, że inwestorzy na warszawskiej giełdzie zignorowali obniżone wyceny opublikowane przez Goldman Sachs. Zwłaszcza że już teraz za akcje banków płaci się mniej, niż wynoszą docelowe ceny Goldman Sachs. Wczoraj po południu papier Getinu kosztował 7 zł, BRE Banku – 207,70 zł, Pekao – 129,20 zł, Banku Handlowego – 58,55 zł. Z kolei papiery PKO BP wyceniano na 29,92 zł. Akcje naszych instytucji drożały wczoraj nawet o 3,78 proc., jak w przypadku Pekao SA.

Zdaniem polskich analityków aktualne niskie wyceny naszych banków nie mają uzasadnienia fundamentalnego. – Nie spodziewam się, aby wyniki banków drastycznie się pogorszyły. Nie widzę perspektyw na znaczny spadek przychodów, wzrost konkurencji czy zwiększenie się presji kosztowej – mówi Marcin Jabłczyński, analityk Deutsche Banku w Polsce.

Analitycy dostrzegają jednak pogorszenie perspektyw dla polskiego rynku. – Dotychczas były one oparte na wysokim wzroście gospodarczym, na poziomie 4 proc. PKB. W ciągu minionych dwóch miesięcy napłynęło tak dużo negatywnych informacji makroekonomicznych, że większość analityków obniża prognozy wzrostu gospodarczego dla naszego kraju – mówi Szymon Ożóg, szef działu analizy polskiego oddziału banku Espirito Santo Investment Bank.

Jeżeli te prognozy się sprawdzą, akcja kredytowa może ulec spowolnieniu, wstrzymanie podwyżek stóp, a nawet spodziewane obniżki, zmniejszą marże odsetkowe, wzrost bezrobocia wpłynie na pogorszenie jakości portfela kredytowego. Ale katastrofy na pewno nie będzie.

>>> Zobacz też: Rostowski uspokaja: banki polskie są bezpieczne, a Grecja jeszcze nie upada

– Racja, że mówimy o spowolnieniu wzrostu gospodarczego, ale podkreślam, że wciąż ma to być wzrost gospodarczy, a nie stagnacja czy recesja – mówi Marcin Jabłczyński. Jego zdaniem obecne niskie wyceny akcji banków to efekt paniki na giełdzie oraz wkładania naszego kraju i polskich spółek do jednego koszyka z innymi rynkami regionu, np. z bankami węgierskimi, którym szkodzą rządowe pomysły usztywnienia kursu forinta względem franka dla spłacających kredyty dewizowe.