Seria słabych danych na temat amerykańskiej gospodarki powoduje, że znów rosną oczekiwania wobec dzisiejszego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Dla szefa banku centralnego USA Bena Bernankego oznacza to podwójne wyzwanie: musi wiedzieć, co zrobić i przekonać do tego pozostałych członków.

W związku ze słabnącym wzrostem gospodarczym i utrzymującym się wysokim bezrobociem wiele osób się spodziewa, że Fed podejmie jakieś działania stymulujące wzrost gospodarczy. Problemem jest jednak to, że podstawowy instrument banku centralnego, jakim jest obniżenie stóp procentowych, został już dawno wyczerpany. W czerwcu Rezerwa Federalna zakończyła program skupu obligacji skarbowych na łączną sumę 600 mld dolarów (tzw. ilościowe luzowanie polityki monetarnej – QE2) i od pewnego czasu spekuluje się, że wkrótce zostanie uruchomione kolejne takie działanie. QE3 mogłoby polegać na zamianie obligacji o krótszym terminie zapadalności na dłuższe.

>>> Czytaj też: Najgorsza dekada w historii USA. Zobacz jak rozwijały się Stany w XX w.

Ale wśród członków Fed decyzję podejmuje Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC), w skład którego wchodzi siedmiu członków Rady Gubernatorów oraz 5 z 12 szefów banków tworzących system Rezerwy Federalnej – bynajmniej nie ma w tej sprawie zgody. Amerykański dziennik „The Wall Street Journal” wyróżnił sześć frakcji w grupie osób podejmujących decyzję, przy czym nie wszystkie mają wyraziste poglądy.

Zdecydowanymi gołębiami są szefowie Banków Rezerw Federalnych z Chicago i Bostonu – Charles Evans i Eric Rosengren. Uważają oni, że bank centralny powinien robić więcej, by pobudzić gospodarkę – przynajmniej dopóki bezrobocie nie spadnie poniżej 7,5 proc. (obecnie wynosi ono 9,1 proc.). Po przeciwnej stronie barykady są szefowie banków – z Dallas Richard Fisher i Filadelfii Charles Plosser. Jastrzębie ostrzegają, że luzowanie polityki monetarnej doprowadzi do dalszego wzrostu inflacji (która i tak w USA jest wyższa niż np. w strefie euro), co przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych.

Pomiędzy nimi jest cała reszta z Benem Bernankem na czele. Sam szef Fed – którego styl zarządzania jest bardziej koncyliacyjny niż w przypadku jego poprzedników Alana Greenspana i Paula Volckera – skłania się do pewnego stymulowania gospodarki, ale mając na uwadze kontrolowanie inflacji. Zapewne większość niezdecydowanych członków FOMC będzie skłonna poprzeć stanowisko Bernankego. A to oznaczałoby, że jakaś forma stymulowania gospodarki jest prawdopodobna.