Wyszukiwarka Google, skończyła niedawno 13 lat i jest z pewnością najbardziej opiniotwórczym nastolatkiem na świecie. Co prawda, gdyby Google był człowiekiem (i obywatelem Polski) na prawa wyborcze musiałby poczekać jeszcze 5 lat. Za to już teraz ma dużo do powiedzenia w kwestii polskiej polityki. Ze względu na zbliżające się wybory parlamentarne postanowiliśmy sprawdzić jak obecnie postrzega polską scenę polityczną Wujek Google.

>>> Zobacz też: Google wkracza w wiek dojrzewania. Zobacz jak narodził się internetowy gigant

Biorąc za podstawę PR-owską maksymę „nie ważne jak o tobie mówią, ważne żeby mówili” uznaliśmy, że interesującym wskaźnikiem będzie liczba stron na temat poszczególnych partii, które można znaleźć przy pomocy najpopularniejszej w Polsce wyszukiwarki. Po wpisaniu zapytania na stronie Google’a pojawia się informacja o liczbie znalezionych wyników. Wiedząc na ilu stronach internetowych pojawiła się nazwa partii politycznej można w przybliżeniu określić jej siłę.

Mylące nazwy polskich partii

Niestety nazwy partii zawierają w sobie słowa kluczowe, które Google łączy również z witrynami nie mającymi nic wspólnego z polityką. Z oczywistych względów mogłoby to wpłynąć na zaburzenie wyników badania. Również wpisanie nazw partii w cudzysłowie (ograniczające zakres wyszukiwania tylko do słów występujących w określonym porządku) nie rozwiązało problemu. Liderem zestawienia okazała się wówczas PJN (ponad 8 mln wyników) wyraźnie dystansująca PO (3 mln), PSL (2,3 mln) i PiS (2,2 mln).

>>> Czytaj też: Prezes PiS przeciwny prywatyzacji Orlenu, PZU, Lotosu i KGHM

Skąd takie wyniki? „Polska jest najważniejsza” występuje w internecie tak często, ponieważ było to oficjalne hasło Jarosława Kaczyńskiego w zeszłorocznych wyborach prezydenckich. Nazwa która miała zapewnić popularność nowej partii, skutecznie myli wyszukiwarkę i stawia pod znakiem zapytania sens porównania z innymi ugrupowaniami.

Liderzy są rozpoznawalni

Z powyższych względów zamiast nazw partii wpisaliśmy w Google nazwiska ich liderów i na tej podstawie opracowaliśmy ranking polityków, o których najczęściej pisze się w internecie. Uzyskane wyniki, trudno brać za wiarygodną reprezentację aktualnych nastrojów wyborców, dają jednak pojęcie o tym, który polityk wzbudza największe emocje wśród polskich internautów.

W zestawieniu uwzględniliśmy liderów siedmiu partii wystawiających listy we wszystkich okręgach wyborczych (PO, PiS, SLD, PSL, PJN, Ruch Palikota, PPP-Sierpień 80) oraz dwóch partii, które zarejestrowały listy w co najmniej 20 okręgach (Nowa Prawica i Prawica Rzeczypospolitej). Ogółem Google znalazł niemal 24 mln stron internetowych na temat tych polityków.

Dla porównania nazwisko Baracka Obamy generuje 244 mln wyników, czyli dziesięć razy więcej niż wszyscy politycy uwzględnieni w naszym rankingu łącznie.

>>> Zobacz też: Zaskakujące wyniki najnowszego sondażu - Palikot w Sejmie

Kaczyński popularniejszy od papieża

Najpopularniejszym ( w dobrym i złym znaczeniu tego słowa) liderem polskiej partii okazał się Jarosław Kaczyński, który z wynikiem 10,4 mln stron nie tylko zdystansował konkurentów politycznych, ale również o nieznacznie wyprzedził Jana Pawła II. Drugi w naszym rankingu Donald Tusk może się pochwalić 6,6 mln stron internetowych wspominających jego nazwisko. Jak na urzędującego od czterech lat premiera (o którym piszą również zagraniczne serwisy) jego strata do Kaczyńskiego wydaje się bardzo duża. Trzecie miejsce zajął, czołowy skandalista polskiej polityki, Janusz Palikot z blisko 1,9 mln wyników wyszukiwania.

Partie bez silnego przywództwa

O wicepremierze Waldemarze Pawlaku traktuje ponad 1,5 mln stron internetowych, zaś o Grzegorzu Napieralskim 1,28 mln. Być może w przypadku szefa PSL uwidoczniła się premia za udział w koalicji rządzącej. Znamienne jest również, że lider SLD nieznacznie przegrywa z innym członkiem tej partii – Ryszardem Kaliszem, którego nazwisko generuje w Google’u o 10 tys. wyników więcej.

Na dalszych pozycjach znaleźli się Janusz Korwin-Mikke (nieco poniżej 1 mln stron), Paweł Kowal (600 tys.), Marek Jurek (410 tys.) i Bogusław Ziętek (85 tys.). Warto zauważyć, że w PJN, podobnie jak u SLD, lepszy wynik od oficjalnego lidera osiągnął inny polityk, w tym przypadku Marek Migalski (780 tys.). Okazuje się zatem, że Wujek Google potwierdza stawiane przez komentatorów politycznych diagnozy o słabości przywództwa w SLD i PJN.

>>> Czytaj też: Korwin-Mikke: III RP w ciągu roku zbankrutuje

Google a wyniki wyborów

Oczywiście powyższy ranking nie pretenduje do miana reprezentatywnego obrazu preferencji polskich wyborców. Po pierwsze zawartość internetu nie do końca pokrywa się z realnym życiem. Po drugie nie wiadomo na ile popularność liderów przekłada się na całe ugrupowania.

Gdyby jednak dało się wyniki naszego rankingu wprost przeliczyć na wyniki wyborów to w najbliższych wyborach zwyciężyłoby PiS z wynikiem 43,7 proc., przed PO - 27,7 proc., Ruchem Palikota – 7,9 proc., PSL – 6,5 proc. i SLD – 5,4 proc. Progu wyborczego nie przekroczyłaby Nowa Prawica – 4,2 proc., PJN – 2,5 proc., Prawica RP – 1,7 proc. i PPP – sierpień 80 – 0,4 proc. Gdyby wziąć pod uwagę popularniejszych od przywódców polityków SLD i PJN, wynik Sojuszu pozostałby niemal bez zmian, za to Polska Jest Najważniejsza przekroczyłaby 3 proc.

>>> Zobacz też: Sondaż TNS OBOP: 53 proc. ankietowanych uważa, że wybory wygra PO

Jakie będą rzeczywiste wyniki wyborów, przekonamy się po 9. października. Okaże się wówczas, czy wyszukiwarka internetowa trafnie przepowiedziała decyzje Polaków, czy może jednak Google nie wie o nas jeszcze wszystkiego.