Nowoczesne stadiony budowane na Euro 2012 i nie tylko rozpoczęły proces, który jest nieodwracalny. Chuligani z szalikami, zwani popularnie kibolami, na stałe znikną z meczów piłki nożnej. Stadiony przestają być miejscem, w którym 22 dwóch facetów przy akompaniamencie gwizdów i niecenzuralnych okrzyków biega za piłką. Bo na stadionach teraz robi się biznes, a interesów nie załatwia się podczas burd.

Loża PGE na stadionie w Gdańsku jest połączeniem sali konferencyjnej z pokojem wypoczynkowym. Samo jej wyposażenie musiało kosztować kilkaset tysięcy złotych. Wynajęcie na cały sezon pewnie drugie tyle. Jeśli firma zarezerwuje ją jeszcze na mecze Euro 2012, to koszt obecności jednej osoby na meczu wyniesie około 8 tys. euro (ok. 34 tys. zł).

Ponoszenie takich kosztów nie wynika z umiłowania futbolu. To biznes – zaproszenie do loży jest gestem wobec kontrahenta czy drogą do nawiązania kontaktów z inną firmą. Poza emocjami piłkarskimi są tu kolacja, koktajl, a nawet tańce i występy artystów. Wszystko po to, by wokół biznesu panował dobry nastrój.

Takich firm jak PGE jest więcej. Świetnie sprzedają się loże na stadionach w Warszawie – Legii i Narodowym – i we Wrocławiu, nieźle także w Poznaniu.

Choć na każdym stadionie luksusowe miejsca stanowią tylko 4 proc. wszystkich, to przynoszą kilkadziesiąt procent dochodów. To właśnie dzięki takim klientom biznes o nazwie „stadion” staje się opłacalny.

Na operatorach stadionów wymusza to zmiany, jakich w polskim kibicowaniu jeszcze nie było. Biznes potrzebuje spokoju i estetyki. Bez tego odejdzie. Jeśli więc firmy zarządzające stadionami chcą zarabiać, muszą dbać o bezpieczeństwo i porządek.

Namiastkę tego widać było podczas meczu Polska – Niemcy na stadionie w Gdańsku. Ochrona kulturalnie i zdecydowanie kontrolowała wszystkich wchodzących. Pod obserwacją był niemal każdy obecny na stadionie. Chamstwo stało się marginesem.

To samo już dawno mają za sobą Brytyjczycy. Stadiony Chelsea, Liverpoolu czy Manchesteru są przedsiębiorstwami przynoszącymi milionowe dochody. Działają tam restauracje, puby, sklepy, sale konferencyjne i centra wystawowe. I to właśnie biznes był jednym z motorów napędzających państwo do drakońskiego karania chuliganów.

Podobne zmiany zaszły w Holandii czy Niemczech, gdzie kibole też przez lata stanowili problem.

Dziś zadymiarze w tych krajach są marginesem. U nas też będą musieli zdegradować się do niższych lig, bo tam jeszcze nie ma biznesu.