Węgierski bank centralny może, jako kolejny z banków Europy Środkowo–Wschodniej, być zmuszony do interwencji, aby powstrzymać drastyczny spadek swojej waluty narodowej. Deprecjacja forinta stwarza bowiem obawy o wzrost inflacji do niebezpiecznego poziomu i negatywnie wpływa na bilans banków.

>>> Czytaj też: Ryzyko polityczne zagraża złotówce. Oto najgorszy dla rynków wynik wyborów

Forint stracił 11 proc. w stosunku do dolara w tym miesiącu, podobnie jak polski złoty. Obecnie to dwie najszybciej osłabiające się waluty w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W tym samym czasie turecka lira spadła 5 proc.

„Ostre osłabienie walut regionalnych nie pozostawia politykom nic innego, jak tylko działać”, powiedział Murat Toprak, analityk walutowy z Londynu. "Deprecjacja stwarza mnóstwo wyzwań, od inflacji po brak stabilności systemu finansowego".

Według niego takie interwencje na rynku walutowym będą coraz częstsze, a Węgry są następnym krajem w kolejce.

Rynki wschodzące zachwiały się z powodu ucieczki inwestorów od ryzykownych aktywów podczas okresu pogarszających się prognoz dla światowej gospodarki oraz braku decyzji polityków w sprawie kryzysu zadłużeniowego w Europie. 

Turcja rozpoczęła wyprzedaż dolarów 5 sierpnia, a polski bank centralny zaczął skupować złotówki drugi raz w swojej historii 23 września.

>>> Czytaj też: Tusk: Podatek od transakcji finansowych niegroźny dla Polski

Węgierski bank centralny zainterweniuje, aby umocnić forinta, jeśli jego notowania zejdą poniżej psychologicznej bariery 300 forintów za euro. Forint osiągnął rekordowo niski poziom wobec euro 6 marca 2009 roku, kiedy za euro trzeba było płacić 317,23 forinty, podczas apogeum międzynarodowego kryzysu finansowego.