Oczywiście dane statystyczne nie są na tyle dokładne, by przewidzieć narodziny siedmiomiliardowego człowieka z dokładnością do dnia, a nawet roku. Ta symboliczna data rozbudziła jednak debatę na temat „przeludnienia,” która na przemian gaśnie i wybucha, od czasu opublikowania przez Thomasa Malthusa Prawa ludności w 1798 r.

Od czasu katastrofalnych wizji „eksplozji demograficznej” z lat 60. i 70. ubiegłego stulecia (gdy na Ziemi żyło dwa razy mniej ludzi niż obecnie), temat ten nie był tak widoczny w przestrzeni publicznej.

>>> Czytaj też: Głód – kolejne oblicze światowego kryzysu gospodarczego

Ton dyskusji jest generalnie mniej apokaliptyczny niż był 40 lat temu, jednak centrum rozważań wciąż stanowi “pojemność planety” dla rodzaju ludzkiego. Ilu ludzi może żyć bez przeszkód na powierzchni Ziemi? Czy jesteśmy w stanie wyżywić ludzkość, której liczebność wzrasta w tempie 76 milionów na rok i, według umiarkowanego scenariusza, przekroczy 9 miliardów do 2050 r.? I wreszcie, czy rosnąca presja ludzkiej cywilizacji na Ziemię, ostatecznie wywoła katastroficzną i nieodwracalną zagładę środowiska naturalnego, od zmian klimatu po masowe wymieranie organizmów żywych?

Niestety naukowcy są równie daleko od zgodnej odpowiedzi. „Szacunki pojemności Ziemi wahają się od miliarda do biliona osób” mówi Joel Cohen, szef Laboratory of Populations na Rockefeller University. „Te liczby, wynikają tak naprawdę z polityki niż z metodologii naukowej. Zaprojektowano je do wsparcia określonego punktu widzenia.”

Z kolei , John Sulston z University of Manchester, prowadzący studia nad zaludnieniem Ziemi dla Brytyjskiego Towarzystwa Królewskiego, mówi, że celem nie powinno być upchanie jak największej możliwej liczby ludzi na powierzchni planety. „Musimy przyjrzeć się temu co pozwoli gatunkowi ludzkiemu rozkwitnąć. Chcemy uzyskać wysoką jakość życia, a nie tylko jakoś się prześliznąć.”

Jednak nie wszyscy postrzegają przeludnienie jako problem. Wieszczącym katastrofę odpowiadają optymiści, argumentujący, ze wzrost populacji może przynieść dobrobyt, bez konieczności poświęcania środowiska naturalnego.

>>> Zobacz też: Czy demografia rozsadzi państwa dobrobytu?

Jesli nie dojdzie do jakiegoś globalnego kataklizmu, liczba mieszkańców Ziemi przekroczy 8 miliardów w ciągu następnych kilkunastu lat. W tym czasie pesymiści i optymiści najpewniej nadal nie dojdą do porozumienia, czy planeta jest już przeludniona, czy nie.