Państwa upadłe lub balansujące na granicy upadku tylko z pozoru są mało atrakcyjne dla inwestorów. Afganistan, Korea Północna, Nigeria czy Pakistan stały się synonimami interesów gwarantujących miliardowe zyski. Można wręcz mówić o biznesowym klubie pasjonatów takich miejsc. Zarówno giganci – Schell, BP czy Gazprom, jak i średnia liga czy niszowe fundusze – nie gardzą ryzykiem. Afgańskie interesy Jana Kulczyka wpisują się w ten trend. Jak powiedziano nam w ministerstwie górnictwa w Kabulu, kopalnia w Baghlanie, którą interesuje się Polak, to w tej chwili niemal sztandarowy projekt wydobywczy w kraju. Powstaje z błogosławieństwem Amerykanów i przy zaangażowaniu poważnych graczy, takich jak JP Morgan.

>>> Czytaj też: Najmłodsze dziecko Kulczyka, spółka Centar, szuka złota w Afganistanie

Jest ryzyko, są zyski

Na nieszczęście inwestorów większość zasobów afgańskiego złota znajduje się w zamieszkanych przez Pasztunów południowych prowincjach. To rejony najbardziej niebezpieczne. Urzędnik afgańskiego ministerstwa górnictwa mówił nam, że Kulczyk wybrał jednak znacznie lepsze miejsce dla swoich pieniędzy. Kopalnia Qara Zaghan leży w zamieszkanej w większości przez Tadżyków, Uzbeków i Hazarów prowincji Baghlan. Ci są niechętni talibskiej rebelii i w większości lojalni wobec Kabulu. Do tego gubernatorem prowincji jest Mohammad Akbar Barakzai, były urzędnik ministerstwa górnictwa. Miastem, z którego złoto ma być transportowane w świat, jest zdominowane przez Uzbeków Mazar-i-Szarif na bezpiecznej północy kraju. Tu rzadko wybuchają bomby, jest za to lotnisko, na którym mogą lądować duże samoloty transportowe, takie jak Hercules czy C-17. To ułatwia logistykę.

Wiarygodni są również partnerzy biznesowi Kulczyka. Ian Hannam to doświadczony bankowiec JP Morgan, inżynier i były żołnierz elitarnej brytyjskiej jednostki SAS. Bez problemu odnajduje się w państwach takich jak Irak czy Afganistan. Ze strony afgańskiej w kopalnię zaangażowany jest Sadat Naderi, lokalny biznesmen i reprezentant szyickiej sekty Ismailitów, którzy uchodzą za doskonałych przedsiębiorców. Jej przedstawicielem jest słynny w świecie islamu Aga Chan, m.in. właściciel sieci hoteli Serena w Azji Centralnej i na Bliskim Wschodzie.

Naderi kieruje firmą Afghan Gold, której zadaniem jest przyciąganie zagranicznych inwestorów. Kontrakt z rządem podpisał osobiście, reprezentując jako prezes firmę Afghan Krystal Natural Resources. Po stronie rządowej pod umową widnieje podpis ministra górnictwa Wahidullaha Shahraniego. W afgańskie złoto oprócz Kulczyka weszli m.in. brytyjski potentat kopalniany Peter Hambro czy tajski milioner Pairoj Piempongsant.

>>> Czytaj też: Ropa naftowa - jak zainwestować w czarne złoto?

Umowa między Naderim a rządem afgańskim w sprawie wydobycia w Baghlanie jest jawna. Czytamy w niej, że właściciel licencji wydobywczej zapłaci rządowi afgańskiemu 26 proc. z tego, co zarobi na sprzedażu złota. Transakcje będą prowadzone i rejestrowane na London Metals Exchange.

Polski biznesmen dołączył do licznej grupy poszukiwaczy fortuny w państwie ogarniętym talibską rebelią po tym, jak Pentagon – a raczej wyspecjalizowana w sprawach ekspansji gospodarczej komórka ministerstwa obrony – oszacował na bilion dolarów zasoby naturalne kraju. Wtedy też rozpoczął się rekonesans koncernów z USA, Rosji i Chin. Według Waszyngtonu Afganistan jest zasobny w lit, złoto, kobalt i miedź, tak jak Arabia Saudyjska w ropę.

Oprócz Kulczyka jest również inny polski wątek surowcowy w Afganistanie. W prowincji Ghazni, w której stacjonuje 2,5 tys. polskich żołnierzy, są potwierdzone największe na świecie złoża litu. Pierwiastek jest niezbędy do produkcji baterii do laptopów i telefonów komórkowych. Według Amerykanów w Ghazni litu jest więcej niż na terenie całej Boliwii, uznawanej do niedawna za światowego lidera w tej dziedzinie. Jak na razie nikt z polskich biznesmenów nie chce jednak zdyskontować polskiego zaangażowania w Ghazni. W MON nie ma również komórki, która podobnie jak pentagonowska grupa zadaniowa zajmowałaby się szacowaniem zysków z niesienia Afgańczykom wolności i demokracji.

Jak przekonują Amerykanie, w Baghlanie będzie obowiązywał chiński model robienia interesów. Bo co prawda żołnierze i geolodzy USA jako pierwsi oszacowali potencjalne bogactwo Afganistanu, jednak w wyznaczaniu standardów zakładania biznesów wydobywczych pierwsi byli Chińczycy. By uruchomić kopalnię miedzi w Anyak w prowincji Logar, zapłacili w sumie 30 mln dol. łapówek. Interesami zajmuje się tam konsorcjum China Metallurgical Group (MCC). Tworzą je dwie firmy Jiangxi Copper (największy chiński producent miedzi) i Zijin Mining Group (największy koncern chiński zajmujący się poszukiwaniem złota).

Dla MCC Logar to wolna amerykanka w czystej formie. W prowincji nie ma uregulowań dotyczących przemysłu kopalnianego. Nie ma norm dotyczących ochrony środowiska czy zasad opodatkowania wydobycia. Brakuje podstawowej infrastruktury. Wszystko odbywa się na gębę. Sukces zależy od właściwego zlokalizowania ustosunkowanej osoby, której w odpowiednim momencie należy wręczyć bakszysz.

Czas porzucić skrupuły

Akademia Marynarki Wojennej USA w Monterey w swojej analizie opisuje, na czym polega interes między Chińczykami a rządem afgańskim w Logarze. Inwestor zobowiązał się do budowy elektrowni, która będzie zaopatrywała Kabul (i przy okazji kopalnię) w prąd, oraz linii kolejowej. Do tego odprowadzi 400 mln dol. rocznie podatku od wydobycia (to więcej niż wszystkie wpływy podatkowe do afgańskiego budżetu rocznie) i zatrudni w kopalni co najmniej 5 tys. Afgańczyków. Według analityków amerykańskiej marynarki dla zapewnienia bezpieczeństwa Chińczycy albo przekupią lokalnych komendantów rebelianckich w Logarze, albo zainwestują w wyposażenie kandaku (brygady) armii afgańskiej, który stacjonuje w prowincji. W podsumowaniu analizy Amerykanie są jednak optymistami. Ich zdaniem w Logarze da się zarobić. W rekomendacjach znajduje się zalecenie, by takie inicjatywy wspierać.

– Dziś chiński model inwestowania jest krytykowany jako pozbawiony skrupułów i oparty na wyzysku. Jednak w przyszłości to właśnie on będzie dominował w krajach takich jak Afganistan. Jest po prostu skuteczny – podsumowuje w rozmowie z „DGP” Andriej Susziencow z moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO).