To kontrolowane przez państwo Orlen i Lotos oraz zagraniczne Shell i BP. Liderem jest Orlen, który wywalczył już 18 lokalizacji. Reszta jest w tyle. Lotos ma 7 stacji, Shell 6, a BP – 3. W przyszłym roku układ sił może się jednak zmienić, bo wkrótce rozstrzygną się trzy przetargi na wybór operatorów miejsc obsługi podróżnych (MOP-ów) przy budowanych autostradach A2, A1 i A4. Jest o co walczyć, bo w ramach kontraktów powstanie łącznie 38 obiektów. Do postępowania kwalifikacyjnego zgłosiło się pięciu chętnych. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie podaje nazw, ale „DGP” ustalił, że oprócz Orlenu, Lotosu, Shella i BP w szranki stanął również Statoil.

>>> Czytaj też: Autostradą A2 do Niemiec pojedziemy już w grudniu. Zobacz zdjęcia z budowy

– Potwierdzam. Jesteśmy zainteresowani budową stacji przy autostradach – mówi Krystyna Antoniewicz-Sas, rzecznik Statoil.

10 MOP-ów zaplanowano przy trasie spod Łodzi do rogatek Warszawy, a także wzdłuż autostradowej obwodnicy Mińska Mazowieckiego, 16 obiektów między Toruniem i Tuszynem koło Piotrkowa oraz po drodze ze śląskich Pyrzowic do granicy w Gorzyczkach. 12 obiektów powinno stanąć na A4 z Krakowa do granicy z Ukrainą. Walka będzie ostra, bo uruchomienie stacji przy szybkich trasach to dla koncernów paliwowych dobry interes. Ceny są tam wyższe, a obroty nawet trzykrotnie przekraczają te w innych lokalizacjach. Wartość autostradowego rynku szacowana jest na ponad 2 mld zł rocznie.

Na MOP-ach coraz więcej zarabia również rząd. W tym roku GDDKiA zainkasowała 26,4 mln zł z czynszu i 5,3 mln zł opłaty od przychodów. Przychody z dzierżawy terenów pod stacje będą rosły razem z kolejnymi oddanymi odcinkami nowych dróg. W 2012 r. wyniosą ok. 70 mln zł, żeby rok później przekroczyć już 100 mln zł. Docelowo do 2015 r. MOP-ów ma być w sumie ok. 100, a przychody GDDKiA sięgną 500 mln zł.

Te szacunki martwią branżę paliwową. Krzysztof Romaniuk, dyrektor w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, twierdzi, że koszty związane z czynszem i dzierżawą terenów pod MOP-y w naszym kraju należą do najwyższych w Europie. Jego zdaniem zaplanowana przez GDDKiA sieć stacji autostradowych będzie zbyt gęsta.

>>> Czytaj też: Koncerny paliwowe walczą o miejsca przy autostradach

– Na Zachodzie oddalone są one od siebie o 60 – 70 km, u nas o 20 km. To znacznie pogarsza warunki konkurencyjne – mówi Krzysztof Romaniuk.

Jego zdaniem wyśrubowane są także warunki przetargowe, bo wysokie wymagania GDDKiA sprawiają, że na zwycięstwo w przetargu szansę mają tylko najwięksi gracze na rynku.

– Dzieje się tak dlatego, bo od firm paliwowych wymaga się również m.in. stawiania hoteli. Średnim i małym graczom trudniej jest spełnić ten warunek – mówi szef POPiHN.