Jak napisał wczoraj dziennik „Liberation”, sam bank Dexia udzielił w latach 1995 – 2009 takich pożyczek 5,5 tysiącom gmin, departamentom, regionom, szpitalom, szkołom i innym jednostkom należącym do władz lokalnych. Z powodu zmian oprocentowania muszą one zapłacić łącznie o 3,9 mld euro więcej niż pożyczony kapitał i zakładane początkowo odsetki. Termin spłaty większości kredytów kończy się w latach 2025 – 2030.

Śladem banku Dexia, który przez lata był główną instytucją kredytującą francuskie samorządy, poszły inne wielkie banki, w tym Credit Agricole i Societe Generale. Na razie nie wiadomo, jak dużo takich kredytów udzieliły.

>>> Czytaj też: Francuskie banki nie przetrwają spirali greckiego długu?

Mechanizm pożyczek był następujący: w pierwszych 3 – 5 latach rata była bardzo niska i stała. Potem jednak rata stawała się zmienna i zależała od skomplikowanych instrumentów pochodnych powiązanych m.in. z ceną elektryczności, kursami walut czy wybranymi indeksami giełdy w Nowym Jorku. Jednym z przykładów jest departament Seine-Saint-Denis, który do 2026 roku spłaca kredyt uzależniony od skomplikowanej (spisanej w 10 linijkach) formuły kursu euro do franka.

Na 72 mld euro udzielonych samorządom kredytów przez Dexia aż połowa to kredyty toksyczne. Z tego 10,5 mld euro to kredyty, od których odsetki mogą jeszcze w przyszłości bardzo gwałtownie pójść w górę, a 6 mld euro zostało określone jako wybuchowe.

Wysokość rat pożyczek toksycznych i tak już po 2008 roku wzrosła, bo wraz z kryzysem skoczyły też stopy produktów finansowych, z którymi kredyty były powiązane. I tak miasto Antibes, które zaciągnęło kredyt na 60 mln euro, musi teraz (poza kapitałem i zakładanymi odsetkmi) dopłacić 21 mln euro, a departament Loary do 96 mln euro pożyczki i odsetek musi dopłacić 22 mln euro. Jak pisze „Liberation”, wysokość łącznego oprocentowania kredytów skoczyło już dla wielu samorządów do 10, a nawet 15 procent i z tego powodu część z nich może nawet zbankrutować.

Toksyczne kredyty zaciągnęło 18 z 22 regionów, 62 ze 100 departamentów, a także m.in. 373 szpitale.

>>> Czytaj też: Lukas zamienia się w Credit Agricole i staje do walki z bankowymi gigantami

Aby powstrzymać panikę, premier Francois Fillon wprowadził zakaz pobierania przez samorządy kredytów o zmiennym oprocentowaniu. Część miast i gmin postanowiła także utworzyć konsorcja, które pozwolą wyemitować na korzystnych warunkach obligacje.

Nowe stress testy będą surowsze

Kolejna edycja stress testów europejskich banków, która ma zostać przeprowadzona w przyszłym roku, będzie zdecydowanie surowsza niż to, co zostało zrobione w lipcu. Taką zapowiedź złożył komisarz ds. jednolitego rynku Michel Barnier. Chodzi przede wszystkim o uwzględnienie w znacznie większym stopniu potencjalnych strat, jakie poniosą banki na inwestycjach w obligacje krajów strefy euro. Po raz pierwszy w nowych testach zostanie dopuszczona możliwość bankructwa któregoś z państw Eurolandu. Chodzi przede wszystkim o Grecję. W egzaminie zostaną także uwzględnione wszystkie posiadane przez banki bony skarbowe, niezależnie od tego, czy zostały wpisane do ich bilansu, czy nie.

Na tym nie koniec zmian. Uzupełnieniem testów ma być analiza płynności. Chodzi o określenie, czy nawet w krótkiej perspektywie instytucje finansowe nie stracą wolnych środków w oczekiwaniu na płatności od swoich wierzycieli. Tak właśnie się stało w ostatnim czasie, m.in. z bankami portugalskimi, które musiały szukać pomocy Europejskiego Banku Centralnego.

Inną nowością ma być ograniczenie analizy do wybranej grupy banków systemowych, czyli takich, których upadek doprowadziłby do głębokiego kryzysu w całej unii walutowej.

W lipcu stress testy objęły 91 banków. Egzaminy na niewiele się jednak zdały. Bo choć oficjalnie wykazały, że zdecydowana większość instytucji finansowych ma wystarczająco dużo kapitału, to akcje instytucji finansowych później gwałtownie spadały, a zaufanie na rynku kredytów międzybankowych nadal nie zostało przywrócone.