Decyzja Fed była całkowicie zgodna z oczekiwaniami rynkowymi - zapowiedź zamiany obligacji o terminie wygaśnięcia do trzech lat na te o dłuższym terminie wykupu była tym, o czym spekulowano we wszystkich głównych mediach. Nie było zaskoczenia, a zatem reakcją inwestorów mogło być tylko rozczarowanie. Rozczarowanie podwójne, ponieważ łatwo dojść do wniosku, że Fed może już "tylko" utrzymywać stopy procentowe na niskim poziomie, ale nie zmieni w ten sposób skłonności Amerykanów do zaciągania kredytów, ponieważ są oni albo zbyt zadłużeni już obecnie, albo zbyt obawiają się utraty pracy. Albo jedno i drugie. Dodatkowo wypłaszczenie krzywej rentowności wpływa niekorzystnie na wyniki sektora bankowego, który został poważnie przeceniony wczoraj, także ze względu na obniżki ratingów.

Na decyzji Fed skorzystali posiadacze długoterminowych obligacji - rentowność papierów 10-letnich spadła do rekordowych 1,87 proc.

S&P stracił wczoraj prawie 3 proc., co było także konsekwencją zachowania rynku na wcześniejszych sesjach - od początku tygodnia indeks bez powodzenia próbował się przebić przez poziom 1220 pkt. Skoro nie da się rosnąć... Indeks znajdzie wsparcie w postaci linii pociągniętej po ostatnich dołkach, tuż poniżej poziomu 1150 pkt, gdzie zniżki powinny się zatrzymać choć przez jakiś czas. Zejście niżej może wywołać nową falę wyprzedaży na Wall Street. Warto w tym kontekście przypomnieć, że według wyliczeń Bloomberga, Amerykanie wycofali przez ostatnie cztery miesiące 75 mld USD z funduszy akcji - więcej niż w okresie październik 2008 - luty 2009 (po upadku Lehman Bros.), kiedy właśnie masowa ucieczka z funduszy poprzedziła zakończenie całej bessy. Nie jest to gwarancja zakończenia spadków już teraz, ale bez wątpienia sytuacja wygląda lepiej, kiedy akcje są już sprzedane niż wówczas, kiedy fala paniki miałaby dopiero nadejść.

Rynki w Azji nie przejmują się takimi niuansami. Wstępny odczyt chińskiego indeksu PMI dla sektora produkcji we wrześniu spadł do 49,4 (rejon poniżej 50 oznacza regres sektora) spychając indeksy z klifu. Hang Seng spadł o 4,4 proc. (na pół godziny przed końcem notowań), w Szangahaju zniżka sięgała 2,4 proc. 2,1 proc. stracił Nikkei, a Kospi aż 2,9 proc. Indeks giełdy w Dżakarcie spadał dziś rano o ponad 6 proc.

W Europie rzecz jasna nastroje będą słabe z tego powodu, a przecież oprócz widma recesji kontynent zmaga się także z problemem zadłużenia. Obawy o Grecję wciąż są żywe i przyczynią się do spadków na otwarciu notowań. Warto przypomnieć, że część indeksów europejskich mocno spadała już wczoraj, więc przynajmniej w części spadki na Wall Street zostały już zamortyzowane.

Ta ostatnia uwaga nie dotyczy WIG20, który wbrew światowym tendencjom zyskał wczoraj 0,2 proc. Ceną za wczorajszą postawę GPW może być silniejsza niż we Frankfurcie czy Paryżu przecena na otwarciu notowań. Bardzo prawdopodobne, że negatywne nastroje utrzymają się do końca dnia. Inwestorzy mogą liczyć tylko na wstępne odczyty PMI w Europie (między 9:00 i 10:00) i na dane o liczbie nowych zasiłków dla bezrobotnych w USA (14:30) plus publikację indeksu wskaźników wyprzedzających (16:00).