Kryzys finansów w Unii Europejskiej zbiega się z pracami nad kolejnym wieloletnim budżetem. Ponieważ końca kryzysu nie widać, to w krajach, które do budżetu UE więcej wkładają, niż z niego otrzymują, narasta sprzeciw przeciwko zarówno jego wysokości, jak też jego konstrukcji. To zagraża perspektywie uzyskania przez Polskę rekordowej sumy 80 miliardów euro, co jest wstępnie zaplanowane w unijnym budżecie.

Mocny opór płatników netto może sprawić, że suma, którą dostanie Polska, będzie niższa. O ile – nikt na razie nie chce spekulować, bo rozmowy dopiero się zaczynają, a ich finał może przypaść dopiero w przyszłym roku. Jednak opór płatników netto tężeje, co podnoszą nasi europosłowie. W zeszłym roku z tych właśnie powodów przeciwko projektowi budżetu na 2011 r. protestowało pięć państw: Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i Finlandia, a w tym roku dołączyły do nich Włochy, Szwecja, i Austria.

>>> Czytaj też: Boni: Nadmierne oszczędności zabiją rozwój Polski

Ale kraje te mają też poparcie innych np. Danii. Przeciwko nim może stanąć „koalicja przyjaciół kohezji”, jak nazywa ją Jacek Saryusz-Wolski, lub „koalicja biedaków”, jak inaczej nazywają ją kraje płatnicy netto. Na naszą korzyść działa bardzo dobre wykorzystanie funduszy unijnych, dzięki temu między innymi w zeszłym roku dostaliśmy kilkaset milionów euro więcej. Ale to zjawisko ma też swoją drugą stronę w krajach takich jak Niemcy, które netto wpłacą przez siedem lat do wspólnej kasy 86 mld euro, Włochy (46 mld euro) czy Holandia, 24 mld euro, narastają nastroje przeciwko przelewaniu pieniędzy do nowych państw unijnych.

– Przedmiotem wewnętrznej dyskusji w tych krajach jest to, że gdy oni zaciskają pasa, to równocześnie za ich euro w Polsce przecinane są wstęgi na obwodnicach w kampanii wyborczej – mówi Marek Cichocki z Centrum Europejskiego Natolin. Według niego na razie rysują się dwa negatywne scenariusze.

Wariant horyzontalny

To przeforsowanie przez płatników netto zmniejszenia budżetu zaproponowanego przez Komisję Europejską. Twierdzą, że jeśli doliczy się wydatki na różne fundusze wyprowadzone poza budżet, to wzrasta on w porównaniu z poprzednim o 5 proc. Dlatego chcą jego ścięcia maksymalnie właśnie o te 5 proc. A wówczas w podobnym stopniu proporcjonalnie przycinane byłyby inne wydatki. To wariant, w którym straty nie byłyby duże. Jeśli szacunki dotyczące tego, ile może nam przypaść, są prawdziwe, to nawet po obcięciu o 5 proc. do Polski wpłynęłoby 76 mld euro. To nadal dużo więcej – o około 8 mld euro – niż w tej perspektywie.

>>> Czytaj też: Grabarczyk: Daleka droga, by inwestycje PPP nie zwiększały długu

Wariant radykalny

To najgorszy dla nas wariant, gdy ostrze sojuszu płatników netto zostanie wymierzone przede wszystkim w fundusze strukturalne, z których Polska korzysta najbardziej.

– W tym budżecie Polska dostaje więcej, ale kosztem starych państw unijnych – mówi Sidonia Jędrzejewska, europosłanka PO.

A to oznacza, że także kraje, które do tej pory korzystały z niej najbardziej, jak Hiszpania czy Portugalia nie będą jej bronić. Do tego Niemcy, którzy do tej pory nie mieli obiekcji przed polityką spójności, mają teraz na głowie Grecję i możliwe kłopoty finansowe kolejnych krajów UE i nie będą już skorzy do jej obrony. Wówczas może się okazać, że powtórzy się sytuacja sprzed roku, gdy płatnicy netto żądali przesunięcia maksymalnej kwoty na badania i rozwój oraz wprowadzanie nowych technologii, skąd włożone pieniądze mogliby odzyskać. W takim przypadku Polska i inne kraje naszego regionu zostaną osamotnione i będą musiały ostro walczyć, by zminimalizować straty. Inaczej cięcia mogą okazać się dużo bardziej dotkliwe i wynieść kilka, a nawet kilkanaście miliardów euro. Na razie poza nowymi członkami UE możemy liczyć na Komisję Europejską i Parlament Europejski.

Ale finał będzie zależał od tego, jak rozwiązany zostanie kryzys w strefie euro i jak będzie wyglądał ostateczny kształt strefy euro. Bo im większy dystans między tzw. twardym jądrem strefy, czyli przede wszystkim Francją i Niemcami, a resztą, tym trudniej będzie bronić polityki spójności. Tym bardziej że druga najbardziej interesująca pozycja do ścięcia, czyli budżet na dopłaty dla rolników, będzie ostro broniona przez Francję.

>>> Czytaj też: Szwajcarzy to najbogatszy naród na świecie... 30 razy bogatszy od Polaków