Premier zaznaczył na konferencji prasowej we Wronkach, że koncesjonowanie potencjalnych złóż gazu łupkowego rozpoczęło się mniej więcej cztery lata temu i - jak stwierdził - nie było to przemyślane. "Nic więcej nie będę na ten temat mówił, ponieważ od wielu miesięcy władza publiczna bada te działania w sumie w ostatnich pięciu latach. Będziemy wyciągali z tego wnioski i konsekwencje" - zapowiedział Tusk.

Apelował, by się jednak nie niepokoić, bo przydział koncesji na poszukiwanie nie jest jednoznaczny z pozwoleniem na eksploatację złóż.

Przypomniał, że rząd przygotował założenia nowych przepisów, które pozwolą, by niezależnie od tego, kto będzie eksploatował te złoża, beneficjentem gazu łupkowego było polskie państwo, a co za tym idzie, obywatele.

"Jeśli miałoby być tak, że to Rosjanin będzie ten gaz kopał, a Polak będzie na tym zarabiał, to jest całkiem niezła historia z niezłym +happy endem+" - stwierdził.

Wicepremier Waldemar Pawlak ocenił, że nawet jeśli część koncesji na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego trafi do firm, które chciałyby blokować wydobycie, to inni koncesjonariusze będą ten surowiec skutecznie eksploatować.

Pawlak mówił w czwartek, że rokowania dotyczące gazu łupkowego są bardzo dobre, a z pierwszych odwiertów popłynął już surowiec. "To są inwestycje wymagające dużego zaangażowania kapitału i technologii i ten proces będzie trwał kilka lat. Ale realne jest, że w perspektywie kilkunastu lat gaz łupkowy może zmienić geopolitykę i w Polsce, i na Ukrainie" - ocenił polityk.

"Nie miałbym specjalnych wątpliwości, bo nawet jeśli część koncesji będzie w rękach firm, które będą chciały blokować wydobycie, to reszta będzie skutecznie działać" - dodał wicepremier.

Czwartkowy "Dziennik Gazeta Prawna" przytoczył wypowiedzi polskich eurodeputowanych, którzy powołując się na nieoficjalne informacje z Komisji Europejskiej twierdzą, że co piąta koncesja w Polsce trafiła w ręce rosyjskich firm. Gazeta cytuje też ekspertów, którzy twierdzą, że firmy te mogłyby spowalniać prace na swoich koncesjach lub wręcz blokować wydobycie gazu niekonwencjonalnego, bo leży to w interesie Rosji. Europosłowie podkreślają, że przed wygaśnięciem 5-letniej koncesji trudno jednak stwierdzić, czy prace na niej były celowo opóźniane.

Podobne zastrzeżenia zgłaszał wiosną, w czasie prac w Sejmie nad nowym Prawem geologicznym i górniczym, prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jak mówił wtedy Kaczyński, wprowadzenie możliwości handlu koncesjami na wydobycie gazu i niewydobywania go po zakupie koncesji może doprowadzić do tego, że złoża znajdą się "w rękach osób, które mają zupełnie inne interesy niż Polska", dla których "odkrycie w Polsce dużych złóż gazu łupkowego będzie zmianą na niekorzyść".

Główny geolog kraju Jacek Jezierski tłumaczył w odpowiedzi w Sejmie, że koncesje nie mogą być "zamrożone", nie dają prawa do nieprowadzenia poszukiwań czy niewydobywania złóż. "W koncesji są warunki, na jakich jest ona przyznawana. Jeśli (firma) nie spełni warunków w niej zapisanych, to koncesja zostanie odebrana" - podkreślał.

Wyjaśniał też, że zasady przyznawania koncesji w nowym prawie się nie zmieniły, udzielane są koncesje na poszukiwanie złóż, a potem osobna koncesja wydobywcza. Jezierski mówił też, że nie zmieniły się zasady obrotu koncesjami. "Tak samo poprzedni rząd, jak i obecny udzielają koncesji na poszukiwania i koncesje na wydobycie złóż. Poszukiwania złóż są bardzo kosztowne i to naturalne, że firmy po znalezieniu złóż przystępują do poszukiwania partnerów do ich wydobycia, którzy zainwestują swoje pieniądze. Tak dzieje się na całym świecie, że firmy montują konsorcja, które potem przystępują później do eksploatacji kopalin" - wyjaśniał Jezierski.

Minister środowiska wydał już ponad 100 koncesji na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego. Mają je m.in.: PGNiG, Orlen Upstream, Lotos, amerykańskie ExxonMobil, Chevron, Maraton, ConocoPhillips i angielska Lane Energy.