Od czerwca tego roku do 22 września złoty osłabił się już o 24,6 proc. w stosunku do dolara i o 14,9 proc. wobec euro – to najgorszy wynik spośród wszystkich walut europejskich. Jeszcze w poprzednim kwartale, złotówka stała na czele najszybciej umacniających się walut.

Duża zmienność cen opcji walutowych świadczy o tym, że inwestorzy spodziewają się w najbliższym czasie wyjątkowo mocnej huśtawki na złotym. Wahania kursu polskiej waluty będą większe, niż jakiejkolwiek innej waluty krajów rozwijających się.

“Jeszcze nie tak dawno złoty był ukochaną walutą Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki – te czasy już są za nami. Polska waluta była stabilna i miała mocne fundamenty, ale teraz już ich nie posiada” – powiedział Benoit Anne, szef biura strategii rynków wschodzących w Societe Generale w Londynie.

>>> Czytaj też: Złotówka vs. spekulanci - 1:0. Czy nasze finanse przetrwają ataki na polską walutę?

Alarm na najwyższych szczeblach – konieczna interwencja

Słaby złoty, którego kurs przekroczył w piątek poziom 4,50 zł za euro, zmusił Narodowy Bank Polski (NBP) do pierwszej od kwietnia 2000 r. interwencji w celu wzmocnienia waluty. W efekcie, złotówka umocniła się wobec euro o 3,2 proc. W poniedziałek złoty znów zaczął się jednak osłabiać, ok. godziny 11:30 za jedno euro płacono 4,42 zł, a za jednego dolara – 3,28 zł.

Prezes NBP, Marek Belka, w wywiadzie dla PAP nazwał interwencję banku centralnego „rzadkim zdarzeniem”. Wcześniej w rozmowie z portalem obserwatorfinansowy.pl przyznał, że kurs złotego oddala się od zdrowych fundamentów polskiej gospodarki, co wpływa niekorzystnie na ceny, utrudniając NBP kontrolę inflacji.

Przedwyborcza gorączka - rynek woli PO

Sytuację na polskim rynku walutowym podgrzewają zbliżające się wybory. Donald Tusk ma szansę stać się pierwszym polskim premierem od czasów upadku komunizmu 1989 r., który po raz drugi zasiądzie na tym samym stanowisku. Sondaże przedwyborcze wskazują jednak, że choć PO wciąż jest liderem w wyścigu po mandaty, to jej przewaga nad PiS-em coraz bardziej się zmniejsza (odpowiednio 33 proc. i 26 proc. głosów według sondaży TNS OBOP z 15 września 2011 r.)
Jak zauważa Bloomberg, za czasów swoich rządów w 2006 r., PiS wstrzymał sprzedaż państwowych aktywów spychając dochody budżetowe do najniższego poziomu od 1992 r. Tymczasem PO udało się zebrać 22 mld zł z prywatyzacji w zeszłym roku – najwięcej od przeszło 10 lat.

„Rynki preferują rządy silnej Platformy Obywatelskiej” – wskazuje Anders Svendsen, analityk Nordea Banku w raporcie z 15 września 2011 r. „Tymczasowa negatywna reakcja rynków jest prawdopodobna jeśli dojdzie do wyborczej niespodzianki” – dodaje analityk.

Rosnące długi ceną za cud gospodarczy

Do tej pory Polska była gospodarczą gwiazdą w Unii Europejskiej - jako jedyna gospodarka zdołała uniknąć recesji. Po wybuchu globalnego kryzysu w 2008 r. inwestorzy rzucili się na polskie papiery skarbowe dokonując rekordowych zakupów obligacji. W ciągu dwóch lat do lipca 2011 r., inwestorzy zwiększyli swoje zaangażowanie w polskie papiery z 80,3 mld zł do 147,2 mld zł – wynika z danych resortu finansów. Odkąd gabinet Tuska doszedł do władzy w 2007 roku, polska gospodarka rozwijała się w średnim tempie 4,4 proc. rocznie. Unijna gospodarka rosła w tym czasie zaledwie o 0,1 proc. rocznie.

Ceną za rozwój stał się jednak rosnący dług publiczny. Obniżki podatków i wzmożone wydatki państwowe wystrzeliły polski dług do najwyższego poziomu od blisko 20 lat – 52,8 proc. PKB. Naruszenie 55 proc. progu ostrożnościowego zmusiłoby rząd do natychmiastowych cięć budżetowych.

Od 2007 r. polski deficyt budżetowy wzrósł niemal 4-krotnie, do 7,9 proc. PKB w 2010 r. – to najwyższy poziom od 1996 r. – wynika z danych Bloomberga.

Plany administracji Tuska zakładają, że rządowi uda się zredukować dziurę budżetową do 3 proc. PKB w 2012 r. „Każde odchylenie od tych planów, albo spadek dochodów państwa wynikający ze spowolnienia gospodarczego, będzie zagrażał ocenie wiarygodności kredytowej Polski” – mówił na początku września Piotr Kowalski, dyrektor Fitch Ratings w Warszawie.

Polska w fazie zaprzeczenia

Gorsze perspektywy rozwoju polskiej gospodarki dostrzegają już wielkie globalne banki - Goldman Sachs obniżył prognozę wzrostu polskiego PKB z 4,2 proc. do 3,8 proc. w 2012 r., a Bank of America Merrill Lynch zredukował szacunki z 3,7 proc. do 2,9 proc.

Polska znalazła się w „fazie zaprzeczenia” – uważają analitycy Citigroup. W opinii Piotra Kalisza i Cezarego Chrapka, resort finansów bagatelizuje wpływ spowolnienia gospodarczego w Europie na stan polskich finansów publicznych. Citigroup szacuje, że deficyt budżetowy w 2012 r. zwiększy się do 4-4,5 proc. PKB. Analitycy są pewni, że Polska nie powtórzy swojego „gwiazdorskiego” wyniku wzrostu PKB z 2009 r.

Prognozy dla Polski tnie również Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Według szacunków Funduszu, nasz PKB wzrośnie w tym roku o 3,8 proc., a w przyszłym wyhamuje i osiągnie wzrost na poziomie 3 proc. MFW twierdzi, że eskalacja kryzysu w Eurolandzie podkopie wzrost gospodarczy w rozwijających się krajach europejskich. Aż 55 proc. przychodów Polski z eksportu pochodzi ze sprzedaży towarów do strefy euro, dlatego osłabienie popytu może mocno uderzyć w polski rozwój.

Złotówka jest niedoszacowana

Polski złoty jest w 20 proc. niedoszacowany i może odzyskać siłę do końca tego roku – powiedziała 14 września Magdalena Polan, starsza ekonomistka w Goldman Sachs w Warszawie. Kurs EUR/PLN wynosił wówczas 4,3992.

“Złoty osłabił się głównie w wyniku czynników zewnętrznych, które nie mają zbyt wiele wspólnego ze stabilnymi podstawami gospodarki. Złotówka umocni się do końca roku, gdy tylko sytuacja w strefie euro zrobi się bardziej przejrzysta. Rząd prawdopodobnie zdecyduje się też na sprzedaż walut zagranicznych na rynku” – oceniła Polan.

Resort finansów wkroczył na rynek walutowy pod koniec zeszłego roku i rozpoczął sprzedaż euro za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Wszystko po to, aby nie dopuścić do wywindowania wartości długu zaciągniętego w obcych walutach. Kolejna interwencja miała miejsce 23 września – BGK wymieniał na rynku euro i dolary na złote oraz skupował obligacje rządowe – dowiedział się Bloomberg od anonimowej osoby związanej ze sprawą.

Rośnie ryzyko niewypłacalności Polski. CDS-y biją rekordy

Polska coraz mocniej odczuwa ciężar europejskiego kryzysu ponieważ zagraniczni wierzyciele, którzy obawiają się strat na obligacjach zadłużonych krajów UE, trzymają w swoich rękach 66 proc. aktywów polskich banków. Włoski UniCredit i niemiecki Commerzbank kontrolują drugi i trzeci największy bank w Polsce – Pekao i BRE Bank.

Obawy, że europejskie rządy nie będą w stanie zapobiec bankructwu Grecji windują ryzyko kredytowe banków w Europie do rekordowych poziomów. Polska również powoli traci zaufanie inwestorów.

Ryzyko niewypłacalności Polski szacowane na podstawie CDS-ów (Credit Default Swap - zobacz definicję w Finansopedii) podskoczyło już do najwyższego poziomu od 29 miesięcy. Polskie CDS-y od lipca 2011 roku niemal podwoiły swoją wartość i są teraz wyceniane na 308 pkt proc. Ceny polskich CDS-ów przekroczyły ceny niemieckich CDS-ów o 219 pkt proc. (2,2 pk proc.) – to największa różnica w wycenie tych kontraktów od kwietnia 2009 r. Jeszcze w maju tego roku, kontrakty Polski i Niemiec dzieliło zaledwie 90 pkt proc. – wynika z danych CMA.

Zdaniem wiceministra finansów Dominika Radziwiłła, ceny CDS-ów osiągnęły już „całkowicie absurdalne” poziomy.