Paul Krugman w początkach kariery zajmował się właśnie demistyfikacją mitów o różnicach kulturowych. W 1988 r. napisał w magazynie „Fortune” tekst pt. „Podaż, popyt i... angielska kuchnia”, w którym wyjaśnił, dlaczego tradycja kulinarna Albionu ma tak fatalną reputację w porównaniu z wyczynami kucharzy francuskich czy hiszpańskich.

>>> Czytaj też: Nobel z ekonomii dla Paula Krugmana

Zdaniem późniejszego noblisty nie ma to nic wspólnego z kulturą, lecz da się wytłumaczyć prostymi prawami rynku. Wszystkiemu winna XVIII-wieczna angielska industrializacja, która dokonała się tu wcześniej niż w innych częściach Europy i zmusiła rzesze Brytyjczyków do porzucenia obszarów wiejskich i przeniesienia się do miast. Głównie do Londynu, który przez cały XIX wiek był największą metropolią świata i z powodu gęstego zaludnienia nie miał możliwości produkowania własnej taniej żywności. Jedzenie dla metropolii trzeba było więc sprowadzać. A ponieważ mówimy o czasach, gdy ani szybki transport, ani techniki chłodnicze nie były jeszcze w powszechnym użyciu, londyńczycy byli w praktyce skazani na jedzenie zdolne długo zachowywać świeżość, nawet jeśli niekoniecznie najsmaczniejsze. W tej sytuacji nie było też mowy o bardzo zróżnicowanych posiłkach. Tak zrodziła się owiana złą sławą „skromna” wiktoriańska kuchnia, która siłą tradycji towarzyszy Brytyjczykom do dziś.

>>> Czytaj też: Nasar: Jak narodziła się nowoczesna ekonomia

Są autorzy, którzy rozbijają w ten sam sposób mit głoszący, że społeczeństwa krajów rozwiniętych są bardziej humanitarne od tych biedniejszych. Koronnym dowodem w tej sprawie jest przestrzeganie praw zwierząt. Trudno zaprzeczyć, że są one chronione lepiej w Niemczech czy USA niż w Meksyku albo Azerbejdżanie. Czy to jednak oznacza, że w Baku mieszkają barbarzyńcy, a w Nowym Jorku anioły? Publicysta ekonomiczny „New York Timesa” Eduardo Porter uważa, że nie. Jego zdaniem kluczem do rozkodowania tej różnicy kulturowej jest cena kilograma mięsa.

Zwyczajna meksykańska rodzina wydaje na jedzenie średnio jedną piątą swojego budżetu, a jej statystyczny amerykański odpowiednik tylko jedną dziesiątą. Oznacza to po prostu, że każda podwyżka ceny mięsa o 10 proc. uderzy bardziej w tych pierwszych. Według danych World Values Survey Meksykanin będzie wówczas jadł o 5 proc. mniej mięsa, podczas gdy Amerykanin zmniejszy konsumpcję o 0,9 proc. A ponieważ bardziej humanitarne zabijanie zwierząt kosztuje w przybliżeniu właśnie te 10 proc., trudno się dziwić, iż obrońcę ich praw spotka się częściej w Ameryce Północnej niż w Południowej. Słowem litowanie się nad losem biednego prosiaczka dużo bardziej zmienia realną dietę Meksykanina niż Amerykanina.

>>> Czytaj też: Tylko ekonomia behawioralna może wyjaśnić kryzys i chaos na rynkach

Jednak jako ostateczny argument na to, że kwestia ceny odgrywa decydującą rolę w rozumieniu różnic kulturowych, daje dopiero eksperyment Josepha Heinricha. Ten ekonomista o zacięciu kulturoznawcy postanowił wykorzystać grę w ultimatum. Polega ona na tym, że gracz A dostaje pewną sumę pieniędzy i musi się nią podzielić według własnych preferencji z graczem B. Jeśli jednak B odrzuci jego propozycję, obaj odchodzą z pustymi rękoma.

Nowatorstwo eksperymentu Heinricha polegało na tym, że zadał on to pytanie przedstawicielom kilku żyjących w najbardziej pierwotnych warunkach wspólnotom wiejskim z całego świata. Wieśniacy z Peru dzielili się zazwyczaj tylko 25 proc. pieniędzy, a z kolei Indonezyjczycy oferowali nie mniej niż 50 proc. Powód? O strategiach decydowała zazwyczaj socjodynamika panująca w danej wspólnocie. Peruwiańczycy byli społecznością bardziej autarkiczną – rzadziej handlowali poza kręgiem rodziny i odczuwali mniejsza presję społeczną na dzielenie się. Z ich perspektywy egoizm był po prostu tańszy. Z kolei Indonezyjczycy trudnili się głównie wielorybnictwem, a więc zajęciem zespołowym. Dla nich oferowanie większej części pieniędzy było bardziej opłacalne.

Wnioski z tych poszukiwań są więc w sumie optymistyczne. Nawet różnice kulturowe wydają się mniej zagmatwane, jeśli zastosuje się do nich odpowiedni ekonomiczny wytrych.