Chwiejność nastrojów widać było w środę przez cały dzień i w Europie i za oceanem. Inwestorów dopadły wątpliwości związane z poszukiwaniem rozwiązań europejskiego węzła gordyjskiego. Jego rozsupływanie trwa już zbyt długo, a przeciąć go nikt nie ma odwagi. Ta druga opcja wydaje się bardziej prawdopodobna, a dyskusje o kolejnych planach i pakietach sprowadzają się do tego, jak w miarę bezboleśnie przeprowadzić rynki finansowe przez czyściec bankructwa Grecji.

Galimatias jest tym większy, że ci sami politycy raz deklarują, że bankructwa w żadnej formie nie biorą pod uwagę, by za moment twierdzić, że wykluczyć go nie można. Trudno się dziwić, że indeksy skaczą w rytm tej schizofrenicznej kakofonii.
W Europie ton nadawał DAX. Choć spoglądał on na to, co dzieje się z kontraktami na amerykańskie indeksy, można było odnieść wrażenie, że dawała mu się we znaki bliskość oporu, jaki stanowi szczyt z końca sierpnia. W trakcie dwóch pierwszych sesji tego tygodnia wskaźnik zniwelował lwią część dystansu do niego, a wczoraj w ciągu dnia składał się do starcia z nim. Próba okazała się nieskuteczna, co może mieć negatywne konsekwencje. Handel za oceanem zaczął się neutralnie. Najpierw niewielką przewagę miały byki. Po krótkim testowaniu ich siły, do szturmu przystąpiły niedźwiedzie. Z nadziei na remisowe rozstrzygnięcie wyszły nici. Dow Jones stracił 180 punktów, zniżkując o 1,6 proc., a S&P500 poszedł w dół o prawie 2,1 proc. i zdołał się zatrzymać ledwie jedno oczko powyżej 1150 punktów.

Umocnienie się amerykańskiej waluty i wzrost obaw o kondycję globalnej gospodarki spowodowały kolejną falę przeceny na rynkach towarowych. Na długiej liście surowców w środę wieczorem niewielki wzrost można było zauważyć jedynie w notowaniach kontraktów na wieprzowinę. Trudno przypuszczać, że ten instrument został uznany przez inwestorów za bezpieczną przystań, ale trzeba zauważyć, że cena złota spadła o 2,5 proc. Kontrakty na miedź poszły w dół aż o 7 proc., a baryłkę ropy można było kupić o 3,5 proc. taniej niż we wtorek. Załamanie na rynku miedzi może mieć poważne konsekwencje dla notowań KGHM, a więc i losów indeksu naszych blue chipów. Już w środę surowcowe spółki ciągnęły go mocno w dół. Od połowy lipca kontrakty na miedź zniżkują o 30 proc., notowania KGHM spadły o 30 proc., a WIG20 poszedł w dół o 20 proc. 

Dziś rano surowcowa panika nie była kontynuowana. O 0,6 proc. w górę szły też notowania kontraktów na amerykańskie indeksy. Zbyt optymistycznych wniosków jednak z tego nie należy wyciągać. Z Azji płyną niejednoznaczne sygnały. Mimo zaskakująco dużego spadku sprzedaży detalicznej, Nikkei na godzinę przed końcem handlu zyskiwał 0,1 proc. W Szanghaju wskaźniki spadały po 0,5-0,6 proc. Wczesnym popołudniem poznamy ostateczne podliczenie dynamiki amerykańskiej gospodarki w drugim kwartale oraz liczbę wniosków dla bezrobotnych, a nieco później indeks umów kupna domów.