Nie będzie niekontrolowanego bankructwa Grecji – zapewniali w trakcie telekonferencji z premierem Georgiosem Papandreu kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy. Ważny w tej deklaracji jest przymiotnik „niekontrolowane”. Bo co do losu Aten rynki już nie mają złudzeń. Wczoraj równolegle do tych zapewnień Moody’s obniżył rating dwóch czołowych banków Francji. Przyczyną są spodziewane straty na inwestycjach w greckie bony skarbowe.

>>> Czytaj też: Kryzys obchodzi dziś trzecie urodziny. Co przyniesie kolejny rok?

– Największą przysługę, jaką możemy zrobić Grecji, to przestać spekulować w sprawie bankructwa, a zachęcać greckie władze do wywiązania się ze złożonych zobowiązań. Sygnały, jakie do mnie docierają z Aten, pokazują, że Grecy zrozumieli powagę sytuacji i zaczęli robić rzeczy, które są konieczne – mówiła wczoraj Merkel.

>>> Polecamy: Bogate kraje UE nie chcą dopłacać do „koalicji biedaków”

Zdaniem francuskich mediów pomysł telekonferencji wyszedł z Pałacu Elizejskiego. Nicolasowi Sarkozy’emu zależy na przekonaniu inwestorów, że niewypłacalność Grecji nie nastąpi natychmiast. Paryż ma nadzieję, że w ten sposób zapewni francuskim bankom twarde lądowanie.

Pozytywne oceny polityki Aten ze strony Merkel przesądzają o przekazaniu Grecji kolejnej (8 mld euro) transzy pierwszego pakietu pomocowego. Jej zablokowanie oznaczałoby niewypłacalność Grecji najdalej w październiku. Rząd nie miałby pieniędzy nawet na pensje dla urzędników. 8 mld euro to kroplówka do końca roku. Płynność Grecji przez te kilka miesięcy daje czas na przygotowanie kontrolowanego bankructwa.

– „Rynek pogodził się z tym, że niewypłacalność Grecji jest nie do uniknięcia. Pozostaje pytanie, czy spowoduje ona efekt domina w unii walutowej, czy też będzie wydarzeniem ograniczonym do jednego kraju” – napisali wczoraj w nocie do klientów analitycy Commerzbanku.

Czas, który kupuje Merkel, ma zostać w szczególności wykorzystany na ratyfikację przez parlamenty krajów strefy euro nowego statusu Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EFSF). Będzie on mógł m.in. kupować obligacje krajów Eurolandu oraz udzielać im kredytów na preferencyjnych zasadach. Zdaniem analityków Commerzbanku, o ile coraz więcej wskazuje na to, że Irlandia, Portugalia i Hiszpania zdołają w końcu odzyskać zaufanie inwestorów, o tyle rosną obawy o kondycję finansową Włoch. We wtorek włoski rząd pobił kolejny rekord: musiał zaoferować inwestorom za zakup obligacji najwyższe oprocentowanie od założenia strefy euro w 1999 roku.

W obawie, że francuskie banki będą miały trudności z przetrwaniem burzy na rynkach finansowych w razie bankructwa Grecji, Moody’s obniżył wczoraj o jeden punkt rating Societe Generale (do Aa3) i Credit Agricole (do Aa1) oraz zmienił na negatywną perspektywę wyceny BNP Paribas.

– Ocena francuskich banków cierpi z powodu obaw o możliwość pozyskania przez nie kapitału, zbytnie inwestycje w obligacje krajów południa Europy oraz o nacjonalizację – podkreśla Herve Samour-Cachian, analityk domu maklerskiego Natixis.

Dobre wiadomości płyną z Niemiec

Unia Europejska zanotowała niezłe wyniki produkcji przemysłowej w lipcu. W stosunku do tego samego miesiąca ubiegłego roku wzrosła ona o 3,6 proc. (4,2 proc. w samej strefie euro). To wyraźnie więcej, niż wyniósł wzrost w czerwcu (1,7 proc.). Szczególnie optymistyczne dane napłynęły z Niemiec, gdzie wskaźnik produkcji wzrósł o 10,4 proc. Znakomite wyniki odnotowały także republiki bałtyckie. W Estonii produkcja wzrosła w stosunku do zeszłego roku o 22,9 proc., na Litwie o 8,4 proc., a na Łotwie o 9,2 proc. Polska odnotowała już bardziej przeciętny wynik (3,8 proc. wzrostu). Kłopoty przeżywa natomiast Irlandia, gdzie produkcja załamała się o 4,9 proc., najwięcej ze wszystkich krajów Wspólnoty. Ale spadek produkcji odnotowały także Portugalia (o 4,4 proc.), Grecja (o 2,9 proc.), Hiszpania (o 2,8 proc.) i Wielka Brytania (o 0,4 proc.).