Wiarygodność kredytowa Włoch – czwartej gospodarki Europy – jest od wczoraj taka sama jak Polski (kategoria A). Bez ostrzegania inwestorów Standard & Poor’s obniżył o jeden poziom rating Rzymu i poinformował, że dalsza degradacja jest kwestią czasu, jeśli rząd nie uzdrowi finansów publicznych. Agencja nie wierzy w powodzenie planu naprawczego (cięcia rzędu 60 mld euro) napisanego przez rząd Silvio Berlusconiego.

Premier zareagował bardzo gwałtownie. – To jest decyzja podyktowana względami politycznymi, której podstawą są doniesienia prasowe, nie fakty – uznał Berlusconi. Ocena S&P jest o trzy szczeble niższa niż rating przyznany Włochom przez drugą co do wielkości agencję kredytową świata Moody’s.

– Decyzja S&P wzmacnia postrzeganie Włoch przez inwestorów, którzy nie mają zaufania do planu oszczędnościowego rządu. Rynki nie zareagowały znaczącymi spadkami, bo zła ocena już była wliczona w notowania włoskich obligacji – mówi „DGP” Cinzia Alcidi, ekspertka brukselskiego Centrum Europejskich Studiów Politycznych (CEPS). Uważa, że ze względu na procesy sądowe i kłopoty obyczajowe 74-letni Berlusconi nie ma już ani czasu, ani energii, aby wyprowadzić kraj na prostą. Stąd coraz bardziej popularny pomysł powołania rządu przejściowego (do wyborów w 2013 r.), na którego czele mógłby stanąć były komisarz ds. jednolitego rynku Mario Monti. W opinii Alcidi Moody’s w najbliższych dniach pójdzie śladami S&P i także obniży rating Włoch.

Głównym powodem wątpliwości S&P wobec planu Berlusconiego jest spodziewany słaby wzrost gospodarczy, a więc i słabe dochody fiskalne. Zdaniem S&P w kolejnych latach wzrost ten wyniesie tylko 0,7 proc. Włoski rząd oparł natomiast swoje wyliczenia na złożeniu, że już w tym roku PKB zwiększy się o 1,3 proc. i w kolejnych latach też będzie rósł o przeszło 1 proc. Zdaniem agencji słaba koniunktura gospodarcza to skutek wysokiego bezrobocia, obaw konsumentów oraz niewielkiego popytu na włoskie towary eksportowe.

S&P uważa, że zrównoważyć budżetu Włoch nie da się także z powodu rosnących kosztów obsługi długu. Zobowiązania (1,9 biliona euro) są większe niż łączny dług Hiszpanii, Grecji, Portugalii i Irlandii. Do końca roku Rzym musi wyemitować obligacje za 113 mld euro, aby zdobyć fundusze na spłatę poprzednich zobowiązań. Do tej pory tak poważny dług nie wywoływał paniki na rynku, bo większość włoskich obligacji kupowały krajowe banki.

– Takiego układu utrzymać się już nie da. Jeśli włoskie banki nadal będą inwestowały na taką skalę w zakup obligacji skarbowych Włoch, ich wiarygodność się załamie – wskazuje Nicholas Spiro z londyńskiej agencji analitycznej Spiro Sovereign Strategy.

S&P wskazuje też, że w pakiecie oszczędnościowym rząd Berlusconiego nie przeforsował żadnej reformy strukturalnej, która pomogłaby zdynamizować wzrost gospodarczy. Zabrakło planów liberalizacji rynku usług i prywatyzacji wielkich przedsiębiorstw. Pakiet opierał się głównie na podwyższeniu podatków, które, zdaniem S&P i tak już wysokie, były kulą u nogi gospodarki.

Autorzy raportu mają wątpliwości, czy ta koalicja rządowa zdoła opracować nowy plan oszczędnościowy, bo opracowanie pierwszego pakietu poprzedziły wielomiesięczne targi i pod naciskiem różnych grup premier wycofywał się z najważniejszych pomysłów na ograniczenie deficytu państwa.

– Decyzja S&P faktycznie oznacza obniżenie oceny zdolności włoskich polityków do podjęcia odważnych decyzji. A bez zaufania do Włoch nie może być mowy o zaufaniu inwestorów do utrzymania unii walutowej – uważa Sony Kapoor, dyrektor brukselskiego instytutu ekonomicznego Redefine.

Grecy chcą euro. Premier referendum

Pogłoski o możliwym referendum w sprawie wyjścia ze strefy euro stały się wczoraj tematem dnia w Grecji.

Przeciek może być balonem próbnym do wysondowania reakcji na taką decyzję. Dyskusja o referendum nieco przyćmiła inną wiadomość z Aten. Grekom udało się wczoraj sprzedać warte 1,25 mld euro trzymiesięczne obligacje, dzięki czemu – ostatniego dnia przed terminem – spłacono 769 mln euro odsetek od innych papierów dłużnych. Grecja musiała jednak zaoferować 4,56 proc., o 0,06 pkt proc. więcej niż podczas poprzedniej takiej aukcji, która miała miejsce 16 sierpnia.

O referendum napisał wczoraj grecki dziennik „I Katimerini”. Dziennikarze, powołując się na współpracowników premiera Georgiosa Papandreu, twierdzą, że kwestia referendum jest omawiana od wczesnego lata. W przypadku porażki Papandreu miałby rozpisać nowe wybory. To posunięcie va banque: rządzący socjaliści od czerwca ustępują w sondażach prawicowej Nowej Demokracji. Z drugiej strony nowe rozdanie dałoby zwycięzcy silniejszą legitymację do kolejnych cięć budżetowych.

Problem w tym, że prawo europejskie nie przewiduje procedur, które umożliwiałyby opuszczenie strefy euro. Powrót do drachmy byłby możliwy na ogólnych zasadach prawa traktatów, ale wiązałby się z koniecznością porozumienia z pozostałymi członkami strefy. Część z nich otwarcie się jednak takiej możliwości sprzeciwia, obawiając się otwarcia drzwi do postępującego rozkładu strefy euro.

W rządzie jednak – jak twierdzi „I Katimerini” – dojrzewa teza, że przywrócenie drachmy i jej szybkie zdewaluowanie może być jedynym wyjściem, by poprawić konkurencyjność greckiej gospodarki. Na największe ryzyko byłby wówczas wystawiony system bankowy. Grecy – spodziewając się dewaluacji – wycofaliby swoje pieniądze z kont oszczędnościowych.

Co więcej, w referendum prawdopodobna jest porażka rządu. Nawet zakładając, że nie przekształciłoby się ono w plebiscyt „za czy przeciw władzy”, większość Greków nie chce rezygnować ze wspólnej waluty. W ostatnim sondażu na ten temat, który w maju przeprowadziła firma Public Issue, 66 proc. respondentów opowiedziało się za pozostawieniem unijnej waluty. Powrotu do drachmy chce 16 proc. Greków.

Rewelacje „I Katimerini” zostały odebrane jako próba wybadania reakcji społeczeństwa i zagranicy na ewentualną decyzję w tej sprawie. Po kilku godzinach rzecznik rządu pogłoski zdementował. – W ogóle nie dyskutowaliśmy o tym – podkreślił Angelos Tolkas, przyznając jednak, że rząd szykuje przepisy, które by to umożliwiały. Choć konstytucja przewiduje możliwość rozpisania referendum, nigdy nie przyjęto przepisów wykonawczych, a ostatni plebiscyt – w sprawie zniesienia monarchii – Grecy przeprowadzili 37 lat temu.