„Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego euro ma takie kłopoty, zapomnij na moment o zadłużeniu krajów i zagranicznych obligacjach – a przyjrzyj się dobrze tej walucie. Na banknotach euro znajdziesz tylko nieistniejące budynki, brak na nich narodowych bohaterów. Brak tożsamości – to właśnie z tego powodu upada strefa euro”, pisze publicysta The Financial Times, Gideon Rachman.

W weekend Tim Geithner, sekretarz skarbu USA powiedział, że Europie brak silnego przywództwa. Jednak problem, z którym mierzy się teraz ten kontynent sięga głębiej niż to. Otóż polega na tym, że poczucie solidarności narodowej jest dużo bardziej silne niż poczucie solidarności wspólnotowej.

W większości europejskich krajów, włączając w to Niemcy, euro zostało wprowadzone bez wsparcia ze strony opinii publicznej, która wyraziłaby swoje jednoznaczne poparcie w otwartym głosowaniu. Politycy założyli, że wyborcy pokochają wspólną walutę, ponieważ uznają, że stanie się ona podstawą dobrze prosperującej i silnej Europy. Ale dopiero teraz, kiedy wspólna waluta kojarzy się z bólem, planami redukcji deficytu i zadłużenia, granice europejskiej solidarności stały się wyraźne.

“Na walutach narodowych zobaczymy prawdziwych ludzi i prawdziwe miejsca: George’a Washingtona na dolarze, czy teatr Bolshoi na rosyjskim rublu. Ale europejska tożsamość jest jeszcze zbyt ulotna na takie wizerunki. Wybór miejsca, czy bohatera z jednego kraju byłby zbyt kontrowersyjny, więc władze unijne zdecydowały kiedyś, że na euro znajdą się wymyślone miejsca, które nigdzie nie istnieją i nikogo nie reprezentują. Teraz, gdy minęła już dekada od czasu, gdy pierwsze banknoty euro wyszły z maszyn drukarskich, to właśnie ten brak tożsamości może utopić wspólną walutę" – pisze dalej Rachman.

Zatem kiedy Angela Merkel, niemiecka kanclerz, zarządzi euroobligacje (zabezpieczane przez wszystkie kraje ze strefy euro), nie będzie to oznaczać, że brak jej wyobraźni, albo dobrego pomysłu. Ona doskonale wie, że Niemcy nigdy nie zgodzą się na finansowanie długów Europy Południowej. A inne bogate kraje – Finlandia i Dania są jeszcze bardziej cięte na zablokowanie międzynarodowych pożyczek. W tym samym czasie złość wobec jedynie sprawiedliwej, dumnej Europy Północnej opanuje dotknięte radykalnymi cięciami budżetowymi narody, takie jak Grecja, Portugalia, Hiszpania czy Włochy.

Nouriel Roubini, znany na całym świecie ekonomista, powiedział dla „The Financial Times”, że wyjście Grecji ze strefy euro może leżeć w interesie tego kraju, jeśli patrzymy z perspektywy długoterminowej. Jednak krótkoterminowe konsekwencje ekonomiczne i polityczne wydają się bardzo ponure – i to nie tylko dla Grecji. „Europa może wkrótce zobaczyć upadki banków, coraz większą potrzebę oszczędności, rosnące bezrobocie, niepokoje społeczne, radykalizm polityczny, wzmożone napięcie pomiędzy państwami i upadek samej Unii Europejskiej”.

„Eurosceptycy, którzy stawiali opór wspólnej walucie, przewidzieli wszak tego rodzaju scenariusze. Ich argumenty są ciągle aktualne i warto ich posłuchać – nie jako wytłumaczenia podstaw kryzysu, ale jako przewodnika w tym, co jeszcze może nas spotkać”, pisze dalej znany publicysta FT. 

Jeśli jednak Europa pójdzie drogą dalszego umacniania jedności – poprzez euroobligacje, centralizację podatków, pozostaną nam tylko dwie drogi. Albo dzisiejsze programy redukcji deficytów, połączone z ratunkowymi pożyczkami zdadzą egzamin. Albo niektóre europejskie kraje zbankrutują i zostaną przy narodowych walutach.

Wobec scenariusza, jaki nakreślił ostatnio guru ekonomii, przyznanie ostatecznie racji przeciwnikom euro, to niewielka rekompensata – nawet dla eurosceptyków.