W przyszłym tygodniu szczyt BRICS (Brazylia, Rosja, Chiny, Indie, RPA) w Waszyngtonie zdecyduje, czy grupa pomoże zagrożonym członkom UE, wykupując ich obligacje. Piątka ma w sumie największe na świecie rezerwy walutowe i może skutecznie interweniować w Europie poza dotychczas stosowanymi mechanizmami – Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Centralnym.

Na razie brakuje jej woli, by włączyć się w politykę europejską, a jest nią każda pomoc finansowa. Nie ma też stałych struktur, wypracowanych mechanizmów podejmowania decyzji, co więcej – członków BRICS dzielą sprzeczne interesy. Jednak dwie nowe potęgi – Chiny oraz Brazylia – poczuły zapach europejskiej krwi i poważnie myślą o interwencji. Kraje te posiadają odpowiednio 3,2 bln dol. i 350 mld dol. rezerw. Gdyby dodać Indie – 320 mld dol. – BRICS ma do dyspozycji prawie 4 bln dol. W dobie kryzysu zadłużeniowego USA oraz UE suma ta robi wrażenie, tym bardziej że może zostać użyta jako środek nacisku. Rosja, czwarty człon grupy, nie odgrywa w niej większej roli, znalazła się tam przez uprzejmość twórcy terminu BRIC ekonomisty z Goldman Sachs Jima O’Neila, RPA zaś została dokooptowana dopiero wiosną tego roku mocno na wyrost, na zasadzie parytetu geograficznego. W BRIC, poprzedniku BRICS, byli przedstawiciele Azji, Ameryki i Europy, brakowało zaś Afryki. Ani Rosja, ani RPA nie kwapią się do masowego kupowania europejskich obligacji, same bowiem są w kłopotach i potrzebują restrukturyzacji własnych gospodarek.

W ostatnich tygodniach indeksy giełdowe skaczą raz w górę, raz w dół, z przewagą tej drugiej tendencji. Rentowność obligacji zagrożonych bankructwem krajów rośnie, pogłębiając ich dług. Uspokajające zapewnienia polityków są kontrowane przez negatywne wieści makroekonomiczne – spadek produkcji w Wielkiej Brytanii, wyhamowanie tempa przyrostu PKB Niemiec, zatrzymanie reform w Grecji, rosnący – mimo cięć – dług strefy euro. Nawet twarda deklaracja Angeli Merkel wygłoszona w czwartek na wideokonferencji z premierem Grecji Papandreu i prezydentem Francji Sarkozym, że nie pozwoli na niekontrolowane bankructwo Hellady, uspokoiła sytuację tylko chwilowo.

Wszelkie plany akcji ratunkowych i podejmowane już kroki, jak choćby skupowanie obligacji Włoch i Hiszpanii przez EBC, są w oczach inwestorów mało wiarygodne, ponieważ pochodzą ze źródła, które jest jednocześnie przyczyną kryzysu. Stoją wszak za nim nie tylko nieodpowiedzialność greckiego podatnika i rządu czy nadmierne zadłużanie się państw, jego zalążek tkwił w samej konstrukcji euro. Silnym impulsem, który mógłby odwrócić bessę, byłaby deklaracja pomocy zewnętrznej, przełamująca europejsko-amerykańską niemożność. BRICS idealnie nadaje się do tej roli.

>>> Czytaj też: Grecka gospodarka się dusi. To już czwarty rok recesji

W zeszłym tygodniu „Financial Times” i „The Wall Street Journal” podały, że rząd włoski negocjuje sprzedaż obligacji skarbowych chińskiemu państwowemu funduszowi China Investment Corporation i zarządcy rezerwy walutowej State Administration of Foreign Exchange. Dało to początek spekulacjom o szerszej interwencji państw BRICS.

Chiny postawiły nawet warunki swojej pomocy. W czwartek na Światowym Forum Ekonomicznym w Dalian premier Wen Jiabao zażądał uznania chińskiej gospodarki za w pełni wolnorynkową, co poprawiłoby jej pozycję choćby w postępowaniach antydumpingowych oraz cofnięcia embarga na transfer do Chin nowoczesnych technologii. Nieoficjalnie Pekin dodaje zniesienie przez UE zakazu sprzedaży broni do Państwa Środka, w czym może liczyć na poparcie największego europejskiego koncernu zbrojeniowego EADS oraz rządu francuskiego. Jiabao dołączył jeszcze do listy żądań zasadnicze reformy strukturalne strefy euro.

>>> Czytaj też: Sytuacja w Europie to błędne koło, grozi nam globalna recesja

W polityce międzynarodowej i handlu układ „coś za coś” jest w pełni akceptowalny, więc koncesje dla Chin w zamian za wykup obligacji są zwykłym targiem, niczym więcej. Chińscy przywódcy idą jednak dalej, wcielając się w rolę MFW i Banku Światowego. Dotychczas to one, udzielając kredytów, żądały reform, ba – narzucały wspomaganym państwom modele gospodarcze w duchu deregulacji i prywatyzacji. Teraz czyni tak Pekin wobec Europy. Najbardziej odpowiadałby mu model ścisłej unii fiskalnej z władzami wykonawczymi. Tylko on, zdaniem Chińczyków, w długofalowej perspektywie gwarantuje przetrwanie i umocnienie euro. A potrzebują tego. Nie mają bowiem złudzeń, juan jest za słaby, by odgrywać światową rolę, budując swoje rezerwy walutowe, mogą jedynie rozgrywać parę dolar – euro, podobnie w rozliczaniu wymiany handlowej.

Nowe jest jednak w tym wszystkim to, że przed wybuchem kryzysu Chiny nie wypowiadały się na temat kształtu modelu europejskiego. To Europa i Ameryka komentowały system chiński, wytykając mu łamanie praw człowieka, zaniżanie kursu juana, kradzież dóbr intelektualnych i stosowanie podwójnych standardów w gospodarce. Recenzowany i krytykowany zmienił się zatem w krytycznego recenzenta.

Chińskiego pomysłu do rozgrywania karty europejskiej nie podzielają Indie. Dyplomacja indyjska nie miała nawet wielkiej ochoty do omawiania ewentualnego zakupu obligacji zadłużonych państw UE na szczycie BRICS w Waszyngtonie. Rosja w ogóle milczy w tej sprawie. Nie będzie zatem skoordynowanej akcji całej grupy. Można jednak spodziewać się współdziałania Chin i Brazylii. Właśnie ta druga zaproponowała, by ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych BRICS rozważyli pomoc Europie, i chce to robić w ramach grupy, a nie samodzielnie. Chiny i Brazylia z powodzeniem kooperują już w Afryce, gdzie razem rugują firmy europejskie. Jeśli Brazylijczycy budują fabrykę, Chińczycy stawiają drogę do niej lub port, przez który jest wywożona produkcja. System ten działa choćby w Angoli. Wcześniej oba kraje nie współpracowały, jeśli chodzi o ekspansję w Europie ani uprawianie polityki wobec Starego Kontynentu. Skoordynowana akcja zakupu obligacji Włoch czy Hiszpanii byłaby precedensem.

Do niedawna na świecie obowiązywał klarowny układ. To Stany Zjednoczone oraz Europa, ich systemy polityczne oraz gospodarcze były modelem do naśladowania dla całej reszty, a instytucje powołane w ramach układu z Bretton Woods (MFW, Bank Światowy) i dolar jako waluta rezerwowa świata stały na jego straży. Owszem, dochodziło do interwencji finansowych poza systemem – choćby skoordynowanych akcji pożyczkowych Ligi Arabskiej lub tylko państw Zatoki Perskiej, finansowania przez Chiny deficytu Birmy czy Zimbabwe itp., ale nigdy nie dotyczyły one państw zachodnich. Tabu przełamał Pekin, kupując interwencyjnie – nie jako lokatę kapitału – obligacje greckie. Teraz czas na papiery włoskie i hiszpańskie. Wygląda na to, że do akcji włączy się Brazylia. To na razie jednorazowa operacja, ale obie potęgi po raz pierwszy poczują, że pomoc finansowa może zwiększyć ich wpływy nie tylko w biednej Afryce, lecz także na bogatym Zachodzie. Obserwujmy uważnie, co Pekin ugra przy okazji wykupu europejskich obligacji, a ujrzymy kształt przyszłości.