Wśród żądań znalazły się m.in.: rozpoczęcie zwolnień wadministracji (chodzi o likwidację 100 tys. etatów do 2015 r.), przyspieszenie redukcji pensji w budżetówce i emerytur oraz ich zamrożenie do 2015 r., likwidacja do końca roku 65 rządowych agencji, obniżenie wydatków na służbę zdrowia (w tym dopłat do leków), przyspieszenie prywatyzacji, podwyższenie kar za będące w Grecji normą samowole budowlane, a nawet wstrzymanie dotacji dla poczty na prenumeratę gazet.

>>> Czytaj też: Baroin: nikt w UE nie bierze pod uwagę bankructwa Grecji

Ateny oficjalnie opierają się dyktatowi trójki. Rząd Georgiosa Papandreu niechętnie patrzy na kolejne programy oszczędnościowe, ale bez wypłacenia Atenom obu transz pomocy Grecja nie będzie w stanie zrefinansować 8,5 mld euro długu z terminem zapadalności między 19 a 31 grudnia. Dlatego – mimo zapewnień Papandreu, że o kolejnych cięciach nie ma mowy – w e-mailu rozesłanym do poszczególnych resortów, który ujawnił niedzielny „ToVima”, wiceminister finansów Ilias Pendazos apeluje o pośpiech. „Proszę o przygotowanie odpowiedzi w języku angielskim. Deadline: poniedziałek 19/09. To skrajnie pilne” – czytamy w wiadomości

>>> Czytaj też: Portugalia jest tak zadłużona, że państwa nie stać na leki dla obywateli

Wczoraj z przedstawicielem trójki rozmawiał minister finansów Grecji Evangelos Venizelos. Unijni dyplomaci utrzymują, że 15-punktowy plan jest w pełni zgodny z wcześniejszymi ustaleniami. To nie do końca prawda, ponieważ do tej pory była np. mowa o zwolnieniu 80 tys., a nie 100 tys. urzędników oraz likwidacji 35, a nie 60 urzędów. Tymczasem media w Atenach apelują o umiar w stawianiu kolejnych żądań w obawie przed reakcją społeczeństwa. Grecy wyjątkowo nerwowo reagują na kolejne zapowiedzi cięć, kilka razy w roku organizowane są strajki generalne, dochodzi do zamieszek. „Jeśli nasza chora gospodarka zostanie zmuszona do zaakceptowania kolejnych środków zaradczych, doprowadzi to w końcu do wybuchu w społeczeństwie. Podczas kolejnej demonstracji wystarczą gumowe naboje, aby wywołać prawdziwą wojnę domową” – ostrzega publicystka „I Katimerini” Zeza Ziku.