Doświadczenia międzynarodowe wskazują, że w krajach z elastycznymi rynkami pracy przeciętny czas potrzebny absolwentom na podjęcie pracy jest istotnie niższy niż w krajach, w których restrykcyjne prawo pracy, wysokie opodatkowanie pracy lub wysoka płaca minimalna zniechęcają pracodawców do zwiększania zatrudnienia. Pod koniec lat 90. w Irlandii i Danii absolwenci podejmowali pierwszą pracę przeciętnie po nieco ponad roku od ukończenia szkoły, z kolei we Włoszech i Hiszpanii, cechujących się sztywnymi regulacjami rynku pracy, okres ten trwał odpowiednio 2 i 3 lata. Im szybciej absolwenci podejmują pracę, tym także szybciej zaczynają zdobywać doświadczenie zawodowe, które zwiększa ich wydajność pracy i pozwala osiągać wysokie dochody. Wynagrodzenia osób, które doświadczyły długotrwałego bezrobocia na starcie swojej kariery zawodowej, są od 10 do nawet 20 proc. niższe niż absolwentów, którzy od razu podjęli pracę zawodową.

>>> Czytaj też: Jesteśmy pracoholikami: Polacy już w podstawówce szukają pracy

O szansach młodych na rynku pracy decyduje też jakość kształcenia zawodowego. Jego poprawa jest niezwykle istotna dla obniżenia bezrobocia młodych, ale – jak pokazuje praktyka – może ona jedynie złagodzić negatywny wpływ szkodliwych regulacji na tworzenie nowych miejsc pracy. Rozwiązaniem nie jest także zwiększenie wydatków publicznych na aktywne formy zwalczania bezrobocia (np. szkolenia, staże), bo prawdziwą przyczyną nieodpowiednich kwalifikacji osób w wieku produkcyjnym jest zły system kształcenia zawodowego, szczególnie na poziomie średnim.

Co zatem zrobić, aby było lepiej? Doświadczenia krajów OECD pokazują, że jest kilka kwestii, które znacząco poprawiają dopasowanie edukacji zawodowej na poziomie średnim do potrzeb rynku pracy.

Po pierwsze, uczniowie tych szkół powinni zdobywać wiedzę, która pozwoli im nie tylko na znalezienie pierwszej pracy zgodnej z profilem wykształcenia, lecz także – i co jest bardziej istotne – na dostosowanie się w przyszłości do zmieniających się potrzeb pracodawców. Szkoły zawodowe powinny uczyć myślenia, a nie odtwarzania konkretnych czynności, jak również zdobywania nowych umiejętności. W szybko zmieniającej się gospodarce wiedza zdobyta w trakcie kilku lat nauki wystarczy jedynie na 5, może 10 lat pracy zawodowej.

Po drugie, praktyczna nauka zawodu powinna odbywać się w możliwie największym stopniu w konkretnych przedsiębiorstwach. Doświadczenia zdobyte na szkolnych warsztatach – nawet najlepiej zorganizowanych – będą zawsze mniej wartościowe z punktu widzenia przyszłej kariery zawodowej niż wiedza i umiejętności zdobyte w firmach. W Polsce uczniowie średnich szkół zawodowych spędzają jedynie ok. 15 proc. czasu na praktykach poza szkołą. To zdecydowanie za mało. Przykładowo w Austrii i Niemczech, które słyną z dobrego systemu kształcenia przyszłych fachowców, na pozaszkolne zajęcia w przedsiębiorstwach poświęca się od 50 do 70 proc. czasu. W trakcie takich praktyk uczniowie nie tylko zdobywają umiejętności niezbędne do wykonywania konkretnego zawodu, lecz także uczą się wielu dodatkowych rzeczy przydatnych w każdej innej pracy, jak np. pracy w grupie, pod presją czasu lub punktualności.

>>> Czytaj też: 200 tys. zł za rok nauki za granicą - tak kształci się polska elita

Po trzecie, wybierając ścieżkę kształcenia, uczniowie gimnazjów powinni kierować się aktualną wiedzą o losach absolwentów konkretnych szkół i regionalnych prognozach popytu na pracę. Wówczas wybór będzie świadomy. Wzorem może być wprowadzane obecnie monitorowanie losów absolwentów szkół wyższych. Ponadto najlepiej, gdyby doradcami zawodowymi były osoby spoza szkoły, które profesjonalnie zajmują się pomocą uczniom w wyborze konkretnej ścieżki kształcenia. Tego wyboru nie wolno powierzać osobom zajmującym się tym jedynie dorywczo, jak np. szkolnym psychologom.