O ogromnym dystansie, jaki dzieli nas od starych krajów Unii, świadczy to, że wskaźnik nasycenia mieszkaniami, jaki notujemy, one osiągnęły już 30 – 40 lat temu. Na przykład w Niemczech, Finlandii, Szwecji czy Danii przypada ponad 500 mieszkań na 1000 mieszkańców. – Jesteśmy za biedni, aby prowadzić łaskawą ręką politykę mieszkaniową – uważa prof. Zofia Bolkowska z Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa w Warszawie. Dodaje, że problemem jest m.in. to, że Polacy chcą mieć w zdecydowanej większości mieszania na własność, a nie wynajmowane.

>>> Czytaj też: Raport z rynku nieruchomości komercyjnych: Polska gwiazdą w Europie

– Brak też odpowiednich przepisów gwarantujących, że ci, którzy wynajmują mieszkania, są spokojni o to, że lokatorzy się wyprowadzą, gdy np. nie płacą czynszu – ocenia prof. Bolkowska. Ale to nie wszystko. – Potrzeby mieszkaniowe narastają, m.in. dlatego że ubywa starych mieszkań, ponieważ nie są one odnawiane i następuje ich zużycie – mówi dr Bogusława Ziółkowska z Politechniki Częstochowskiej. Dodaje, że jednocześnie stosunkowo mało jest rodzin, które mogą za własne pieniądze wybudować dom. – A dostęp do kredytów hipotecznych jest coraz trudniejszy – akcentuje dr Ziółkowska. Nie jest więc przypadkowe, że choć zbyt mało jest mieszkań w stosunku do liczby gospodarstw, to jednocześnie deweloperzy nie mają obecnie chętnych na około 10 tys. gotowych już mieszkań. A np. jeszcze trzy, cztery lata temu nie było ich niemal w ogóle.

– Problemu nie rozwiązały też towarzystwa budownictwa społecznego – mówi Jarosław Strzeszyński, ekspert z Instytutu Analiz Monitora Rynku Nieruchomości. Jego zdaniem budują one bardzo mało, bo nie sprzyjają im rozwiązania prawne. – Obawiam się, że w przyszłości przybywać będzie rodzin bez własnego kąta – twierdzi Strzeszyński.z roku na rok narasta niedobór mieszkań. Przed dziewięcioma laty brakowało ich 950 tys., w roku ubiegłym liczba gospodarstw domowych była już o blisko 1,1 mln większa niż mieszkań – wynika z wyliczeń „DGP” na podstawie danych GUS. O ogromnym dystansie, jaki dzieli nas od starych krajów Unii, świadczy to, że wskaźnik nasycenia mieszkaniami, jaki notujemy, one osiągnęły już 30 – 40 lat temu. Na przykład w Niemczech, Finlandii, Szwecji czy Danii przypada ponad 500 mieszkań na 1000 mieszkańców. – Jesteśmy za biedni, aby prowadzić łaskawą ręką politykę mieszkaniową – uważa prof. Zofia Bolkowska zWyższej Szkoły Zarządzania i Prawa w Warszawie. Dodaje, że problemem jest m.in. to, że Polacy chcą mieć wzdecydowanej większości mieszania na własność, a nie wynajmowane. – Brak też odpowiednich przepisów gwarantujących, że ci, którzy wynajmują mieszkania, są spokojni o to, że lokatorzy się wyprowadzą, gdy np. nie płacą czynszu – ocenia prof. Bolkowska. Ale to nie wszystko. – Potrzeby mieszkaniowe narastają, m.in. dlatego że ubywa starych mieszkań, ponieważ nie są one odnawiane i następuje ich zużycie – mówi dr Bogusława Ziółkowska z Politechniki Częstochowskiej. Dodaje, że jednocześnie stosunkowo mało jest rodzin, które mogą za własne pieniądze wybudować dom.

– A dostęp do kredytów hipotecznych jest coraz trudniejszy – akcentuje dr Ziółkowska. Nie jest więc przypadkowe, że choć zbyt mało jest mieszkań w stosunku do liczby gospodarstw, to jednocześnie deweloperzy nie mają obecnie chętnych na około 10 tys. gotowych już mieszkań. A np. jeszcze trzy, cztery lata temu nie było ich niemal w ogóle. – Problemu nie rozwiązały też towarzystwa budownictwa społecznego – mówi Jarosław Strzeszyński, ekspert z Instytutu Analiz Monitora Rynku Nieruchomości. Jego zdaniem budują one bardzo mało, bo nie sprzyjają im rozwiązania prawne. – Obawiam się, że w przyszłości przybywać będzie rodzin bez własnego kąta – twierdzi Strzeszyński.