Polska, która jest przez FTSE klasyfikowana jako rynek kapitałowy zaawansowany wschodzący, została wciągnięta na tzw. listę obserwacyjną. Ma szansę na awans do grona rynków rozwiniętych, których – według tej instytucji – jest w tej chwili na świecie 25. Znajdują się głównie w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. FTSE zalicza do nich także Australię i Japonię. Zdaniem organizacji polski rynek spełnia już standardy rynku rozwiniętego m.in. pod względem jakości regulacji prawnych, kształtu systemu rozliczeń czy poziomu rozwoju rynku instrumentów pochodnych.

>>> Czytaj też: Polska może wypaść z grupy krajów rozwijających się

Zaufanie inwestorów

– Gdyby Polska znalazła się formalnie na liście krajów rozwiniętych FTSE, byłby to początek kilkuletniej drogi do tego, by inwestorzy faktycznie zmienili podejście do naszego kraju – uważa Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers. Jest przekonany, że w końcu się to uda, bo w najbliższych latach powinniśmy się spodziewać podobnych ruchów ze strony bliźniaczych instytucji, jak MSCI czy Dow Jones. A to pomoże zmienić nastawienie banków, ubezpieczycieli i funduszy inwestycyjnych.

Ekonomiści twierdzą, że korzyści z faktycznego wejścia do najwyższego koszyka będą spore. Odczują je wszyscy Polacy. – Rynki uznawane za rozwinięte cieszą się większym zaufaniem inwestorów. Ich giełdy są więc mniej narażone na zawirowania, a kurs waluty mniej podatny na wahania i ataki spekulacyjne – tłumaczy ekonomista Banku Zachodniego WBK Piotr Bielski. To oznaczałoby, że nasze oszczędności byłyby bezpieczniejsze.

Eksperci podkreślają jednak, że awans w oczach inwestorów nie będzie taki łatwy, jak się wydaje. – Czechy już od kilku lat są formalnie w gronie rynków rozwiniętych. Praktyka pokazuje jednak, że inwestorzy wciąż utożsamiają ten kraj z sąsiadami klasyfikowanymi przez firmy doradcze jako rynki rozwijające się – wskazuje Orłowski.

>>> Czytaj też: Ekonomiści Nordea Bank: polską walutę czeka "krwawa łaźnia"

Na giełdzie bez echa

Decyzja FTSE o wciągnięciu Polski na listę obserwacyjną rynków kapitałowych mogących awansować do grona rozwiniętych nie wpłynęła pozytywnie na warszawski parkiet i złotego. Wczoraj WIG spadł o ponad 6 proc., a euro umocniło się w stosunku do złotego o 2 proc. – To pokazuje, że nie należy przeceniać decyzji FTSE. Po pierwsze, większe wrażenie na inwestorach zrobiłoby chociażby podniesienie ratingu Polski. Po drugie, obecnie uwaga inwestorów koncentruje się na wielu ważniejszych wydarzeniach związanych ze strefą euro. Nie zauważyli po prostu tej informacji. Nie spodziewałbym się też jakiejś znaczącej reakcji, gdy już dojdzie do przesunięcia Polski w klasyfikacji – mówi Bielski.

FTSE klasyfikuje 70 rynków finansowych do czterech kategorii: rozwinięte (25), zaawansowane wschodzące (10), drugorzędne wschodzące (12), początkujące (26). W przyszłym roku do grona rozwiniętych obok Polski ma szansę awansować Tajwan. Spółka FTSE należy do wydawnictwa Financial Times i giełdy londyńskiej.

>>> Czytaj też: Załamanie na GPW. Indeksy runęły o ponad 7 procent