Wydatki na reklamę w internecie rosną najszybciej na całym rynku reklamowym. W 2010 r. przekroczyły pułap 1,5 mld zł, a w tym mogą przekroczyć 1,8 mld zł. Jednocześnie sami reklamodawcy mają coraz mniejsze zaufanie do tradycyjnych banerów, które przez ostatnie lata dorobiły się opinii nachalnych i agresywnych.

Jak wynika z reklamowego podsumowania minionego roku, przygotowanego przez IAB Polska, udział w rynku reklamy display, czyli właśnie banerów, po raz pierwszy w historii spadł poniżej 50 proc. Za to największe wzrosty zanotowała reklama wideo – stanowiła 2,2 proc. rynku – ponad dwukrotnie więcej niż w 2009 r.

I zdaje się, że banerów w dalszym ciągu będzie ubywało. Dlatego, że bardzo prosto można je zablokować. Wystarczy trwająca 15 sekund instalacja programu współpracującego z przeglądarką internetową – aż jedna trzecia polskich internautów przyznaje, że korzysta z takiego rozwiązania. Z samego tylko AdBlock’a działającego w przeglądarkach Mozilli korzysta 800 tys. Polaków, co daje nam piąte miejsce na świecie.

>>> Czytaj też: Ceny reklam na Facebooku ostro idą w górę

Banery same sobie zasłużyły na taki los. Jeszcze dwa lata temu były taką plagą, że ich twórcami zajął się UOKiK. Prowadził dwa postępowania w sprawie stosowania reklam typu toplayer (zasłaniały cały ekran) wobec przygotowujących je agencji i kolejne trzy wobec ich zleceniodawców. Jednak nie dopatrzył się złamania prawa i nikogo nie ukarał.

Problem próbowało rozwiązać też Stowarzyszenie Pracodawców Branży Internetowej IAB, które we wrześniu 2010 r. wprowadziło kodeks dobrych praktyk reklamy sieciowej, pod którym podpisały się m.in. największe sieci reklamowe i portale. Przewiduje on zakaz stosowania reklam z automatycznie uruchamianym dźwiękiem, zakaz umieszczania znaku „X” zamykającego reklamę lub jego „uciekania” przed kursorem myszki oraz zakaz reklam dłuższych niż 30 sekund. Jak działa w praktyce?

IAB zapewnia, że świetnie. Katarzyna Jurczak ze stowarzyszenia przyznaje, że od jego wejścia w życie co tydzień wpływa co najmniej kilka skarg na reklamy od internautów. – W takiej sytuacji sprawdzamy, czy dany serwis przyjął wcześniej standard IAB. Wtedy możemy zacząć działać – mówi Jurczak. Dodaje, że stowarzyszenie nie może nikogo zmusić do przystąpienia do standardu. W razie naruszenia przyjętych zasad nie mamy prawa nałożyć kary na członka, możemy go najwyżej wykluczyć, co będzie dla niego oznaczać stratę wizerunkową.

>>> Polecamy: Sprzedam reputację w sieci - lukratywny biznes wchodzi do Polski

PRAWO

Co możesz zrobić z agresywną reklamą

Tomasz Koryzma, partner z kancelarii prawnej CMS Cameron McKenna:

Irytująca reklama internetowa może zostać uznana za sprzeczną z dobrymi obyczajami i gdy nachalnie reklamuje dany produkt, może być potraktowana jako praktyka rynkowa nieuczciwa lub agresywna. Gdy internauta czuje, że reklama istotnie ogranicza jego swobodę wyboru produktu lub korzystania z usług internetowych, powinien zgłosić sprawę przedsiębiorcy, na stronie internetowej którego występuje ta reklama. Jeżeli nie otrzyma od niego satysfakcjonującej odpowiedzi, może się poskarżyć u powiatowego lub miejskiego rzecznika praw konsumentów. Ten ma prawo zażądać od przedsiębiorcy ustosunkowania się do skargi. Brak reakcji przedsiębiorcy jest wykroczeniem, za które grozi sankcja w postaci grzywny w wysokości co najmniej 2 tysięcy złotych.