Wynik głosowania w PE musi być jeszcze formalnie potwierdzony przez Radę UE – nastąpi to na najbliższym posiedzeniu ministrów finansów UE we wtorek w Luksemburgu.

– Doskonale wiemy, że UE stoi przed jednym z największych wyzwań w swojej historii ze względu na kryzys zadłużenia państw. Potrzebne jest nam zdecydowane przywództwo, solidarność i wykazanie się odpowiedzialnością – powiedział przewodniczący PE Jerzy Buzek.

Głosowanie kończy trwające rok negocjacje w sprawie zaproponowanych przez Komisję Europejską, w odpowiedzi na kryzys zadłużenia w Grecji, propozycji zwiększenia dyscypliny finansów publicznych w krajach UE.

Większość zapisów sześciopaku, z wyjątkiem dyrektywy, która musi być transponowana do prawa narodowego, zacznie obowiązywać 20 dni po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw UE, czyli jeszcze jesienią obecnego roku.

>>> Zobacz też: "Sześciopak" ma zapobiec kolejnym kryzysom w strefie euro

Rozmowa z Benedictą Marzinotto, ekspertką Instytutu Bruegla w Brukseli

Rynki finansowe zignorowały przyjęcie przez Parlament Europejski sześciu aktów prawnych wzmacniających dyscyplinę finansową w Unii. Tak zwany sześciopak nie ma dla nich znaczenia?

Te rozwiązania są po prostu przestarzałe. Po pierwsze dyscyplina finansowa, którą przewiduje sześciopak, i tak już jest wymuszana przez rynki finansowe. Żaden kraj Unii nie może dziś pozwolić sobie na utrzymywanie dużego deficytu budżetowego i rosnącego długu, bo ryzykuje utratę zaufania inwestorów i bankructwo. Po wtóre w negocjacjach między Europarlamentem i Radą UE zapisy sześciopaku zostały znacząco osłabione. Zrezygnowano np. z sankcji wobec krajów, które dopuściły do zachwiania równowagi struktury swojej gospodarki. Z kolei w przypadku gdy KE będzie wnioskowała o nałożenie sankcji za nadmierny deficyt, Rada UE może taki wniosek odrzucić zwykłą większością głosów, a nie jak wcześniej zakładano, większością kwalifikowaną. To daje krajom Unii większe gwarancje, że unikną kary.

W sześciopaku przeforsowano jednak zapis, zgodnie z którym kraje, których dług jest większy niż 60 proc. PKB, będą musiały zmniejszać nadmiar zobowiązań powyżej wspomnianego progu przynajmniej o 1/20. To może postawić w kłopotliwej sytuacji chociażby Francję, której dług wynosi dziś 85 proc. PKB.

Rynki finansowe są dziś tak rozchwiane, że żadne państwo nie może jawnie sprzeciwiać się takiemu zapisowi, jeśli nie chce, aby jego determinacja do uzdrowienia finansów nie została podana w wątpliwość. Mimo wszystko w ostatecznej wersji sześciopaku wprowadzono trzyletni okres przejściowy. Wszyscy mają nadzieję, że w 2015 roku kryzys już minie i łatwiej będzie ciąć dług. Dodatkowo do sześciopaku wprowadzono zapis, zgodnie z którym kraje, które mają niski poziom długu prywatnego (zobowiązań przedsiębiorstw i gospodarstw domowych), mogą mieć większy dług publiczny. Jest w tym pewna logika, bo jak pokazał obecny kryzys, w ostateczności państwo musi ratować prywatne banki przed bankructwem. Jednak taka zmiana zapisu służy przede wszystkim takim krajom, jak Włochy, które będą mogły utrzymać bardzo wysokie zobowiązania na poziomie 120 proc. PKB.

Przyjęty w latach 90. Pakt stabilności i rozwoju także przewidywał surowe kary dla krajów Unii, które będą miały deficyt większy niż 3 proc. PKB. Jednak nigdy nie wprowadzono go w życie, bo w 2005 roku Niemcy i Francja przeforsowały jego rozmycie. Jakie są gwarancje, że tak się nie stanie także z sześciopakiem?

Zmianę paktu stabilności i rozwoju mogła przeprowadzić cała Rada UE kwalifikowaną większością głosów, przy czym w podjęciu decyzji brał udział także kraj, któremu groziły kary. To dawało duże wpływy Niemcom i Francji, które jako duże kraje mają także więcej głosów w radzie. Decyzje w sprawie zmian sześciopaku będzie natomiast podejmowała tylko Eurogrupa, i to bez udziału kraju, któremu grożą kary. To zmniejsza ryzyko zmiany jego zapisów.

>>> Czytaj też: Borusewicz: Za kryzys odpowiadają chciwi bankierzy i nieodpowiedzialni politycy

Skoro rynki finansowe monitorują dziś bardzo dokładnie stan finansów publicznych krajów strefy euro, czy w ogóle dodatkowe przepisy w tej sprawie są potrzebne?

Mimo wszystko tak. Rynki finansowe są kapryśne: dziś śledzą stan finansów publicznych, ale przez lata nie interesowało je, że Grecja zmierza ku przepaści. Także w przyszłości mogą więc przestać kontrolować budżety państw Eurolandu. Sześciopak ma stworzyć permanentny mechanizm takiej kontroli.